sobota, 25 lipca 2015

Demoniczne Fairy Tail część 11

Byłem zły na tego przygłupa. Zawsze kłócił się o Lucy, a teraz odstawia cyrki z Lisanną. Mam go już dosyć. Znajdowałem się w swoim pokoju i rozwalałem swoje rzeczy. Mimo zdrady, Lucy nadal wierzyła w tego płomyczka. Kiedy rozwaliłem pół pokoju, złość mi minęła, tymczasowo. Usiadłem na łóżku i przeczesałem ręką włosy. Postanowiłem iść do tego narwańca i przemówić mu do rozumu, jeśli jakiś ma. Wstałem i wyszedłem. Drogę do jego pokoju znałem na pamięć. Piąte drzwi po lewej od łazienki, która była obok mojego azylu. Kiedy stanąłem przed drzwiami głąbą, mocno zapukałem. -Kto tam? Teraz bawić się będzie w zadawanie głupich pytań? Ja nie wytrzymam. - To ja kretynie, Gray. Nagle drzwi się uchyliły i zobaczyłem coś potwornego. Natsu miał brudne włosy, zapewne coś rozwalił, a zawartość poleciała na niego, jego skrzydła były poopcierane, ubrania w strzępkach, a z rąk, brzucha, nóg spływała krew. - Co ci się stało? Natsu pokręcił przecząco głową i zamknął przede mną drzwi. Byłem zaskoczony. Sam uchyliłem drzwi do jego pokoju i zobaczyłem fioletowowłosego chłopaka. Pamiętam ,że Lucy coś o nim wspominała. Jeśli się nie mylę to Vincente. Okropny bachor jednego z Demonicznej Rady. Zawsze dostawał to co chce. Jeśli Natsu z nim walczył, wyjaśniłoby to dlaczego tak okropnie wygląda. Nagle Vincente utworzył krąg i cisnął czymś w różowowłosego. Natsu wyskoczył w powietrze i uderzył w ścianę. Musialem mu pomóc nawet jeśli byłem na niego zły. Otworzyłem szerzej drzwi i już miałem pomóc, kiedy Natsu krzyknął: - Pilnuj Lucy. Biegnij, poradzę sobie. Byłem oszołomiony. Absolutnie nic nie wiedziałem. Postanowiłem jednak zrobić to o co poprosił mnie Natsu. Wbiegłem do pokoju Lucy. Siedziała na łóżku, skulona. Na mój widok od razu się podniosła. Złapałem ją w pasie i podniosłem. Nie miałem czasu do stracenia. Musiałem odnaleźć Erze albo chociaż Jellala lub Laxusa. Kogoś kto mi pomoże. Dziewczyna nie zdążyła nic powiedzieć, ponieważ już stałem przed biurem Erzy. Zapukałem i od razu wszedłem. W środku zastałem Erze i Jellala. Oboje siedzieli na kanapie. Demonica miała rumieńce na twarzy, więc od razu domyśliłem się, że całowała się z Jellalem. - Czego tu Gray? W dodatku z Lucy? - A tak.- postawiłem Luce na ziemię- Widziałem Vincenta. Natsu właśnie z nim walczy. Blondynka głośno wciągnęła powietrze na dźwięk imienia Natsu. Spojrzałem na Erze w oczekiwaniu. - Żartujesz, prawda? Pokręciłem przecząco głową. W oczach dziewczyny zobaczyłem strach. Jellal wstał i podszedł do okna. Erza zmieniła swoją domową zbroje, granatową spódnicę i brązowe buty na fioletową szatę. Miała w ręku włócznie. Jej oczy zmieniły się. Były teraz drapieżne. W mgnieniu oka zrozumiałem, że Erza zamieni pokój Natsu w pył. Demonica wybiegła niczym burza. Chciałem ją zatrzymać jednak Jellal zatrzymał mnie. Później powiedział: - Skoro Vincente tu jest to trzeba bronić Lucy. Sam sobie nie poradzę, po za tym wole jej nie zatrzymywać. Zgadzałem się z nim. Nawet nie dałbym rady jej dogonić, a co dopiero zatrzymać. Wziąłem Lucy za rękę i usiadłem wraz z nią na kanapie. Jellal usiadł na krześle obok i wpatrywał się w drzwi. Atmosfera robiła się coraz bardziej napięta. Nagle Lucy zapytała: - Kim jest Vincente? Westchnąłem. Każdy z nas dostał zakaz mówienia Lucy o nim. Baliśmy się ,że będzie to dla niej jeszcze większa trauma. Spojrzałem się na Jellala. Skinął głową, a ja wiedziałem ,że muszę jej powiedzieć. - Vincente Vey jest synem radnego. To właśnie on zmienił cię w demona. Lucy rozszerzyła oczy. Najwidoczniej przestraszyła się. ********************************** Kiedy wbiegłam do pokoju Natsu, Vincente dusił chłopaka. Próbowałam dźgnąć włócznią fioletowowłosego. Uniknął mojego ataku. Byłam wściekła. Znów zaatakowałam. Vincente uniknął włóczni i przycisnął mnie do ściany. Zacisnął swoją rękę na mojej szyi. Złapałam go za koszule i zmieniłam swoją zbroje. Tym razem miałam na sobie żółtoczarną potężną zbroje. W ręku trzymałam również żółtoczarną kopie. Uderzyłam nią Vincenta. Ten odsunął się i zacharczał z psychopatycznym uśmiechem na twarzy. - Macie coś co chcem. Odbiorę ją siłą, chyba ,że mi ją sami oddacie. Wybór należy do was. Daje wam dwadzieścia cztery godziny. Nagle gęsta mgła zasnuła całe pomieszczenie. Kiedy opadła, Vincentego nigdzie nie było. Moja pierwsza myśl biegła do mojego gabinetu, gdzie skryła się Lucy, jednak Natsu, który leżał nieprzytomny był ważniejszy. Podeszłam do niego i wzięłam go na ręce. Odwróciłam się i zniosłam na dół do pokoju szpitalnego. W środku siedziała Wendy. Ta niebieskowłosa dziewczynka niejednokrotnie leczyła członków gildii. Położyłam chłopaka na łóżku i rozkazałam: - Zajmij się nim. Teraz kiedy byłam pewna, że Natsu ma odpowiednią opiekę. Ruszyłam do swojego gabinetu. Na korytarzu spotkałam Freeda i Laxusa. - Erzo mamy parę pytań odnośnie naszej misji. Musimy je niezwłocznie omówić. Mam tyle spraw na głowie, że zapomniałam o nich. Skinełam głową i ruchem ręki rozkazałam im iść za mną. - Tylko ostrzegam, u mnie w gabinecie jest Lucy. Z wydarzeniami sprzed chwili opowiem wam jak pójdzie. To co się zdarzyło jest nieprawdopodobne. Spojrzałam się na nich spod swojej grzywki. Moje spojrzenie lustrowało ich od stóp do głów. Obaj przełkneli ślinę i skineli głowami. Chciałam jak najszybciej położyć się, jednak dzień dopiero się zaczął. W dodatku groźba Vincentego wryła mi się w głowę. Kiedy stanęłam przed swoim gabinetem, wzięłam głęboki oddech. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Na kanapie siedziała roztrzęsiona Lucy, a obok niej Gray, który próbował ją pocieszyć. Jellal natomiast stał kolo okna, spoglądając na ogród. Podeszłam do biurka i usiadłam na swoim krześle. Następnie spojrzałam na Lucy i Graya. - Gray co się stało? Chłopak spojrzał na mnie z przerażeniem. - Lucy dowiedziała się o Vincente w pokoju Natsu. -Co?! Byłam tak wściekła, że wstając rozwaliłam krzesło. Wszyscy się na mnie spojrzeli, jednak ja miałam to gdzieś. Spojrzałam na Gray'a. Moje oczy aż płonęły z wściekłości. - Przecież wyraziłam się jasno. Nikt miał nie wspominać w obecności Lucy o Vincente. - Nnn..no wiem, ale spytałem się Jellala czy mogę jej powiedzieć. Zgodził się. Spojrzałam na chłopaka stojacego pod oknem. Wyglądał ślicznie jak zwykle. Oczym ja myślę przecież jestem na niego zła. - To prawda? Jellal odwrócił się i skinął głową. Podszedł do mnie i objął rękami moją talię. - Tak. Nie gniewaj się, ale ja uważam ,że ona powinna wiedzieć. Jak zwykle miał rację. Spojrzałam w głąb gabinetu i zobaczyłam Freeda i Laxusa. - No niech będzie, ale teraz wszyscy wynocha z mojego gabinetu! Gray zerwał sie z kanapy i zabrał Lucy. Jellal również opuścił pokój w pośpiechu. Kiedy Freed i Laxus chcieli opuścić gabinet, zatrzymałam ich. - Wy przecież chcieliście porozmawiać o misji, którą wam powieżyłam. Skineli głowami. Freed niepewnie usiadł na kanapie. Natomiast Laxus pewny siebie oparł się o ścianę. Chciałam usiąść, jednak przypomniałam sobie, że rozwaliłam krzesło. No cóż postoje. -No więc? - A tak- Freed odchrząknął i zaczął dalej mówić- dowiedzieliśmy się, że ostatnim miejscem jakie sprawdzał mistrz zanim zniknął była Magnolia. W dodatku tam siedemnaście lat temu mieszkał on wraz z siostrą. Rozszerzyłam oczy ze zdziwienia. -Nie wiem co stało się z mistrzem, ale wiem jedno zaczniemy poszukiwania od Magnoli. Obaj skineli głowami. Naprawdę nie wiem czemu nie mogą mi odpowiedzieć. - Ponadto jak już wiemy Vincente użył zakazanego rytuału na Lucy. Sądzimy ,że odwrócenie go może po skutkować w przywróceniu jej do człowieczeństwa. - Odwróceniu? W jaki sposób? - To dość bolesny obrzęd. Musimy wyciąć na jej ciele te same znaki tylko od tyłu. - To nie wchodzi w grę. Nie możemy jek skrzywdzić. - Niestety jest to jedyny sposób. - No cóż, trudno. Zacznijmy najpierw od najważniejszych spraw. Mieliśmy dzisiaj wtargnięcie. Vincente przyszedł po Lucy. Dał nam czas do jutra. Powiedział, że albo oddamy ją dobrowolnie, albo odbierze ją siłą. - Nie możemy jej ot tak oddać. Ma na ręku nasz symbol, oznacza to, że jest naszą przyjaciółką. Przyjaciół się nie oddaje. - Ja o tym samym pomyślałam, jednakże nie mam bladego pojęcia jak przeprowadzić obronę. Jeśli zbyt mocno skrzywdzimy Vincentego to Demoniczna Rada zrówna nas z powierzchni ziemi. A ty Laxus co myślisz? Blondyn spiorunował mnie wzrokiem, jednak ja wytrzymałam, mało tego odpłaciłam się tym samym. - Myślę, że możemy zmylić Vincente. Używając magii Mirajane. Myślałam przez chwile i uznałam ,że to dobry pomysł. - Tak, to mogłoby przejść. Wracając do tematu mistrza. Zaczniecie poszukiwania od Magnolii. Tylko uważajcie nie wiemy czy Phantom Lord opuściło to miejsce. Skineli i wyszli mojego gabinetu. Spojrzałam na rozwalone krzesło i pomyślałam, że to będzie długi dzień. Przepraszam, że to tak długo zajęło, ale są w końcu wakacje i nie mam zbytnio czasu na pisanie. :) życzę miłego czytania

wtorek, 30 czerwca 2015

Demoniczne Fairy Tail część 10

**********************************
To naprawdę poważna sprawa.  Myślałem, że ona będzie taka jak ja, jednak nic z tego. Jeśli przeżyje do rana będę szczęśliwy. Rozejrzałem się i zobaczyłem Lisanne. Ubrana była w koszulkę w podłużne paski i krótkie spodenki. Cały czas się na mnie patrzyła. Dopiero teraz spostrzegłem, że nie przywitałem się z przyjaciółką.  Non stop zajmowałem się Lucy. Nie miałem dla Liss czasu. Uśmiechnąłem się do niej i podszedłem bliżej. Byłem zaskoczony kiedy dziewczyna rzuciła mi się na szyję. Widziałem łzy w jej oczach. Starłem je. Nagle przypomniałem sobie jak niedawno zrobiłem tak samo Lucy. Lisanna przysunęła się jeszcze bliżej.
- Masz coś w oku.
Wzruszyłem ramionami i dałem jej to coś wyjąć. Kątem oka dostrzegłem Luce. Wyrwałem się z objęć Liss i podszedłem do blondynki. Była na mnie zła,  widziałem to w jej oczach. Chciałem przeprosić ją i przytulić,  jednak Gray w leciał między mną a nią.  Za nim podążała Juvia z tacą pełną ciastek z imieniem gołodupca.
- Gray-sama, proszę spojrzeć. Upiekłam dla pana ciastka.  Proszę spróbować.
Byłem w tej chwili na maksa wkurzony. Ja tu próbuje uratować swój związek, a ten kretyn nie umie spławić Juvi. Rany, ale on mnie wkurza. Najchętniej przywaliłbym mu, ale nie mam czasu. Ominołem ten cyrk i zacząłem szukać Lucy. Nigdzie  jej nie mogłem znaleźć. Może jest w swoim pokoju? Pójdę sprawdzić. Ale z drugiej strony ona jest na mnie zła. Prędzej zabiłaby mnie niż wysłuchała. Tym bardziej ,że jest teraz demonem i jest ode mnie silniejsza. Postanowiłem w końcu iść do niej. Nie obchodzi mnie czy mnie zabije czy nie.
    Przed drzwiami do jej pokoju zatrzymałem się. Wahałem się. Wziąłem głęboki oddech i zapukałem. Odpowiedziała mi cisza. Delikatnie otworzyłem drzwi i zobaczyłem Lucy, która leżała nieprzytomna na podłodze. Podbiegłem do niej i podniosłem ją. Położyłem ją na łóżko.  Próbowałem ją obudzić,  jednak nie otwierała oczu. Spanikowałem , jednak zaraz powrócił mi zdrowy rozsądek. Wstałem i spojrzałem z góry na Luce. Musiałem zorientować się jaka była przyczyna jej omdlenia. Jej ciało świeciło?  Nie to nie ciało,  tylko znaki wyryte na nim. Czyli ten rytuał nie zakończył się. Musiałem wezwać Freed'a i Erze. Oni muszą o tym wiedzieć.  Kiedy mialem już wychodzić, spostrzegłem cień. Nie należał on do przedmiotów,  ale do człowieka. Odwróciłem się i przed sobą ujrzałem. Vincente'a. Uśmiechał się szyderczo. Nie chciałem wiedzieć co kombinuje. Chłopak podszedł do Luce i wziął ją na ręce. Zerwałem się w jej kierunku. Kiedy miałem złapać Vincente za koszule, ten jednak powalił mnie na ziemię. Spojrzał się na mnie jak na robaka, którego może w każdej chwili zgnieść i powiedział:
- Ona jest moją własnością. To ja ją stworzyłem. I tylko ja mam do niej prawo.
Byłem wściekły. Chciałem mu przywalić, jednak nie mogłem się ruszyć. W tej chwili nie mogłem obronić mojej ukochanej. Niespodziewanie do pokoju weszła Lisanna.
- Lis, pomóż Lucy.
Nie mogłem wyjść z szoku kiedy dziewczyna odwróciła się do mnie i powiedziała:
- Ona nie jest warta ratowania, tym bardziej nie zasługuje na twoją uwagę.
Otworzyłem szerzej usta. Nic z tego nie rozumiałem. Lisanna usiadła na mojej klatce piersiowej i pocałowała. Jej usta smakowały jak czekolada. Były tak odmienne od ust Luce. Mimo tego ich zapachy były takie same. Mimowolnie zamknąłem oczy i poddałem się dotykowi Lisanny. Dziewczyna zanurzyła ręce w moje włosy i całowała mnie coraz bardziej łapczywie. Jakby bała się, że zaraz się obudzi i mnie nie będzie. To mogło być możliwe. Może to tylko sen? Może śpię teraz tuląc Luce w ramionach? Chciałbym, aby była to prawda. Chciałem się obudzić we własnym łóżku, a u boku mieć Lucy. Kątem oka dostrzegłem niebieskie latające coś. Jak sobie przypomniałem był to Happy. Dawno go nie widziałem. Ciekawe co robił. Mój latający przyjaciel oderwał ode mnie Lisanne i postawił mnie na nogi. Byłem mu wdzięczny. Uśmiechnąłem się do niego,  jednak kot nie podzielał mojego entuzjazmu. Zaplutł łapki na piersi i spojrzał się na mnie i Lisanne groźnym wzrokiem. Przestraszyłem się. Pierwszy raz w życiu bałem się Happiego.
- Jak śmiałeś zdradzić Lucy, Natsu? Nie wybaczę ci tego. I uwierz mi powiem jej to.
Kot odwrócił się i poleciał poszukać blondynki. Nie wiedział jeszcze tego, że jej nie było. Pobiegłem za nim. Weszłam do biblioteki. No tak Happy wiedział lepiej gdzie jej szukać bo właśnie z nią rozmawiał. Nie wierzyłem ona tu była, ale przecież wiem co widziałem w jej pokoju. Może to ? Niemożliwe. To była iluzja. Lisanna stworzyła iluzje by mnie obciążyć i zdobyć dowody na zdradę Luce. Tak to było w jej stylu. Cztery lata temu jak bawiłem się z Levy, ona robiła wszystko by przegrywała i płakała. No i jej się udało. Ona była cały czas o mnie zazdrosna. Nie wiem dlaczego za nią tęskniłem, ale musiałem mieć naprawdę dobry powód. Teraz nie miałem nic. Utraciłem zaufanie Lucy i  Happyego. Podniosłem wzrok na blondynkę i z przerażeniem stwierdziłem, że idzie w moją stronę. Serce tłukło mi w piersi jak oszalałe. Mimo,  że nie powinienem się bać, nie mogłem wyzbyć się tego zdenerwowania i strachu. Lucy stanęła naprzeciwko mnie i założyła ręce na piersi. Niepokoił mnie sam widok.
- Happy mi powiedział, że całowałeś się z Lisanną. Pomyślałeś chociaż raz o tym jak ty byś się czuł gdybym to ja całowała się z Gray'em?
Zaskoczyła mnie tym pytaniem. Oczywiście na samą myśl o tym gołodupcu chce mi się go pobić, ale co zrobiłbym gdyby on całował sie z Lucy? Na pewno bym go zabił, ale co później? Co z Lucy? Nie myślałem o tym.
- Wiesz nie myślałem w ten sposób.Po za tym chcem ci wszystko wyjaśnić. Jeśli mi pozwolisz.
Nagle usłyszałem dobrze znany mi śmiech. Gray.
- Ty myślałeś? A to dobre. Wiesz chętnie wysłucham twoich wyjaśnień.  Chcem wiedzieć dlaczego w taki sposób postępowałeś.
Zacisnąłem pięści. Jeszcze trochę ,a mu przywale. Pożałuje wtedy swoich słów. Kątem oka dostrzegłem, że Lucy kiwa głową i zaprasza nas do środka biblioteki.
      Jak zwykle kurz, kurz i jeszcze raz kurz. Czy nikt nie ma zamiaru sprzątać biblioteki?  No cóż; mówi się trudno. We trójkę usiadliśmy przy stole. Gray i Luce wyczekujaco patrzyli się na mnie. Wiedziałem ,że muszę powiedzieć im prawdę. O tym co zrobiła Lisanna by mnie pocałować.
- No więc tak: dzisiaj rano szedłem do pokoju, kiedy zauważyłem Lisanne.
- No i na pewno się na nią rzuciłeś.
- Nie przeszkadzaj mi lodówo. No, jak mówiłem szedłem do pokoju i zauważyłem Lisanne. Podszedłem do niej by się przywitać.
- I na dzień dobry ją pocałowałeś. Zgadłem?
- Nie przerywaj mi !  Przywitałem się , a ona powiedziała ,że mam coś w oku. No to dałem to coś wyciągnąć. Nagle zobaczyłem Lucy i podbiegłem do niej, jednak wpadłeś na mnie lodówo a za tobą Juvia. Następnie Lucy mi zniknęła z oczu, więc...
- Poszedłeś do Lisanny i zacząłeś ją całować.
- Jeszcze raz mi przerwiesz, a wylecisz stąd w trybie natychmiastowym. Wracając do mojego opowiadania.  Zacząłem cie szukać,  Luce. Poszedłem do twojego pokoju i zastałem cie nieprzytomną. Próbowałem coś zrobić, ale nie otwierałaś oczu. Nagle za mną pojawił się Vincente. I zabrał cie, a ja nie mogłem się ruszyć. W tym samym czasie przyszła Lisanna. Poprosiłem ją by cię uratowała, ale tego nie zrobiła. Zamiast tego, pocałowała mnie. I to by było na tyle.
Czekałem na reakcję dziewczyny. Usłyszałem śmiech. Odwróciłem głowę i zobaczyłem gołodupca śmiejącego się na całą bibliotekę.
- Lepszej wymówki nie mogłeś wymyślić?  Hahaha co to za wytłumaczenie. Nie masz za grosz wstydu? Najpierw całujesz Lisanne, a później wymyślasz coś zupełnie beznadziejnego. Okłamujesz Lucy. Powiedz jej prawdę.
Nie wiedziałem co powiedzieć. Ja myślałem ,że mi uwierzą. Spojrzałem się na Luce.
- A ty co myślisz?
- Ja nie sądzę żeby to co powiedziałeś było kłamstwem. Wiele rzeczy się zdarzyło, a ty cały czas byłeś przy mnie. Nie wierzę ,że pocałowałeś Lisanne.
Poczułem ulgę. Odzyskałem choć cząstkę tego co myślałem, że utraciłem. Niespodziewanie ktoś objął mnie w pasie. Odwróciłem głowę i spostrzegłem Lisanne. To ona była wszystkiemu winna. Uśmiechała się.
- Nie masz racji blondi. On tak naprawdę kocha tylko mnie. Z tobą się bawił bo byłaś człowiekiem. Teraz kiedy przypominasz imitacje demona, Natsu cie już nie potrzebuje.
Poczułem ucisk w żołądku. Te słowa bolały mnie, nie mówiąc o tym jak musi się czuć Luce. Dziewczynie spływały łzy,  widać było , że te słowa ją zraniły. Gray przytulił Luce i starał się ją pocieszyć. Czułem się kompletnie niepotrzebny. Nagle chłopak podszedł do mnie i warknął:
- Idź sobie z tąd. Zabieraj Lisanne i wynoś się. Jeszcze raz zobaczę cie obok Lucy, a zamroże cie na sopel.
Moje serce pękło na tysiąc kawałków. Nie mam już niczego. Mam w prawdzie jeszcze gildie, ale kiedy dowiedzą się od Gray'a to co zrobiłem, nie będę miał życia. Spojrzałem na Lisanne. Nie żebym jej nienawidził, ale w tej chwili wolałbym jej nie znać. Ryszyłem w stronę swojego pokoju. Samotny, bez perspektyw na przyszłe życie. Znów zamknąłem się w sobie, czuje ,że przyszłe dni będą szare i nijakie.
Levy
      Właśnie kończyłam czytać książkę,  kiedy do mojego pokoju ktoś zapukał. Niepewnie otworzyłam drzwi. Przede mną stał Gajeel. Zaczerwieniłam się. Przeważnie chłopak starał się przeprosić mnie za swoje głupie zachowanie. Dzisiaj również przyszedł z różą. Dał mi ją i wszedł do środka. Usiadł na łóżku i czekał. Nie wiedziałam na co czekał, ale postanowiłam w końcu się odezwać.
- Dziękuję za róże.
Chłopak skinął głową, jakby danie mi kwiatu było najzwyklejszą rzeczą. Zaczerwieniłam się jeszcze bardziej.
- Po co przyszedłeś?
- Chciałem cie przeprosić.
Westchnęłam. Przychodził codziennie po dwa/trzy razy. Miałam tego dość.
- Już ci wybaczyłam. Nie musisz tak często przepraszać.
Nagle Gajeel złapał mnie za rękę i przyciągnął mnie do siebie. Mój oddech stał się dwa razy szybszy. Jego usta wydawały się coś mówić, ale ja nie słyszałam.  Czułam napinajace się mięśnie, pod moimi palcami. Siedziałam na jego kolanach. Całkowicie o niego oparta. Chłopak wysunął swoją rękę w moje włosy. Dłużej nie wytrzymam, on musi mnie pocałować. I rzeczywiście musnął moje usta swoimi wargami. Objełam go i zaczęłam mocniej całować. Bardziej przycisnął mnie do siebie. Delikatnie położył drugą rękę na moje plecy. Tą jakże miłą chwile przerwało pukanie do drzwi. Wstałam i poprawiłam opaskę. Następnie otworzyłam drzwi. Naprzeciwko mnie stała Erza. Jej oczy były wręcz czerwone ze złości. Wkurzona demonica zapytała ostro:
- Wiesz gdzie jest Natsu i Lucy?
Byłam zaskoczona. Nie widziałam ich od rana, więc gdzie byli? Za mną stanął Gajeel. Objął mnie i położył mi głowę na włosach. Erza wydawała sie bardzo zaskoczona.
- Nie widziałam ich, Erzo.
Demonica kiwnęła głową i wyszła. Zamknęłam za nią drzwi i odwróciłam się do chłopaka. Gajeel nadal mnie obejmował. Miałam złe przeczucia co do zniknięcia Lucy i Natsu. Chciałam aby ktoś ich odnalazł, jednak szybko o tym zapomniałam. Przed sobą miałam mężczyznę, którego kochałam.

Trochę mi to zajęło, ale jest 10 część.

środa, 10 czerwca 2015

Demoniczne Fairy Tail część 9

    Obudziłam się z potwornym bólem głowy. Rozejrzałam się po pokoju. W fotelu siedział Natsu. Chłopak spał podpierając ręką głowę. Uśmiechnęłam się. Spojrzałam za siebie i zobaczyłam skrzydła. Przestraszyłam się. Czy jestem demonem?  Powoli uniosłam rękę i przejechałam nią po włosach. Natknęłam się na rogi. Nie mogłam złapać tchu. Ja na prawdę jestem demonem! Wstałam i weszłam do łazienki. Odnalazłam lustro i stanęłam do niego tyłem. Moje skrzydła wyrastały z górnej części pleców. Były czarne z pasmami złota. Były piękne, ale kłopotliwe. Nie wiedziałam jak ja mam z nimi żyć.  W dodatku te różowe rogi. Westchnęłam. No cóż musze jakoś brzeboleć ten fakt. W tej chwili moje myśli wędrowały wokół Cancer'a. Mówił ,abym zdjęła klucze z mojego naszyjnika. Zaryzykowałam. Zdjęłam pierwszy klucz i spojrzałam się na jego znak. Był to znak wodnika. Podeszłam do wanny. Napuściłam wody i delikatnie zanurzyłam klucz.
- Wodniku wzywam cie.
Jasne światło oślepiło mnie na chwilę. W wodzie pojawiła się dziewczyna o niebieskich włosach.  Była syreną.
- Wzywałaś mnie szkodniku?
Byłam zaskoczona. W porównaniu z miłym i przyjacielskim nastawieniem Cancera, wodnik wydawał mi się trochę opryskliwy.
- Tak wzywałam cie. Chciałabym dowiedzieć się więcej o gwiezdnych duchach. No i jak masz na imię?
- Dobra smarkulo, odpowiem ci na te pytania. Po pierwsze jestem Aquarius, wodnik, jak zdążyłaś już pewnie zauważyć. A jeśli chodzi o gwiezdne duchy,  są one wyjątkowymi tarczami dla użytkownika gwiezdnej energii.
Nie sądziłam aby te duchy były tarczami. No cóż to ich wybór.  Nagle dziewczyna wyparowała. Odłożyłam klucz na swoje miejsce i wzięłam drugi. Znak wskazywał na pannę.
- Przyzywam cie, panno.
Tak jak za pierwszym razem rozbłysło oślepiające światło. Obok mnie pojawiła się dziewczyna w stroju pokojówki. Miała krótkie różowe włosy.  Na nadgarstkach były łańcuchy.  Ukłoniła się i zapytała:
-Czas na karę,  księżniczko?
No nie powiem specyficzne mają charaktery te gwiezdne duchy.
- Nie będzie kary. Chciałabym się ciebie spytać o imię i coś więcej o gwiezdnych duchach.
Dziewczyna myślała przez chwilę po czym odpowiedziała:
- Mam na imię Virgo. Pewnie rozmawiałaś już z Cancerem i Aquarius. W takim razie opowiem ci coś o mocach gwiezdnych duchów i naszym świecie. Gwiezdne duchy dzieli się na dwanaście znaków zodiaku i na inne słabsze duchy, jednak są one tylko słabsze od tych dwunastu. W naszym świecie żyje król, który opiekuje się nami i karze jeśli zajdzie taka potrzeba.
Zaczęłam myśleć o wszystkim co było związane z gwiezdnymi duchami. Pukanie do drzwi wyrwało mnie od moich przemyśleń.  Do środka,  nie czekając, wszedł Natsu. Widząc mnie uśmiechnął się. Byłam zawstydzona. Nie nawiedziłam swoich skrzydeł ani rogów,  a on bezczelnie się na nie patrzył. Chciałam zapaść się pod ziemię, jednak to nie było mi dane. Chłopak podszedł i założył mi kosmyk włosów za ucho.
- Wyglądasz przepięknie.
Jak na złość do pokoju wpadła Erza. Rozglądała się, szukając nas. Chłopak pociągnął mnie w stronę lustra. Otworzył je i wszedł do środka.
     W korytarzu było chłodno. Moje nagie stopy przeszywał dreszcz. Mogłam założyć buty. Poczułam, że ktoś łapie mnie za skrzydła. Przestraszona odwróciłam się i zobaczyłam Gray'a. On chyba nigdy nie wie kiedy przyjść. Chciałam spędzić trochę czasu z Natsu. Uważniej przyjrzałam się Gray'owi i spostrzegłam, że on nie miał na sobie ubrań.
- Gray, gdzie masz ubrania?
- Co? Gdzie? Jak? Kiedy?
Chłopak zaczął szukać swoich ubrań. W tym samym czasie usłyszałam śmiech Natsu. Odwróciłam się w jego stronę i zobaczyłam, że trzyma się za brzuch śmiejąc się. Również się uśmiechnęłam. Szczerze mówiąc to latanie Gray'a za ubraniami było śmieszne. Natsu w końcu pociągnął mnie do końca korytarza. Na zewnątrz zobaczyłam wspaniały ogród. Mnóstwo drzew tworzyło wspaniały tunel w stronę  labiryntu.  Za drzewami rozciągała się bardzo duża polana. Właśnie tam zmierzaliśmy. Na miejscu czekał zielonowłosy demon. Ubrany był w czerwony płaszcz. Obok niego stał wysoki blondyn. Otoczony aurą powagi i wielkiego szacunku. Było widać ,że nie lubi sprzeciwów. Nie wiedziałam po co tu przyszłam, ale zauważyłam jedno, wszyscy widzieli we mnie kogoś podobnego do nich. Najzwyczajniej w świecie stałam się demonem, takim jak inni.
- Freed spróbuje zdjąć z ciebie klątwę demona.
Zielonowłosy uśmiechnął się do mnie. Wskazał bym usiadła przed nim. Zrobiłam to, a on wyjął miecz i zaczął kreślić jakieś znaki w powietrzu wokół mnie. Siedziałam tam zdobrą godzinę i nie czułam żadnej zmiany. Sposób Freed'a nie działał.
- Przykro mi , ale nie mogę zdjąć z niej klątwy. Ten kto ją zakładał musiał użyć krwi, a teraz pytanie do ciebie Lucy. W jaki sposób została nałożona klątwa?
Myślałam przez chwilę.  Czy ja w ogóle pamiętam cokolwiek z tamtego okresu?  No tak, teraz pamiętam. Fioletowowłosy, jego chore podejście do tortur, jego szyderczy śmiech i przyprawiający o mdłości dotyk.
- Poprzez rysowanie na ciele run.
Wszyscy wokół wstrzymali oddech. Nie wiedziałam o co chodzi, ale nie włożyłam nic dobrego.

* Freed *
    Biedna dziewczyna. Nawet nie zdaje sobie sprawy z tego w co wdepnęła. Klątwa rysowana na ciele to ostateczna forma demona. Nikt jej nie używa,  ponieważ została zakazana już czterysta lat temu. Nie sądziłem, że jeszcze ktoś potrafi jej użyć. Po tym co stało się z Zerefem i jego demonami,  nikt i zdrowym rozsądku nie użyłby tej techniki. To dobrze,  oznacza to, że krąg podejrzanych się zwężył. Gdybym znał charakterystyczne elementy ubioru sprawcy,  mógłbym dowiedzieć się kim on jest.
- Przypominasz sobie coś jeszcze?
Blondynka znów zaczęła myśleć. Wiem ,że nie powinienem tak myśleć, ale była strasznie wolna. Czy ona nie umie szybciej myśleć?  Robiłem to wszystko dla Laxusa, który stał obok mnie. Gdyby nie poprosił mnie o to na pewno czytałbym jakąś książkę lub coś w tym stylu. Miałem trochę dość tego czekania. Nie mogłem dać po sobie poznać, że się nudzę.
- Chłopak, który nałożył na mnie swoją klątwę miał  fioletowe włosy i pytał się o mistrza Fairy Tail.
Mistrza? Jak? Co? Dlaczego o niego pytał? Przecież ona jest nowa. Nawet nie wie jak ma na imię mistrz. Z drugiej strony ona wtedy była człowiekiem i miała znak Fairy Tail na ręce,  więc łatwo mu było ją torturować. Może zrobił z niej demona dla własnych korzyści?  Tylko dla jakich? Wiem tylko tyle ,że ma fioletowe włosy i jest psychopatą. To znacznie ułatwi mi dochodzenie. Gdybym znał jeszcze jeden szczegół mógłbym od razu powiedzieć kto to jest.
- Jeszcze jedno. Na szyi miał bliznę w kształcie litery V.
No to mam go. To na pewno on, Vincente. Bogacz,mag, syn jednego z członków rady. On jest na tyle rozsądny ,by nie zostawiać żadnych śladów,  ale na tyle głupi ,by używać czarnej magii. Schowałem miecz do pochwy i dałem znak Natsu, by ten zabrał stąd dziewczynę.
     Kiedy zostałem sam na sam z Laxusem,  westchnąłem. Odwróciłem się w jego stronę i powiedziałem.
- Mamy problem. Osobą, która wykonała przemianę Lucy jest Vincente.
Blondyn zrobił wielkie oczy. Wiedział tak samo jak ja, że Vincente jest nietykalny. Nie mogliśmy nic zrobić. Byliśmy bezradni. Strasznie mi było szkoda dziewczyny, jednak zwykli ludzie nie powinni mieszać się w sprawy demonów.  Nie wiedziałem dlaczego ona zbratała się z Natsu i w jaki sposób, ale jedno jest pewne,  nie powinna tego robić. Powinna uciec najdalej jak mogła. Nie dawno wojna między radą a księstwem Veronica osłabiła wymiar sprawiedliwości,  więc nie mamy co liczyć na ich pomoc.Zostaliśmy sami. Kolejnym problemem jest przywiązanie. Osoba , która zrobiła rytuał jest związana z ofiarą. Może ona przywołać ją w każdej chwili lub zajrzeć jej w umysł. Problem za problemem. Ta gildia przyciąga pecha. Przesunąłem ręką po włosach, poprawiając grzywkę, bardziej zasłaniając prawe oko. Wiedziałem co teraz powinienem zrobić. Miałem pójść do Erzy, tymczasowej mistrzyni, wyjaśnić jej wszystko.
     W gabinecie szkarłatnowłosej czułem się niepewnie. Nie lubiłem ogarniającego pokój kurzu. Zmarszczyłem nos. Dziewczyna siedziała za biurkiem i czytała jakieś papiery, najprawdopodobniej raporty z misji. Usiadłem naprzeciwko niej i powiedziałem:
- Mamy problem Erzo. Lucy jest nielegalnym demonem. Jeśli rada się dowie zniszczy całą gildie. Jakby tego było tego mało, jej mistrzem jest Vincente Rose.
Erza była zaskoczona. Wiedziała ,że bez mistrza się nie obejdzie.
- To nie wszystko. Vincente chce wiedzieć gdzie jest nasz mistrz.
- Co? Dlaczego on chce to wiedzieć?  Po co potrzebny jest mu nasz mistrz?
- Sam jeszcze nie wiem, ale postaram się znaleźć na nie odpowiedź. Potrzebuje tygodnia. W tym czasie zacznijcie trenować Lucy. Na pewno nie radzi sobie z nowymi mocami.
Dziewczyna przytaknęła.
- Mam pytanie. Czy ty i Laxus moglibyście odnaleźć mistrza?
- Tak. Postaramy się.
Wstałem i podszedłem do drzwi.
- Freed, po drodze uważaj na Oracion Seis.
- Dobra.
Wyszedłem i od razu skierowałem się do pokoju Laxusa. Zapukałem. Kiedy otrzymałem zaproszenie, wszedłem do środka.
W pokoju panował półmrok. Laxus siedział przy biurku. Podszedłem do  niego i poinformowałem go:
-Erza poprosiła nas byśmy znaleźli twojego ojca. No i oczywiście odpowiedzi na pytania.
- Zrozumiałem. Jakbyś mógł przygotować odpowiednie rzeczy do wyprawy byłbym wdzięczny.
Skinąłem głową i wyszedłem. Musiałem przygotować odpowiednie mapy kraju, informacje dotyczące Vincente Rose i naszego mistrza i zapiski o nielegalnych demonach. Ruszyłem w stronę biblioteki. Wiedziałem, że może zająć mi to całą noc. Ciężko było w tych czasach zebrać informacje o nielegalnych demonach. Do tego dochodzi mistrz, który od roku nie był w gildii. Vincente Rose jest chroniony przez radę,  przez co nie można mu zaszkodzić, a informacje na jego temat są nikłe.
    W bibliotece skierowałem się w stronę regałów z przebiegami misji. Zacząłem szukać misji sprzed roku. Kiedy znalazłem je, wyciągnąłem je i otworzyłem na podpisie mistrza. Wyciągnąłem miecz i zacząłem rysować odpowiednie runy. To zaklęcie miało ukazać ostatnie miejsce, o którym pomyślała osoba odpowiedzialna za ten podpis. Po chwili ujrzałem ruiny. Ciała walały się wszędzie. U góry napisane było Magnolia.



 Po chyba najdłuższej przerwie w końcu jest część 9

czwartek, 4 czerwca 2015

Fairy Tail x One Piece

     Poniedziałek
    Już od godziny siedzę w ławce i się nudzę. Lucy jest chora. Gray ma wizytę u lekarza.  Została mi tylko Erza, jednak wątpię bym się z nią dogadał. Nauczyciel postanowił zrobić sobie wolne.  Mamy trzy lekcje pod rząd z tym straszydłem. Jego czarne włosy starczą ze wszystkich stron. Niespodziewanie wszedł do klasy. Czy przyciągnąłem go siłą woli? Wątpię. Podszedł do biurka i odchrząknął. Po chwili powiedział:
- W naszej szkole ostatnio została przeprowadzona wymiana międzyszkolna. Naszych nowych uczniów oprowadzać będzie- belfer zdjął okulary i jastrzębim wzrokiem przeszywał każdego- Natsu Dragoneel.
Kurde. Dlaczego ja? Erza jest przecież przewodniczącą. Nie było innych uczniów?  Widząc przeszywające spojrzenie nauczyciela Mihawk'a, przytaknąłem. Do klasy wszedła banda nowych. Czterech chłopaków i dwie dziewczyny.No nie wierzę.Jeden dłubie w nosie.  No nieźle jak striptizer się dowie z kim mam przez tydzień się opiekować, to padnie ze śmiechu. No po prostu świetnie. Westchnąłem. Na dodatek ten pajac od kopalni w nosie musiał usiąść obok mnie. Ja to mam pecha. Matematyka dłużyła mi się w nieskończoność. Zapisałem trzy strony w zeszycie różnymi szlaczkami i bochomazami. Niespodziewanie belfer zawołał mnie do tablicy. Tak to jest to czego potrzebuje.  Kolejna jedynka na moim koncie. Po prostu kocham matmę. Szedłem jak skazaniec. Moja kara znajdowała się u celu. Jestem ciekawy co tym razem przeskrobałem. Na pewno z nikim nie rozmawiałem. Nie robiłem głupich min. Nic co mogłoby zwrócić uwagę nauczyciela. Belfer uśmiechał się (na swój szatański sposób). Podszedłem do tablicy i zacząłem rozwiązywać zadanie. W połowie zdenerwowałem się i narysowałem drzewo a pod nim kota. Cała klasa zczęła się śmiać. Zerknąłem na nowych i z ulgą dostrzegłem, że też się śmieją. Dobrze ,że znają się na żartach. Może jakoś wytrzymam ten tydzień. Od kary za mój wybryk wybawił mnie dzwonek. Podszedłem do nowych i powiedziałem:
- No hej. Jestem Natsu i to ja będę oprowadzał was po szkole. Wyczułem lekką irytację,  kiedy smarki zignorowali mnie. Myślałem, że im przyłoże.  No trudno starałem się. Odwróciłem się i dostrzegłem Erze, która czekała na mnie. Miałem dylemat. Zostać ze smarkami ignorującymi mnie czy dołączyć się do najstraszniejszej osoby w szkole. Westchnąłem. Nagle ,, kopalnia" dotknął mojego ramienia. Zdusiłem chęć wytarcia rękawa. Mimo wszystko uśmiechnąłem się.  Chłopak powiedział:
- Jestem Luffy. To jest Zoro- wskazał na zielonowłosego chłopaka- Nami- ruda dziewczyna uśmiechnęła się- Ussop- chłopak miał na prawdę długi nos- Sanji - blondyn włożył ręce do kieszeni i zaczął przystawiać się do rudej- Robin- czarnowłosa nawet się nie spojrzała, czytała swoją książkę.  Westchnąłem. To będzie długi tydzień. Nadal się uśmiechałem. Nagle przypomniałem sobie o czymś ważnym. Lunch ! Zaprowadziłem ich do stołówki. Wziąłem hamburgera i usiadłem przy swoim stoliku.  Normalnie on jest wypełniony śmiechem blondynki,  ostrzegawczymi spojrzeniami czerwonowłosej i latającymi koszulkami striptizera. Teraz jednak ich miejsce zajęły koty (Kopalnia, rudzielec, śpioch,kłamczuch, kobieciarz i kujon). No po prostu rewelacja. Kiedy miałem zacząć jeść, podszedł do nas ( najgorszy,  najokrutniejszy,  najgłupszy, frajer roku) Gajeel. Ja to mam farta. Chłopak walnął kopalnie i wyszczerzył się jak głupi do sera. Wiedziałem co to oznacza. Oddawajcie lunch. Westchnąłem.  Wiedziałem ,że jeśli znowu wdam się w bójkę, to zawieszą mnie ma miesiąc. Mięśniak nadal patrzył się na mnie wyczekujaco. Co niby miałem zrobić?  Oddać mu moje jedzenie i powiedzieć żeby się nim udusił? Nie doczekanie. Mój ojciec wraca dopiero za tydzień, a do tego czasu musze sobie jakoś radzić. Uśmiechnąłem się i powiedziałem:
- Nie wiem na co czekasz, ale zasłaniasz mi słońce.
Teraz niech myśli. Haha dobrze mu tak. Ocho już wrzucił trzeci bieg. Widać jak para z uszu mu leci.
- Dragoneel,  uważaj sobie. Chyba nie chcesz wszcząć bójki?
Kopalnia wstała i uderzyła mięśniaka. Byłem w szoku. Od kiedy to koty zaczynały ze silniejszymi? Ze śmiechu spadłem z ławki.  Myślałem ,że brzuch mi pęknie. Gajeel złapał mnie za koszulkę i pociągnął do góry.  Zamachnął się i ( nieudolnie) próbował uderzyć mnie w twarz. Zrobiłem unik i bardzo szybko wyrwałem się. Kopnąłem osiłka w brzuch i zadałem mu prawego sierpowego w szczękę. Nie na darmo trenuje kickboxing przez sześć lat.  W tym samym czasie pan Mihawk wszedł do stołówki. I jak by inaczej zobaczył mnie powalającego Gajeela. Ja to mam szczęście. Podszedł do mnie i złapał za ramię. Odwróciłem się z miną zbitego psa ( mina nr 354, muahahaha , zawsze działa na nauczycieli ) i zacząłem przepraszać. Niespodziewanie Ruda wstała i podeszła do nauczyciela,  po czym poinformowała:
- Widziałam całe zajście. To ten chłopak zaczął- wskazała na Gajeela i uśmiechnęła się- Natsusan jest niewinny.
A to dobre. Ruda mnie broni. Tego jeszcze nie widziałem. Belfer pociągnął mnie ze sobą do gabinetu dyrektora. No i nie zjadłem swojego lunchu. Co za pech. Teraz muszę czekać do wizyty u blondi.
     W gabinecie było strasznie nudno.  Dyro gadał coś o moim niepoprawnnym zachowaniu i o tym ,że wezwie mojego tatę do szkoły ( oczywiście jak wróci ). Najlepsze spotkało mnie jak wyszedłem z gabinetu.  Przed drzwiami stały koty. Mimowolnie uśmiechnąłem się. Kłamczuch gadał coś o swoich wybrykach. Kujonka czytała książkę. Ruda rozmawiała z kopalnią, a śpioch kłócił się z kobieciarzem. Skądś kojarzyłem tą scenę. No przecież. Pamiętam. Trzy dni temu Lucy czytała książkę, Erza rozmawiała z Jellalem, że Wendy mówiła coś o kotach, a ja kłóciłem się z Gray'em. Że też te koty tak bardzo przypominają mi moją paczkę. Westchnąłem. Nie mogłem dłużej wytrzymać w tej szkole. A propo szkoły od południa nie widziałem Erzy. Ciekawe co robi? Na pewno nie jest z Jellalem,  ponieważ on złamał nogę i przez tydzień nie będzie mógł chodzić do szkoły. A Wendy?  Pewnie jest gdzieś z swoją przyjaciółką Chelią. Już nawet nie wspomnę o stalkerce striptizera. Zmęczony szkolną nudą ruszyłem, zostawiając koty pod szkołą, do mojego ulubionego miejsca.  Do domu Lucy.

Wtorek

    Pierwsza lekcja była torturą. Pani Aquarius dała nam niezły wycisk na basenie. Nie czułem nóg ani rąk. Wlokłem się do szatni. Koty też miały wf, więc mogłem pokazać im całe wyposażenie sportowe. Ruda sprawiała najwięcej kłopotów. Za nic nie chciała wejść do wody tak samo jak kopalnia. Co oni z cukru są?  No nie ważne. Następną lekcją miał być angielski. Mój ulubiony przedmiot ( ze względu na Lucy i nauczycielkę ). Pani Aries jest taka miła. Na jej lekcjach mogłem rysować. Może nie mówię o tym głośno, ale chciałbym być sławnym artystą, który wygrywa każdą walkę. Tak to jest to. No cóż marzenie ściętej głowy. W oddali zobaczyłem Virgo. Służąca Lucy. Co ona tu robi? Nie wie, że blondi leży w domu? Co za nieogarnięta kobieta.  Podeszła do mnie i powiedziała:
- Witaj paniczu. Czy widziałeś może panienkę Lucy? Miała dać mi karę.
No nie,czy ja jestem informacją? Westchnąłem. Ta kobieta kiedyś doprowadzi mnie do szału. Wciąż powtarza o jakieś karze, ale czy ona zastanawiała się co zrobiła źle? Na pewno nie.
- Lucy leży w domu chora.  Zapomniałaś?
Virgo ukłoniła się i odeszła. Spojrzałem za siebie.  Koty stały i czekały ,aż zakończę rozmowę.
      Druga lekcja skończyła się szybko. Nawet nie spostrzegłem kiedy zadzwonił dzwonek. Kopalnia wstał i ruszył do wyjścia. Byłem ciekawy gdzie pójdzie, przecież tej części szkoły jeszcze im nie pokazałem. Kopalnia skręciła w prawo,  w stronę basenu. Co on wyprawia?  Co za debil. On już miał wf. Szczerze mówiąc nie widzi mi się kolejne spotkanie z panią Aquarius. Zatrzymałem go i pociągnąłem w stronę biblioteki. Z planu wiedziałem, że mamy informatykę. Niespodziewanie na korytarzu wpadłem na Erze. Była uśmiechnięta,  to rzadkość. Pewnie umówiła się w końcu z Jellalem. Współczuję mu. Podeszła do nas i łaskawie zakomunikowała:
- Dzisiaj są zapisy do kółek zainteresowań.  Mam nadzieję, że macie już coś upatrzone.
Cholera, zapomniałem o tym. Muszę zaprowadzić ich do auli. Erza spojrzała się na mnie. Myślałem, że mnie zabije,  za to niedopatrzenie.
- Wiesz, właśnie tam zmierzaliśmy.
Dziewczyna przytaknęła i odeszła do swojego stanowiska. Była w klubie szermierzy. Podobno załatwiła ich trenera jednym ciosem. Już jako nowicjuszka została ich kapitanem. Poszedłem do auli wraz z kotami. Odwróciłem się do nich i zapytałem:
- Jakie macie zainteresowania lub oczekiwania po klubach?
Pierwszy odezwał się śpioch.
- Klub szermierski. Jeśli jest.
Westchnęłam. Na pewno będzie miał przerąbane. Erza nie daje fory nawet nowym. Jest bezlitosna. Po za tym nie przyjmują byle kogo.
- Klub nawigatorski.
Ruda przynajmniej ma jakieś normalne zainteresowania. W tym klubie jest w miarę spokojnie.
- Klub strzelniczy.
Ahahaha. To dobre kłamczuch strzela. No nic i tak tam jest bezpieczniej niż u Erzy.
- Klub kucharski.
Kobieciarzowi na gotowanie się zebrało. No cóż jedyną raną jaką tam odniesie to poparzenie.
- Klub książki.
Kujonka ma najbardziej normalne zainteresowanie. Uśmiechnąłem się.  W tym klubie jest Lucy i jej przyjaciółka Levy. Będą miały o czym porozmawiać.
- A ja chciałbym...
Kopalnia nie dokończył bo skoczyła na niego czarnowłosa dziewczyna.  Była całkiem ładna. Kiedy odwróciła się, przeraził mnie fakt, że ona nienawidzi chłopaków. Była to Boa Hancock. Zadowała się z samymi dziewczynami. Nie zaszczyciła ani jednego chłopaka swoim ,, zniewalającym" spojrzeniem. Dziewczyna pociągnęła Luffyego ze sobą.  O rany pierwszy raz wymówiłem jego imię.  Chyba mięknę. No cóż zostali mi jeszcze pozostałe koty. Uśmiechnąłem się i powiedziałem:
- Najpierw pójdziemy do klubów dziewczyn. Na koniec zobaczymy klub szermierski.
     Po godzinnych zapisach, w końcu staliśmy przed salą, której używali szermierzy w naszej szkole. Wszedłem do środka i zobaczyłem Erze w zbroi. Zadrżałem. Wyglądała strasznie.  Spojrzałem się na śpiocha. Uśmiechnął się.  Do czasu.  Erza nauczy go pokory. O nie dostrzegła mnie. Dziewczyna ruszyła w naszą stronę.  Uśmiechnęła się i powiedziała:
- Który z was chce dołączyć do tego klubu?
 - Ja.
Zoro podniósł rękę i wyszedł z szeregu stając twarzą w twarz z demonem,  to znaczy Erzą. Współczułem mu. Jeszcze nie było osoby, która chociażby dotrzymała kroku Erzie. Chłopak uśmiechnął się i podszedł do mieczy.  Wybrał trzy całkiem spore katany. Erza i Zoro weszli na mate i stanęli w pozycjach bojowych. Mierzyli się wzrokiem.  Żadno z nich nie miało zamiaru przegrać. W końcu pierwszy zaatakował Zoro.  Erza walnęła mieczem w głowę chłopaka,  a ten padł na mate. Zoro wstał i krzyknął:
- Jakim cudem?! No nic będę trenował tak długo, aż cie pokonam!
    Wyszedłem z sali niemalże na czworakach.  Wiedziałem ,że Erza pokona kota, ale żeby tak szybko. Śmiałem się jeszcze dobre pół godziny.  No nic idę do Lucy.

     Środa

    Rano przed szkołą zobaczyłem koty czekające na mnie przed drzwiami.  Nadal były trochę zagubione.  Podszedłem do nich i już miałem się z nim przywitać,  kiedy usłyszałem znajomy głos. Odwróciłem się i dostrzegłem Graya. Jak zwykle chodził bez koszulki. Wyszczerzyłem zęby w uśmiechu i pomachałem mu. Chłopak podszedł do nas bardzo szybko. Kiedy zobaczył koty, zaczął sie śmiać.
- Od kiedy jesteś kocią mamusią Dragoneel?
Chciałem mu przywalić. Tak na dzień dobry, jednak przypomniałem sobie słowa pana Mihawk'a. Jeszcze jeden taki wybryk, a zawiesze cie na miesiąc.  O rany co za kara.
- Ja przynajmniej się nie rozbieram gołodupcu.
Chłopak spojrzał w dół i zobaczył, że stoi w samych bokserkach.
- Co? Gdzie? Jak? Kiedy?
Myślałem, że się po płacze ze śmiechu.  Striptizer zaczął szukać swoich ubrań po całym placu. Wyglądało to komicznie.  Tym bardziej,  że ścigała go Erza i pani Alvida. Koty również się śmiały. Szkoda, że zadzwonił dzwonek. Ta szopka mogła trwać cały dzień.
     Po lekcjach spotkałem się z kotami, Grayem i Erzą w knajpie, gdzie zawsze przebywałem z przyjaciółmi. Spojrzałem na striptizera i zauważyłem ,że nie ma koszulki. Zaczepnie zapytałem się go:
- Gdzie są twoje ubrania,  Gray?
Chłopak spojrzał w dół i wykrzyknął:
- Co? Gdzie? Jak? Kiedy?
Ten jego nawyk strasznie mnie śmieszy. Chłopak zaczął szukać ubrań.  W tym czasie Erza wygłaszała monolog o mieczach.  Tylko Zoro słuchał jej wypowiedzi.  Widać było ,że naprawdę chce pokonać naszego ,, demona". Spojrzałem na Graya i myślałem ,że pęknę. Juvia trzymała jego ubrania i żądała pocałunku za nie. Chłopak natomiast był cały czerwony.  Nagle ktoś szturchnął mnie. Odwróciłem głowę i oberwałem w nos. Otarłem go i zobaczyłem ,że krwawie. Spojrzałem na gościa. Był to Gajeel.
- Stary, czemu mnie uderzyłeś?
Chłopak podszedł do mnie grożąc mi.
- To było za wczorajsze. Teraz oberwiesz jeszcze mocniej. Nie ma tu nikogo kto mógłby cię obronić.
Mięśniak zamachnął się.  Złapałem jego rękę i uderzyłem go w brzuch. Następnie kopnąłem w żebra i wykręciłem mu rękę za plecy po czym powiedziałem:
- Raczej ty oberwiesz. Wiesz ,że jestem mistrzem w walce wręcz.
Chłopak skulił się i przeprosił. Byłem z siebie dumny. Gdyby Lucy tu była na pewno inaczej bym to załatwił. Ona brzydzi się przemocą.  Po udanym wypadzie na miasto, ruszyłem w stronę domu. Cieszyłem się z faktu, że jutro Luce wraca do szkoły.  Moja paczka przyjaciół znów się zbiera.

   Czwartek

     Pełen energii wkroczyłem na plac szkolny. Koty jak zwykle stały przed drzwiami. Erza rozmawiała z panią Alvidą na temat tegorocznego festiwalu,  a Gray całował się z Juvią.Rozejrzałem się za Lucy. Dziewczyna siedziała pod drzewem i czytała. Obok niej stał Loki próbując się z nią umówić. Jak zwykle bez skutku. Cieszyłem się, że w końcu Luce wyzdrowiała. Złapała jakieś przeziębienie na pogrzebie ojca. Teraz jej wujek Buggy się nią zajmuje. Podszedłem najpierw do Lucy. Koty mogą poczekać.  Z uśmiechem na twarzy przywitałem się. Za nim zdążyła cokolwiek powiedzieć zaprowadziłem ją w stronę kotów.
- Słuchajcie, to jest Lucy.
Kopalnia robił to co umiał najlepiej, dłubał w nosie. Ruda rozmawiała z kujonką. Śpioch był nieobecny. Kłamczuch opowiadał o swoich przygodach,  a kobieciarz przystawiał się do Luce. Walnąłem go. Nie  miałem już do niego sił.  Na moje nieszczęście pan Mihawk wszystko widział.
- Natsu Dragoneel, do dyrektora. No po prostu świetnie.  Lucy dopiero co wróciła,  a ja muszę już iść do dyrka. Nie mogłem wymarzyć lepszego początku dnia. Spojrzałem na Graya i z satysfakcją zauważyłem ,że nie ma na sobie ubrań. Uśmiechnięty od ucha do ucha krzyknąłem:
- Gray, ubrania!
Chłopak oderwał się od swojej dziewczyny i spojrzał w dół.
- Co? Gdzie?Jak? Kiedy?
Chłopak zaczął szukać ubrań.  Juvia była tak czerwona, że ciężko można było odróżnić bluzkę od skóry.  Zdecydowanie polepszył mi się chumor.
     W gabinecie dyrektora panował półmrok. Nie wiem jak on może to wytrzymać. Dyrektor Shanks spojrzał na mnie po czym powiedział:
 - Zonowu robisz problemy Dragoneel. Tym razem chodzi o bójkę z naszym nowym uczniem.  Czy ty w ogóle myślisz?
- Z tym może być problem.  Mój mózg dawno tak nie pracował jak przez ten tydzień.
Uśmiechnąłem się.  Wiedziałem ,że dyrektora nie łatwo zdenerwować. Przeważnie śmiał się z moich żartów, jednak dzisiaj był śmiertelnie poważny. Otworzył drzwi i zaprosił kogoś do środka. Był to mój wujek, Gildarts. Spojrzał na mnie ze smutkiem.  Podszedł do mnie i położył mi rękę na ramieniu po czym powiedział:
- Twój ojciec nie żyje.
Nie mogłem w to uwierzyć.  Czyżby pan Mihawk specjalnie wysłał mnie do dyrektora,  by ten przekazał mi tak tragiczną wiadomość? Nie możliwe.  Przecież obiecał ,że wróci. Mieliśmy razem pojechać na zawody w karate.  Mieliśmy tyle planów. Mimo wszystko łzy kapały mi z policzka. Byłem twardy, jednak do czasu.
- Pogrzeb jest w niedzielę. Jeśli chcesz możemy przydzielić kogoś innego do opiekowania się nowymi.
Spojrzałem na dyrektora. Wydawał się być jeszcze bardziej poważny. Otarłem łzy i powiedziałem:
- Wytrzymałem z kotami trzy dni. Dam radę jeszcze się z nimi użerać. Jak coś to walne i po krzyku.
Uśmiechnąłem się.  Nadal byłem smutny,  jednak wiedziałem ,że muszę żyć dalej.  Wiedziałem co czuła Lucy po stracie rodziców. Nie chciałem przez to przechodzić.  Wolałem zapomnieć. Będzie to bardzo trudne.
      Wyszedłem z gabinetu uśmiechnięty.  Dobrze zrobiłem uśmiechając się,  ponieważ koty i moi przyjaciele stali  na korytarzu. Blondynka pomachała mi bym do nich dołączył. Z radością to zrobiłem. Potrzebowałem ich teraz.
   Po całym dniu byłem wykończony.Nie miałem ochoty na nic. Lucy siedziała obok mnie i czytała.  Po chwili spojrzała na mnie i zapytała:
- Co dzisiaj się stało?  Tylko nie próbuj mnie okłamać.
Westchnąłem. Ona zna mnie najlepiej.  Nic się przed nią nie ukryje.
- Mój tata nie żyje.
Blondynka upuściła książkę na podłogę i zakryła dłonią usta. Po chwili przytuliła mnie. Czułem bicie jej serca. Była moją najlepszą przyjaciółką.

Piątek

     Nareszcie ,ostatni dzień niańczenia kotów. Uśmiechnąłem się.  Lucy zachowywała się tak jakby nasza wczorajsza rozmowa nie istniała.  Byłem jej za to wdzięczny. Niespodziewanie ktoś mnie walnął. No bez jaj. Co ja takiego robie tym ludziom, że nonstop mnie biją? Odwróciłem się i zobaczyłem Elfmana. Świetnie, jeszcze jego mi brakowało.
- Jeśli jesteś mężczyzną, walcz. Skrzywdziłeś moją siostrę, więc nie wybacze ci tego.
Co niby tym razem zrobiłem Lisannie? Wspominała ostatnio o randce, ale ja się nie zgodziłem. Może o to chodzi? Walnąłem go i odszedłem. On zawsze robi wielki szum, ale bić się nie umie.  Lucy spoglądała na mnie tym swoim złowrogim spojrzeniem. Wiedziałem już o co chodzi,  uderzyłem go. Tak wiem przemoc. Czasami nie udaje mi się inaczej załatwiać spraw. Naprawdę byłem zmęczony. Nie wiedziałem co mi jest.  Nagle nogi przestały mnie słuchać.  Upadłem. Potem zobaczyłem tylko ciemność. No przecież wziąłem wczoraj dwadzieścia tabletek na sennych. Więc tak wygląda śmierć.  Już idę do ciebie tato.




Oneshot zamówiony przez Sandre. Mam nadzieję, że sprostałam. ;) proszę o zostawienie komentarzy . Dzięki

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Heart Rebelion rozdział 2

           Po drugiej stronie portalu zobaczyłam gęsty las. Celeste, która szła za mną, zamknęła portal i trzymała w ręku pudełko. Rozejrzałam się po polanie, na której wylądowałyśmy. Znalazłam odpowiednie miejsce i tam położyłam Andre. Chłopak był bardzo blady. Spróbowałam znaleźć coś czym można było zatamować krwawienie, jednak nic nie znalazłam. Zdjęłam mu płaszcz, widok rany osłabił mnie na tyle bym opuściła bezradnie ręce. Nagle usłyszałam szepty.  Dochodziły one z pobliskich krzaków. Wstałam i podeszłam do nich. Niespodziewanie wyskoczyły z nich dwie dziewczyny. Miały kocie uszy i ogony. Jedna z nich podeszła do Andre i dała mu coś z sakiewki, którą miała przypiętą u boku. Nie wiedziałam co to było,  więc przestraszyłam się.  Nie chciałam,  aby chłopak umarł. Celeste od razu nazwałby mnie zakochaną , jednak ja wiedziałam ,że to co czuję to tylko przyjaźń. Dziewczyna z lisim ogonem podeszła do mnie i powiedziała:
- Nazywam się Serano. Jeśli chcecie pomogę wam.
Skinęłam głową.  Serano szybko opatrzyła ranę Andre i przykryła go kocem.
     Wieczorem wszystkie usiadłyśmy przy ognisku. Lisica chciała wiedzieć jak znalazłyśmy się na wyspie Mieszańców. Spojrzałam na przyjaciółkę,  a ta skinęła głową. Miałam o tym opowiedzieć.
- Pewnego dnia jak zwykle szłam z Celeste po mieście. Nagle zobaczyłam coś niepokojącego i wpadłam na chlopaka. Podczas buntu Andre zaprowadził nas do wielkiego zamku. Tam ledwo uszłyśmy z życiem. Mniej więcej to tyle.
Byłam śpiąca. Położyłam się ispróbowałam zasnąć. Nagle  usłyszałyśmy potężny huk. Podbiegłam do Andre.  Z lasu wyszedł w połowie smok a w  połowie lew. Przestraszyłam się. Zwierz zaatakował Celeste. Na szczęście zdążyłam przyjąć atak na siebie. Lew rozdarł mi brzuch. Poczułam ucisk w żołądku. Potem wokół mnie rozjaśniło się białe światło. Spojrzałam w dół zamiast mojej pomarańczowej bluzki i granatowej spódnicy byłam ubrana w jasno niebieską koszulę i pomarańczową spódnicę.  Moje włosy unosiły się delikatnie.  Powietrze wokół mnie wirowało.  Nie wiedziałam skąd ta zmiana, ale przeczuwałam, że walka jest nieunikniona. Moje ciało samo się poruszało. Uniosłam rękę i machnęłam nią w dół.  W tym samym czasie ogromny podmuch powietrza przeciął smolwa na pół. Krew zwierzęcia rozprysnęła się wokoło. Każdy z nas był cały we krwi. Smród wnętrzności roznosił się bardzo długo. Nasz prowizoryczny obóz przenieśliśmy w góry.  Na szczycie dostrzegłam budynek. Od razu się tam schroniliśmy. Była to obszerna biblioteka. Napis na drzwiach głosił: ,, Początk Chaosu i jego koniec. Ten kto pozna prawdę nigdy nie będzie taki sam ". Byłam bardzo ciekawa o jaką prawdę chodzi. Nie rozumiałam powagi słów na drzwiach. Weszliśmy do środka.  Andre czuł się już lepiej. Kolory na jego twarzy powróciły. Byłam wdzięczna Serano. Zaczęłam się rozglądać po pomieszczeniu.  Wzięłam pierwszą lepszą książkę i otworzyłam ją. Litery ułożyły się w napis:  ,, Co tysiąc lat rodzi się wybrana, Ona zmieni świat.  Historia Feriany
Chaos,  tak można nazwać stan, w którym znajduje się ziemia. Ludzie zabijają się nawzajem. Nie znają litości. W takich czasach urodziła się Serafina. Jej matka została brutalnie zabita przez swojego męża. Prawdziwy ojciec Serafiny, zabrał ją wcześniej z domu. Dziewczynka wychowywała się w nędzy. Mając dziesięć lat odkryła,  że może panować nad wodą. Ucieszył ją ten fakt,  mogła skuteczniej kraść jedzenie dla siebie i dla chorego ojca. W wieku piętnastu lat Serafina umiała panować nad ogniem, wodą,  ziemią , powietrzem. W tym samym roku odnalazła swoją miłość. Chłopak był niestety z krainy Lurie. Po roku wojownicy z Lurie zaatakowali ziemię chaosu. Serafina stanęła do walki. Tracąc kontrolę nad swoimi wcieleniami zniszczyła prawie wszystko. Zasiadła na tronie chaosu wraz z ukochanym. Od tamtej pory ziemie te nazywane były Feriana.
Serafina żyła wiecznie ! "
  Przeczytałam tylko fragment historii kraju, a już miałam dość.  Otworzyłam tą samą książkę na innej stronie i zaczęłam czytać:
,, Serafina była pierwszą wybraną. Ona zmieniła chaos w silne, niezależne i groźne dla innych królestwo. Mając zwierzchnika w Lurie panowała prawie połową świata.  Miała zamiar podbić cały glob ziemski.  Chciała rozszerzyć granice swojego państwa. Posuwała się do najbardziej chaniebnych sztuczek. Raz wezwała smoka, władcę Poriory ( królestwa smoków ), wykorzystała jego litość nad ludźmi i zabiła go. Wcześniej wypiła jego łzy,  które dały jej nieśmiertelność. Przejęła panowanie Nad całym światem."
Nie mogłam uwierzyć, że początki Feriany były takie krwawe. W szkole uczyli nas, że tylko Serafina stanowiła problem.  Cały kraj był idealnie uporządkowany, a wybrana chciała to zniszczyć. Nie było mowy o tym, że to właśnie ona stworzyła Feriane. Przewróciłam na drugą stronę:
,, Księżniczka Serafina urodziła dwóch synów.  Radujcie się, gdyż następcy tronu poprowadzą nasz kraj do chwały.  Wprowadzą nas w złoty wiek... [... Jestem już stary i ledwo co pisze,  ale muszę to zrobić dla dobra następnych pokoleń. Dwaj synowie wielkiej Królowej Serafino, doprowadzili nasz kraj na samo dno. Wojna domowa wyrządziła niewyobrażalne skutki. Zniszczyli wszystkie miasta,  pozabijali mnóstwo obywateli. Mimo, że mają ponad trzydzieści lat nadal kłócą się o tron. Ten spór trwa już dobre dziesięć lat. Od kiedy królowa umarła kraj pogrążył się. Zamek popadł w ruinę.  Chaos znów nastąpił.] "
Byłam w szoku. Tutaj kończyła się książka.  Wzięłam następną i otworzyłam ją.  Ta była w bardziej czytelny sposób zapisana. :
,, Minęło tysiąc lat od kiedy królowa Serafino została zamordowana. Tron nadal pozostaje pusty. Feriana znów stała się Chaosem. Mnóstwo ludzi twierdzi ,że jest krewnym królowej. Wszyscy kłamią. Nie znają rodzinnych sekretów. Jestem następcą swojego poprzednika, który do końca prowadził zapisy z wydarzeń w królestwie. Czytając tą historię miałem łzy w oczach. Wszyscy nadal giną.
        Wczoraj do ruin zamku wszedł młody mężczyzna, który twierdzi ,że jest następcąWielkiej Królowej Serafino. Pokazał nam moc, którą posiadała królowa. On naprawdę jest jej następcą. Ma na imię Rehion. On jest naszym prawowitym władcą. Chaos znów przemienił się w Feriane.  Nasze królestwo powróciło.
[... Nasz król oszalał. Kazał wymordować wszystkich mężczyzn, a najładniejsze kobiety przyprowadzić do zamku. Nikt już go nie słucha. Król postradał zmysły. Wszyscy uciekają.]"
Reszta tekstu była zamazana krwią. Odłożyłam na półkę tą książkę i wzięłam drugą. Otworzyłam ją i zaczęłam czytać:
,,  Wszyscy mieszkańcy Chaosu mają już dość suszy. Wszyscy umierają z pragnienia. Niespodziewanie tydzień temu do miasta Hurio weszła kobieta, która sprowadziła deszcz.  Nazywała się Tyliana. Okazało się, że jest następczynią królowej Serafino i króla Rehiona. Wszyscy mają nadzieję, że ona nie zwariuje tak jak pozostali. Nie dawno znalazłem zapiski królowej Serafino. { Jestem już zmęczona. Powoli zaczynam wariować. Nie chce być zapamiętana jako nieudolna królowa,  dlatego postanowiłam poprosić męża o to by mnie zabił. Zgodził się pod warunkiem ,że wydam dekret o jego nietykalności. Wiem ,że on mnie kocha i chce mi pomóc jak tylko będzie mógł. Zostawiam królestwo w dobrych rękach.  Wychowałam swoich synów na odpowiedzialnych władców. } Każdy z wybranych wariował po osiągnięciu wszystkich wcieleń. Powietrze, woda, ogień i ziemia. Te cztery żywioły powoli odbierały im rozum. Ten cykl będzie się powtarzał co tysiąc lat. Tylko wybrana ma prawo zasiąść na tronie królestwa. Wybrana ma mieć znamię w postaci gwiazdy. "
 Nie mogłam w to uwierzyć. Ja mam być królową? Czy ja naprawdę zwariuje,  kiedy odkryje w sobie wszystkie cztery wcielenia?  Teraz już zrozumiałam napis przy wejściu. Wiem co muszę zrobić.  Musze dopilnować, by cykl wybranej się dopełnił. Muszę zasiąść na tronie. Do tego muszę obalić cały rząd.  Radę , która panowała przez tysiąc lat. Ludzi ,którzy zabronili mówić o przeszłości. W szkole uczą nas tylko o tysiąc letniej historii. To nieprawda. Nasze państwo istnieje już wiele tysięcy lat. Z innych ksiąg dowiedziałam się ,że  było piętnastu wybranych. Ja jestem szesnasta. Nie mogę być gorsza od pozostałych. W spisie wybranych znajdują się:
1. Królowa Serafino
2. Król Rehion
3. Królowa Tyliana
4 . Królowa Elżbieta
5. Król Doion
6. Król Roghert
7. Król Arion
8. Król Armin
9. Królowa Alza
10. Królowa Bario
11. Król Goh
12. Król Hisente
13. Królowa Vinc
14. Król Vincente
15. Królowa Dionilina
I ja przyszła królowa Isabela. Razem szesnaście wybranych. W księgach również znalazłam treść przepowiedni, o której tyle słyszałam od Andre.
,, Brąz co uspokoi lud,
 Oczy koloru nieba,
Czerwień ust oznaczający krwawą wojnę,
Śnieżnobiały kolor skóry, który o pokoju świadczy.
Te cechy będzie największa i najwspanialsza królowa posiadać.
Spokojna i opanowana,
Zdobędzie tron zanim jej osiemnasta wiosna minie.
Panować będzie krótko lecz stanowczo.
Przyszłość śmierć jej przyniesie z rąk ukochanego.
Powtórzy się historia Wielkiej  Królowej "
Zaniemówiłam. Miałam zginąć z rąk Andre? Eee dlaczego pomyślałam o nim? No nie ważne. Skoro w książce o historii Feriany jest fragment pamiętnika Serafino,  to na pewno gdzieś musi tu być.  Zaczęłam szukać książki Pierwszej. Po godzinnych poszukiwaniach znalazłam to  czego szukałam. Otworzyłam pamiętnik królowej Serafino i zaczęłam czytać:
,, Walka pomiędzy państwem Chaosu a Lurie nie ma końca.  Jestem wyczerpana. Nieustannie bronie innych i uważam na to kogo zabijam. Męczy mnie to. Chciałabym zakończyć tą rzeź i być wraz z Leonem. Niestety to nie jest mi pisane. Nie mogę się rozdzielić. Nie nawidzę tych, którzy zabraniają mi robić to co uważam za słuszne. Państwo Chaosu jest na skraju wytrzymałości,  tak samo jak ja. Postanowiłam uwolnić wszystkie cztery wcielenia naraz. Istnieje prawdopodobieństwo ,że rezerwie mnie na strzępy. Jednak jeśli to jedyny sposób na zakończenie walk, zrobię to.
[... Udowodniłam sama sobie ,że cztery wcielenia na raz mogą zostać wykorzystane.  Nie rozerwało mnie jak przypuszczałam. Jedyne skutki uboczne to przyszły brak potomstwa. Strasznie nad tym ubolewam."
Zaraz. Przecież królowa Serafino urodziła bliźniaków. Możliwe ,że to nie jej dzieci?  Muszę się tego dowiedzieć. Spojrzałam w okno. Już świta.  Spędziłam całą noc na czytaniu prawdy.    

Obiecałam komuś ( przykro mi już nie pamiętam komu) że na pewno wstawię 2 rozdział. Życzę miłego czytania. I proszę o zostawienie komentarzy. Dzięki

niedziela, 31 maja 2015

Demoniczne Fairy Tail część 8


      Polana obok wodospadu była pełna kwiatów. Słyszałem jak Lucy westchnęła. Widok był nieziemski. Rozłożyłem koc pod wielkim dębęm przy wodospadzie. Wyjąłem zawartość koszyka i usiadłem obok Luce. Przytuliłem ją. Jedliśmy,  śmialiśmy się,  pływaliśmy. Ogólnie dobrze się bawiliśmy. Nawet się nie obejrzałem, kiedy słońce zachodziło. Oglądałem zachód, a Luce wtulona we mnie spała.  Odgarnąłem jej włosy z oczy. Patrząc na słońce przypominałem sobie najszczęśliwsze chwile w moim życiu. Zabawy z Igneelem, poznanie Fairy Tail, narodziny Happyego, przyjaźń z Lisanną, uratowanie Lucy. Może i miałem bardzo mało wspaniałych wspomnień, jednak dla mnie było ich dużo. Demony z góry skazane są na potępienie. Mając Luce przy sobie i  Fairy Tail jestem szczęśliwy. Powoli zasypiałem. Czułem to. Moje oczy robiły się coraz bardziej ciężkie.

, Szedłem przez gęsty, ciemny las. Co chwila potykałem się o korzenie. Jedynie gwiazdy na niebie wskazywały mi drogę. Nie wiedziałem gdzie idę. Równie dobrze mogłem zostać w miejscu,  jednak przeczuwałem, że nie byłby to najlepszy pomysł. W końcu wyszedłem z lasu i znalazłem się na polanie. Na środku stał mężczyzna z różowymi włosami.  Mimowolnie dotknąłem swoich. Zacząłem nasłuchiwać. Nie słyszałem nic, co było bardzo dziwne.  Nagle zza drzew wyłoniła się blondynka. Rozpoznałbym ją wszędzie. Była to Lucy. Chciałem do niej podbiec , jednak ona nie zwracała na mnie uwagi. Czułem się ignorowany. Dziewczyna wyjęła strzałe i posłała ją w stronę chłopaka.  Mój instynkt kazał mi uratować różowowłosego. Zdążyłem go popchnąć na czas. Dzięki temu uniknął śmierci. Coraz bardziej irytowała mnie zmiana w zachowaniu Luce. Chłopak widząc mnie zaniemówił. Pociągnął mnie w głąb lasu. Po pięciu minutowym biegu, zatrzymał się.  Odwrócił w moją stronę i uśmiechnął się. Wyglądał dokładnie tak jak ja. Nie miał tylko rogów i skrzydeł. Chciałem wiedzieć co tu się dzieje.
- Posłuchaj mnie. Co tu do cholery się wyprawia?  Dlaczego Lucy chciała cie zabić?
Chłopak westchnął, osunął się na trawę i smutnym wzrokiem przyglądał mi się.  Po chwili ciszy powiedział:
- Może zacznę od twojego drugiego pytania. Lucy jest Pogromcą Wróżek. Zabija każdego kto ma ten znak na dłoni- chłopak pokazał symbol Fairy Tail- Zabiła już naszego mistrza, Lisanne, Cane i Wendy. Poluje na nas już od dłuższego czasu. Zawsze udaje się nam jakoś uciec,  jednak ona nonstop nas znajduje. Co do pierwszego pytania, jesteś w Edolas.
Myślałem ,że się przesłyszałem. Jestem w krainie , w której moja Luce chce mnie zabić. Nie ogarniam tego. Wierzę, że to nie prawda.  Przestraszyłem się.  Moje demoniczne moce nie działały.  Byłem przestraszony. Zszokowany usiadłem na trawie. Tępo patrzyłem się na swoje buty. Nie mogłem uwierzyć.  Mimo, że powtarzałem sobie ,że to sen to wszystko było takie realne. Mój sobowtór, a raczej ja sam, znów pociągnął mnie za sobą.  Po godzinnej wędrówce doszliśmy do wielkiego budynku z symbolem Fairy Tail.
    Kiedy wszedłem do środka, zamurowało mnie. Wszyscy moi przyjaciele byli znów razem.  Nie wierzę ( wiem mówię to już kolejny raz, ale to jest takie nieprawdopodobne ). Oprócz osób ,które zginęły z rąk Lucy, wszyscy tu byli. Niespodziewanie do środka weszła Luce. Uniosła łuk i zaczęła strzelać jak do zwierzyny łownej. Rozejrzałem się po sali. Każdy był martwy, oprócz mnie i mnie. Różowowłosy schował się za ladą. Stałem jak kretyn na środku sali czekając na śmierć. Dziewczyna wycelowała, i wypuściła strzałę. Myślałem ,że zginę. Nie potrafiłem zrobić uniku. Nie mogłem nic zrobić.  Nagle przede mną stanęła białowłosa dziewczyna o niebieskich oczach.  Zasłoniła mnie. Moje serce zabiło mocniej. Tą dziewczyną była Lisanna. Z tego co wiedziałem tutejsza wersja Lis nie żyje, więc oznacza to ,że moja przyjaciółka żyje.  Byłem szczęśliwy. Przypomniałem sobie o Pogromczyni i ruszyłem do wyjścia. Biegłem wraz z Lis i sobą przez las. Drzewa groźnie na nas spoglądały. Wyczuwałem bardzo napiętą, mroczną i straszną aurę. Byłem przestraszony.  Myśli obijały się w mojej głowie.  Nie wiedziałem co mam myśleć,  zrobić. Skoro Lisanna żyje, to czy moje uczucie do Luce było fałszywe?  Co jeśli to prawda?  Co jeśli tu zginę bez poznania prawdy?  Co jeśli Igneel patrzy na mnie? Czy moje wybory były słuszne?  Czy śmierć uwolni mnie od piętna bycia demonem?  Czy chciałbym zginąć z rąk Luce? Czy zasługuje na śmierć?  Dlaczego obdarzono mnie uczuciami,  które teraz mogą mnie zabić?  Dlaczego w ogóle jeszcze żyje?  Czy mam być wsparciem dla innych?  Te wszystkie pytania męczyły mnie. Nie znałem na nie odpowiedzi, dlatego strasznie mnie irytowały. Nie chciałem ich słuchać,  jednak one nie przestawały mnie dręczyć. Nie nawidziłem samego siebie. Przez moją nieuwagę potknąłem się o korzeń.  Ręce i kolana miałem zdarte. Krew sączyła się z ran, brudząc moje ubrania. Rozejrzałem się. Nigdzie nie było widać Lisanny i mnie. Zza drzew wyszła blondynka. Miała obłęd w oczach.  Przestraszyłem się jej. Wyjęła nóż i usiadła na mojej piersi. Przesunęła krawędzią noża po mojej szyi. Następnie zaczęła nacinać inne widoczne miejsca. Krew lała się strumieniami. Czułem ,że słabne od utratu krwi. Niespodziewanie blondynka szepnęła mi do ucha:
- Zawsze cię kochałam,  jednak ty wybrałeś tą białowłosą. Właśnie za to teraz cie nienawidzę.  Zginiesz z tą świadomością.
Oblizała nóż z mojej krwi. W tej chwili ostrze lśniło w zachodzącym słońcu.  Uniosła je do góry i wbiła mi je w serce. Czułem jak moja świadomość powoli znika. Zamknąłem oczy i starałem się zapomnieć. Czerń powoli pochłaniała mnie. Mrok wołał mnie. Pod oczmi migały mi obrazy z dzieciństwa. Dużo rzeczy już pozapominałem. Zobaczyłem Igneela. Łzy kapały mi po policzku. Odkąd pamiętam, zawsze chowałem emocje. Nigdy nie pokazywałem ich w nadmiernych ilościach. Nagle znalazłem się w otchłani. Wszędzie było ciemno. Słowa Lucy odbijały się echem ,, Zabiję cię ". Co ja jej takiego zrobiłem?  Teraz było już za późno na wyjaśnienia. Umarłem. Moja dusza trafiła do piekła. Moje ciało zostało w Edolas,  gdzie zgnije na oczach Lucy, która będzie tańczyć z radości. Jej oczy zdradzały jej stan. Była obłąkana.
   
       Ktoś mnie szarpał. Otworzyłem oczy i zobaczyłem lodówę. Szybko usiadłem i zacząłem się rozglądać. Chciałem wstać jednak nie mogłem. Miałem złamaną nogę. Zdziwiłem się. Byłem tam gdzie zasnąłem.  Niedaleko wodospadu Kali. Pamiętałem, że ze mną była jeszcze Luce. Niestety nigdzie jej nie wiedziałem. Spojrzałem się na Gray'a i zapytałem:
- Co się stało?
- Naprawdę nic nie pamiętasz? Rany jaki z ciebie kretyn. Porwali Lucy, a ty dałeś złamać sobie nogę.
Porwali ją?  Przecież ona spała obok mnie. Westchnąłem. Cieszyłem sie z tego ,że to co przeżyłem to tylko sen. Natomiast byłem zły na siebie,  za to ,że pozwoliłem porwać Luce.
- Może byś się tak ubrał gołodupcu?
- Co? Gdzie? Jak? Kiedy?
Demon zaczął szukać ubrań. Dawno tego nie robił. Odkąd dołączyła do nas Lucy, zapomniał o swoim nawyku. Jednak ostatnio jego uzależnienie powróciło. Na samą myśl o tym ,że będę miał pretekst do bójki z nim, uśmiechnąłem się. Po chwili Gray podszedł do mnie i pomógł mi wstać. Pokuśtykałem do dużego kamienia i usiadłem na nim. Przeczesałem ręką włosy i powiedziałem:
- Jak porwali Luce?
Lodowy demon westchnął. Szkoda ,że dłużej nie myśli,  mógłbym wtedy dojść do domu. Jak ja lubię się drażnić z ludźmi. W końcu lodówa odpowiedział:
- To było jakieś trzy godziny temu. Przyszedłem nad wodospad poszukać Lucy, znaczy się was. Znalazłem ją,  znaczy się was, na kocu przy dębie. Chciałem ją obudzić,  to znaczy was, i wrócić do domu, ale ktoś mnie uderzył. Odwróciłem się i zobaczyłem trzech ludzi. Niespodziewanie zaatakowali mnie. Próbowałem bronić siebie i Lucy, to znaczy mnie i was. Starałem się, jednak oni zabrali ją, a tobie złamali nogę.
Myślałem nad tym całym zdarzeniem. Kto mógł ją porwać?  Przecież to miejsce znają tylko członkowie Fairy Tail. Może ktoś z wewnątrz to zrobił?  Może mamy szpiega? Wątpiłem w to, jadnak to najrozsądniejsze wyjaśnienie. Szpieg mógł dowiedzieć się o człowieku w gildii. Było to zabronione. Musiałem ją w to mieszać?  Gdyby tylko nie miała znaku Fairy Tail na ręce, może wypuściliby ją. Niestety teraz na pewno może zginąć. Człowiek z znakiem gildii jest w wielkim niebezpieczeństwie. Spojrzałem na Gray'a i dostrzegłem smutek w      Kiedy dotarliśmy do gildii, zobaczyłem wszystkich.  Byłem tak zaskoczony, że omało się nie przewróciłem. Niektóre elementy z mojego snu zaczęły się iścić. Nie wróżyłem kolorowej przyszłości. Jeśli mój sen chociaż w połowie się spełni to Fairy Tail przestanie istnieć. Niespodziewanie podeszła do mnie Mirajane i z uśmiechem na twarzy przywitała mnie. Bylem zaskoczony, przez te dwa lata zmieniła się.  Jej włosy urosły, w oczach nie było już smutku,  a jej zachowanie zmieniło się. Zaczęła się uśmiechać. Stanąłem na złamanej nodze i skrzywiłem się z bólu. Wszyscy chcieli wiedzieć jak złamałem nogę,  jednak ja nie chciałem mówić. Wolałem poczekać, aż moja noga się zrośnie i pójść uratować Lucy. Wiedziałem, że noga będzie zrastać się całą dobę, więc pokuśtykałem do swojego pokoju. Nadal był czysty, pachniał miodem i różą. Zapach Luce.

, Lucy '

     Otworzyłam oczy i zobaczyłam nad sobą chłopaka o niesamowicie jaskrawych fioletowych włosach. Jego złowrogi uśmiech nie wrużył nic dobrego. Pomieszczenie , w którym znajdowałam się było kompletnie puste. Nie było w nim żadnych mebli. Kolor ścian przyprawiał mnie o mdłości. W dodatku ten smród,  który unosił się w celi. Poślizgnęłam się. Jak to wogole możliwe?  Przecież jestem przywiązana. Moje nogi ledwie dotykają podłogi.  Spojrzałam na chłopaka z nienawiścią. Chciałabym znów znaleźć się u boku przyjaciół. Westchnęłam. Fioletowowłosy podniósł bat do góry i zadał mi pięć bolesnych ran. Piekły mnie. Wiedziałam już , że żywa z tąd nie wyjdę. Chłopak pozostawił mnie na chwilę samą. Próbowałam zapanować nad bólem.  Bez skutku.  Nagle przede mną pojawił się rak.Yyyy raczej w połowie. Miał ciało człowieka, a z pleców wystawały mu odnóża raka. Ukłonił mi się i uwolnił mnie. Przetarłam obolałe nadgarstki. Od razu zapytałam:
- Czym jesteś?
- Jestem Cancer, rak. Jestem gwiezdnym duchem. Przyszedłem tu aby cię uwolnić i coś przekazać. Twój naszyjnik posiada klucze do czterech gwiezdnych duchów. Możesz ich używać. Jednak one są uśpione,  ponieważ są zminimalizowane. Musisz je zdjąć.
W tej samej chwili fioletowowłosy przeciął raka na pół.
- Cancer !
Chłopak nie dał mi czasu na płacz po moim wybawcy, ponieważ od razu wziął moje włosy i obciął je. Później znowu przywiązał mnie. Wziął nóż i rysował znaki na moim ciele.  Nie wiedziałam jakie to były znaki,  poniewaz zbyt mocno byłam skoncentrowana na bólu.  Krew spływała po moich nadgarstkach, brzuchu , ramionach, szyi. Potwornie bolało. Wiedziałam ,że długo tak nie dam rady.  W końcu on mnie złamie. Jego szalony błysk w oku mówił mi ,że zabija mnie dla swojej przyjemności. Nagle chłopak przestał. Przysunął swoją twarz bliżej mojej. Musnął swoimi wargami moje usta. Wzdrygnęłam się.Następnie chłopak naciął moją szyję i zaczął delikatnie zlizywać krew. Zbierało mi się na mdłości.  Nie chciałam dłużej tu być. Nagle fioletowowłosy szepnął mi do ucha:
- Chętnie bym się z tobą zabawił, ale mój pan chce mieć cie żywą. Szkoda prawda? Byłabyś taka piękna z martwymi, szklanymi oczami. Pustym wyrazem twarzy. Powiedz mi teraz gdzie znajduje się mistrz Fairy Tail?
Byłam zaskoczona. Mistrz? Niegdy o nim nie słyszałam, ale skoro chcą go znaleźć to nie mogę im pomóc.
- Nawet gdybym wiedziała gdzie on jest, nie powiedziałabym wam.
- Zła odpowiedź.
Chłopak podniósł nóż do mojego serca i zaczął rysować kształt gwiazdy. Bolało.  Zacisnęłam zęby. Musiałam wytrzymać. Wierzyłam, że przyjaciele przyjdą po mnie. W ciągu dwóch godzin fioletowowłosy spytał mnie cztery razy o miejsce pobytu mistrza. Milczałam. Znosiłam ból w ciszy. Chciałam się wyrwać. Chciałam znów zobaczyć słońce, niebo, przyjaciół. Zamknęłam oczy. Byłam wykończona. Straciłam bardzo dużo krwi. Przeważnie ten wariat ją ze mnie zlizywał. Czułam ,że niedługo zwymiotuje. Smród zgnilizny nadal wisiał w powietrzu. Zaczęłam myśleć, że nikogo już nie obchodzę. No bo po co demony miałyby ratować człowieka?  Napewno Natsu zajmuje się czymś innym, nawet o mnie nie myśląc. Chciałam krzyczeć,  jednak co by to dało?  Nic. Nikt mnie nie usłyszy. Jestem beznadziejna. Wolałabym teraz umrzeć, jednak te myśli są jak piękny sen. Na pewno ten psychol nie pozwoli mi umrzeć w spokoju. Chcą wiedzieć gdzie znajduje się mistrz.  Może podam im fałszywe miejsce?  Tak, to dobry pomysł. Chłopak kolejny raz zapytał się mnie o mistrza.
- Mistrz jest w Magnolii.
Fioletowowłosy uśmiechnął się i powiedział:
- Grzeczna dziewczynka.
Narysował mi ostatni znak i wyszczerzył się. Poczułam przeszywający ból. Moje ciało zaczęło się zmieniać. Ręka zaczęła robić się czarna. Na plecach zaczęły rosnąć mi skrzydła, a na głowie rogi. Zamieniałam się w demona.
     Kiedy się obudziłam czułam żądze krwi. Chciałam mordować.  Czyli to tak czuję się Natsu? Podziwiam go za to ,że powstrzymuje pragnienie mordu. Wiedziałam,  że tak naprawdę nie byłam sobą.  Ba pewno nie. Chciałam zabijać,  torturować i ranić.  Mój umysł nie mógł powstrzymać tych instynktów. Był zamglony. Niespodziewanie do celi wszedł fioletowowłosy. Uśmiechał się.  Podszedł do mnie i pocałował.  Następnie szepnął mi do ucha:
- Teraz wyglądasz jeszcze piękniej. Moja własna lalka. Blondynko od teraz należysz do mnie.
Nie potrafiłem się mu sprzeciwić.  Moja dzika strona, strona demona, nie chciała go zranić.  Wręcz przeciwnie chciała go słuchać. Chłopak pociągnął mnie za sobą.  Wyszliśmy na dwór. Wtedy ich zobaczyłam. Całe Fairy Tail przyszło mnie uratować. Natsu walczył najbardziej zawzięcie.  Fioletowowłosy skinął na mnie i powiedział:
- Masz ich zabić.
Nie chciałam tego robić,  jednak przytaknęłam. Weszłam na okno i zaskoczyłam na plac. Wszyscy byli zaskoczeni. Wykorzystałam ich szok i unieruchomiłam ich. Został tylko Natsu. Zaatakowałam go. Unikał moich ciosów. Nagle upadłam , a różowowłosy przytrzymał moje nadgarstki. Później pocałował mnie. Ostatnie co pamiętam to wykrzywiona w złości twarz fioletowowłosego.

, Natsu'

      Lucy zemdlała. Wziąłem ją w ramiona i wyszedłem z zamku. Odbywał się tam istny cyrk. Wszyscy moi bliscy byli nieprzytomni. Lucy ich znokautowała. Nigdy w życiu nie widziałem by ktoś tak szybko pokonał Erze. Nigdy nie widziałem by ktokolwiek ją pokonał. Westchnąłem. Teraz na pewno będę musiał sam ich zanieść do domu. Co za pech.
     W domu połowa moich przyjaciół już się obudziła. Lucy nadal była nieprzytomna. Na jej głowie były różowo czarne rogi, a na plecach miała czarno żółte skrzydła. Była jeszcze bardziej piękna, jeśli w ogóle to możliwe.




Jej w końcu skończyłam. Ta część ma ponad 2200 słów. Znajcie moją litość :). Dedykuję tę część Sandrze Patrycji i Paulinie