sobota, 25 lipca 2015
Demoniczne Fairy Tail część 11
Byłem zły na tego przygłupa. Zawsze kłócił się o Lucy, a teraz odstawia cyrki z Lisanną. Mam go już dosyć. Znajdowałem się w swoim pokoju i rozwalałem swoje rzeczy. Mimo zdrady, Lucy nadal wierzyła w tego płomyczka. Kiedy rozwaliłem pół pokoju, złość mi minęła, tymczasowo. Usiadłem na łóżku i przeczesałem ręką włosy. Postanowiłem iść do tego narwańca i przemówić mu do rozumu, jeśli jakiś ma. Wstałem i wyszedłem.
Drogę do jego pokoju znałem na pamięć. Piąte drzwi po lewej od łazienki, która była obok mojego azylu. Kiedy stanąłem przed drzwiami głąbą, mocno zapukałem.
-Kto tam?
Teraz bawić się będzie w zadawanie głupich pytań? Ja nie wytrzymam.
- To ja kretynie, Gray.
Nagle drzwi się uchyliły i zobaczyłem coś potwornego. Natsu miał brudne włosy, zapewne coś rozwalił, a zawartość poleciała na niego, jego skrzydła były poopcierane, ubrania w strzępkach, a z rąk, brzucha, nóg spływała krew.
- Co ci się stało?
Natsu pokręcił przecząco głową i zamknął przede mną drzwi. Byłem zaskoczony. Sam uchyliłem drzwi do jego pokoju i zobaczyłem fioletowowłosego chłopaka. Pamiętam ,że Lucy coś o nim wspominała. Jeśli się nie mylę to Vincente. Okropny bachor jednego z Demonicznej Rady. Zawsze dostawał to co chce. Jeśli Natsu z nim walczył, wyjaśniłoby to dlaczego tak okropnie wygląda. Nagle Vincente utworzył krąg i cisnął czymś w różowowłosego. Natsu wyskoczył w powietrze i uderzył w ścianę. Musialem mu pomóc nawet jeśli byłem na niego zły. Otworzyłem szerzej drzwi i już miałem pomóc, kiedy Natsu krzyknął:
- Pilnuj Lucy. Biegnij, poradzę sobie.
Byłem oszołomiony. Absolutnie nic nie wiedziałem. Postanowiłem jednak zrobić to o co poprosił mnie Natsu.
Wbiegłem do pokoju Lucy. Siedziała na łóżku, skulona. Na mój widok od razu się podniosła. Złapałem ją w pasie i podniosłem. Nie miałem czasu do stracenia. Musiałem odnaleźć Erze albo chociaż Jellala lub Laxusa. Kogoś kto mi pomoże. Dziewczyna nie zdążyła nic powiedzieć, ponieważ już stałem przed biurem Erzy. Zapukałem i od razu wszedłem.
W środku zastałem Erze i Jellala. Oboje siedzieli na kanapie. Demonica miała rumieńce na twarzy, więc od razu domyśliłem się, że całowała się z Jellalem.
- Czego tu Gray? W dodatku z Lucy?
- A tak.- postawiłem Luce na ziemię- Widziałem Vincenta. Natsu właśnie z nim walczy.
Blondynka głośno wciągnęła powietrze na dźwięk imienia Natsu. Spojrzałem na Erze w oczekiwaniu.
- Żartujesz, prawda?
Pokręciłem przecząco głową. W oczach dziewczyny zobaczyłem strach. Jellal wstał i podszedł do okna. Erza zmieniła swoją domową zbroje, granatową spódnicę i brązowe buty na fioletową szatę. Miała w ręku włócznie. Jej oczy zmieniły się. Były teraz drapieżne. W mgnieniu oka zrozumiałem, że Erza zamieni pokój Natsu w pył. Demonica wybiegła niczym burza. Chciałem ją zatrzymać jednak Jellal zatrzymał mnie. Później powiedział:
- Skoro Vincente tu jest to trzeba bronić Lucy. Sam sobie nie poradzę, po za tym wole jej nie zatrzymywać.
Zgadzałem się z nim. Nawet nie dałbym rady jej dogonić, a co dopiero zatrzymać. Wziąłem Lucy za rękę i usiadłem wraz z nią na kanapie. Jellal usiadł na krześle obok i wpatrywał się w drzwi. Atmosfera robiła się coraz bardziej napięta. Nagle Lucy zapytała:
- Kim jest Vincente?
Westchnąłem. Każdy z nas dostał zakaz mówienia Lucy o nim. Baliśmy się ,że będzie to dla niej jeszcze większa trauma. Spojrzałem się na Jellala. Skinął głową, a ja wiedziałem ,że muszę jej powiedzieć.
- Vincente Vey jest synem radnego. To właśnie on zmienił cię w demona.
Lucy rozszerzyła oczy. Najwidoczniej przestraszyła się.
**********************************
Kiedy wbiegłam do pokoju Natsu, Vincente dusił chłopaka. Próbowałam dźgnąć włócznią fioletowowłosego. Uniknął mojego ataku. Byłam wściekła. Znów zaatakowałam. Vincente uniknął włóczni i przycisnął mnie do ściany. Zacisnął swoją rękę na mojej szyi. Złapałam go za koszule i zmieniłam swoją zbroje. Tym razem miałam na sobie żółtoczarną potężną zbroje. W ręku trzymałam również żółtoczarną kopie. Uderzyłam nią Vincenta. Ten odsunął się i zacharczał z psychopatycznym uśmiechem na twarzy.
- Macie coś co chcem. Odbiorę ją siłą, chyba ,że mi ją sami oddacie. Wybór należy do was. Daje wam dwadzieścia cztery godziny.
Nagle gęsta mgła zasnuła całe pomieszczenie. Kiedy opadła, Vincentego nigdzie nie było. Moja pierwsza myśl biegła do mojego gabinetu, gdzie skryła się Lucy, jednak Natsu, który leżał nieprzytomny był ważniejszy. Podeszłam do niego i wzięłam go na ręce. Odwróciłam się i zniosłam na dół do pokoju szpitalnego.
W środku siedziała Wendy. Ta niebieskowłosa dziewczynka niejednokrotnie leczyła członków gildii. Położyłam chłopaka na łóżku i rozkazałam:
- Zajmij się nim.
Teraz kiedy byłam pewna, że Natsu ma odpowiednią opiekę. Ruszyłam do swojego gabinetu.
Na korytarzu spotkałam Freeda i Laxusa.
- Erzo mamy parę pytań odnośnie naszej misji. Musimy je niezwłocznie omówić.
Mam tyle spraw na głowie, że zapomniałam o nich. Skinełam głową i ruchem ręki rozkazałam im iść za mną.
- Tylko ostrzegam, u mnie w gabinecie jest Lucy. Z wydarzeniami sprzed chwili opowiem wam jak pójdzie. To co się zdarzyło jest nieprawdopodobne.
Spojrzałam się na nich spod swojej grzywki. Moje spojrzenie lustrowało ich od stóp do głów. Obaj przełkneli ślinę i skineli głowami. Chciałam jak najszybciej położyć się, jednak dzień dopiero się zaczął. W dodatku groźba Vincentego wryła mi się w głowę. Kiedy stanęłam przed swoim gabinetem, wzięłam głęboki oddech. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Na kanapie siedziała roztrzęsiona Lucy, a obok niej Gray, który próbował ją pocieszyć. Jellal natomiast stał kolo okna, spoglądając na ogród. Podeszłam do biurka i usiadłam na swoim krześle. Następnie spojrzałam na Lucy i Graya.
- Gray co się stało?
Chłopak spojrzał na mnie z przerażeniem.
- Lucy dowiedziała się o Vincente w pokoju Natsu.
-Co?!
Byłam tak wściekła, że wstając rozwaliłam krzesło. Wszyscy się na mnie spojrzeli, jednak ja miałam to gdzieś. Spojrzałam na Gray'a. Moje oczy aż płonęły z wściekłości.
- Przecież wyraziłam się jasno. Nikt miał nie wspominać w obecności Lucy o Vincente.
- Nnn..no wiem, ale spytałem się Jellala czy mogę jej powiedzieć. Zgodził się.
Spojrzałam na chłopaka stojacego pod oknem. Wyglądał ślicznie jak zwykle. Oczym ja myślę przecież jestem na niego zła.
- To prawda?
Jellal odwrócił się i skinął głową. Podszedł do mnie i objął rękami moją talię.
- Tak. Nie gniewaj się, ale ja uważam ,że ona powinna wiedzieć.
Jak zwykle miał rację. Spojrzałam w głąb gabinetu i zobaczyłam Freeda i Laxusa.
- No niech będzie, ale teraz wszyscy wynocha z mojego gabinetu!
Gray zerwał sie z kanapy i zabrał Lucy. Jellal również opuścił pokój w pośpiechu. Kiedy Freed i Laxus chcieli opuścić gabinet, zatrzymałam ich.
- Wy przecież chcieliście porozmawiać o misji, którą wam powieżyłam.
Skineli głowami. Freed niepewnie usiadł na kanapie. Natomiast Laxus pewny siebie oparł się o ścianę. Chciałam usiąść, jednak przypomniałam sobie, że rozwaliłam krzesło. No cóż postoje.
-No więc?
- A tak- Freed odchrząknął i zaczął dalej mówić- dowiedzieliśmy się, że ostatnim miejscem jakie sprawdzał mistrz zanim zniknął była Magnolia. W dodatku tam siedemnaście lat temu mieszkał on wraz z siostrą. Rozszerzyłam oczy ze zdziwienia.
-Nie wiem co stało się z mistrzem, ale wiem jedno zaczniemy poszukiwania od Magnoli.
Obaj skineli głowami. Naprawdę nie wiem czemu nie mogą mi odpowiedzieć.
- Ponadto jak już wiemy Vincente użył zakazanego rytuału na Lucy. Sądzimy ,że odwrócenie go może po skutkować w przywróceniu jej do człowieczeństwa.
- Odwróceniu? W jaki sposób?
- To dość bolesny obrzęd. Musimy wyciąć na jej ciele te same znaki tylko od tyłu.
- To nie wchodzi w grę. Nie możemy jek skrzywdzić.
- Niestety jest to jedyny sposób.
- No cóż, trudno. Zacznijmy najpierw od najważniejszych spraw. Mieliśmy dzisiaj wtargnięcie. Vincente przyszedł po Lucy. Dał nam czas do jutra. Powiedział, że albo oddamy ją dobrowolnie, albo odbierze ją siłą.
- Nie możemy jej ot tak oddać. Ma na ręku nasz symbol, oznacza to, że jest naszą przyjaciółką. Przyjaciół się nie oddaje.
- Ja o tym samym pomyślałam, jednakże nie mam bladego pojęcia jak przeprowadzić obronę. Jeśli zbyt mocno skrzywdzimy Vincentego to Demoniczna Rada zrówna nas z powierzchni ziemi. A ty Laxus co myślisz?
Blondyn spiorunował mnie wzrokiem, jednak ja wytrzymałam, mało tego odpłaciłam się tym samym.
- Myślę, że możemy zmylić Vincente. Używając magii Mirajane.
Myślałam przez chwile i uznałam ,że to dobry pomysł.
- Tak, to mogłoby przejść. Wracając do tematu mistrza. Zaczniecie poszukiwania od Magnolii. Tylko uważajcie nie wiemy czy Phantom Lord opuściło to miejsce.
Skineli i wyszli mojego gabinetu. Spojrzałam na rozwalone krzesło i pomyślałam, że to będzie długi dzień.
Przepraszam, że to tak długo zajęło, ale są w końcu wakacje i nie mam zbytnio czasu na pisanie. :) życzę miłego czytania
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
No ile można czekać na rozdział 12? Coo? Ten jest super. :*
OdpowiedzUsuń