niedziela, 31 maja 2015

Demoniczne Fairy Tail część 8


      Polana obok wodospadu była pełna kwiatów. Słyszałem jak Lucy westchnęła. Widok był nieziemski. Rozłożyłem koc pod wielkim dębęm przy wodospadzie. Wyjąłem zawartość koszyka i usiadłem obok Luce. Przytuliłem ją. Jedliśmy,  śmialiśmy się,  pływaliśmy. Ogólnie dobrze się bawiliśmy. Nawet się nie obejrzałem, kiedy słońce zachodziło. Oglądałem zachód, a Luce wtulona we mnie spała.  Odgarnąłem jej włosy z oczy. Patrząc na słońce przypominałem sobie najszczęśliwsze chwile w moim życiu. Zabawy z Igneelem, poznanie Fairy Tail, narodziny Happyego, przyjaźń z Lisanną, uratowanie Lucy. Może i miałem bardzo mało wspaniałych wspomnień, jednak dla mnie było ich dużo. Demony z góry skazane są na potępienie. Mając Luce przy sobie i  Fairy Tail jestem szczęśliwy. Powoli zasypiałem. Czułem to. Moje oczy robiły się coraz bardziej ciężkie.

, Szedłem przez gęsty, ciemny las. Co chwila potykałem się o korzenie. Jedynie gwiazdy na niebie wskazywały mi drogę. Nie wiedziałem gdzie idę. Równie dobrze mogłem zostać w miejscu,  jednak przeczuwałem, że nie byłby to najlepszy pomysł. W końcu wyszedłem z lasu i znalazłem się na polanie. Na środku stał mężczyzna z różowymi włosami.  Mimowolnie dotknąłem swoich. Zacząłem nasłuchiwać. Nie słyszałem nic, co było bardzo dziwne.  Nagle zza drzew wyłoniła się blondynka. Rozpoznałbym ją wszędzie. Była to Lucy. Chciałem do niej podbiec , jednak ona nie zwracała na mnie uwagi. Czułem się ignorowany. Dziewczyna wyjęła strzałe i posłała ją w stronę chłopaka.  Mój instynkt kazał mi uratować różowowłosego. Zdążyłem go popchnąć na czas. Dzięki temu uniknął śmierci. Coraz bardziej irytowała mnie zmiana w zachowaniu Luce. Chłopak widząc mnie zaniemówił. Pociągnął mnie w głąb lasu. Po pięciu minutowym biegu, zatrzymał się.  Odwrócił w moją stronę i uśmiechnął się. Wyglądał dokładnie tak jak ja. Nie miał tylko rogów i skrzydeł. Chciałem wiedzieć co tu się dzieje.
- Posłuchaj mnie. Co tu do cholery się wyprawia?  Dlaczego Lucy chciała cie zabić?
Chłopak westchnął, osunął się na trawę i smutnym wzrokiem przyglądał mi się.  Po chwili ciszy powiedział:
- Może zacznę od twojego drugiego pytania. Lucy jest Pogromcą Wróżek. Zabija każdego kto ma ten znak na dłoni- chłopak pokazał symbol Fairy Tail- Zabiła już naszego mistrza, Lisanne, Cane i Wendy. Poluje na nas już od dłuższego czasu. Zawsze udaje się nam jakoś uciec,  jednak ona nonstop nas znajduje. Co do pierwszego pytania, jesteś w Edolas.
Myślałem ,że się przesłyszałem. Jestem w krainie , w której moja Luce chce mnie zabić. Nie ogarniam tego. Wierzę, że to nie prawda.  Przestraszyłem się.  Moje demoniczne moce nie działały.  Byłem przestraszony. Zszokowany usiadłem na trawie. Tępo patrzyłem się na swoje buty. Nie mogłem uwierzyć.  Mimo, że powtarzałem sobie ,że to sen to wszystko było takie realne. Mój sobowtór, a raczej ja sam, znów pociągnął mnie za sobą.  Po godzinnej wędrówce doszliśmy do wielkiego budynku z symbolem Fairy Tail.
    Kiedy wszedłem do środka, zamurowało mnie. Wszyscy moi przyjaciele byli znów razem.  Nie wierzę ( wiem mówię to już kolejny raz, ale to jest takie nieprawdopodobne ). Oprócz osób ,które zginęły z rąk Lucy, wszyscy tu byli. Niespodziewanie do środka weszła Luce. Uniosła łuk i zaczęła strzelać jak do zwierzyny łownej. Rozejrzałem się po sali. Każdy był martwy, oprócz mnie i mnie. Różowowłosy schował się za ladą. Stałem jak kretyn na środku sali czekając na śmierć. Dziewczyna wycelowała, i wypuściła strzałę. Myślałem ,że zginę. Nie potrafiłem zrobić uniku. Nie mogłem nic zrobić.  Nagle przede mną stanęła białowłosa dziewczyna o niebieskich oczach.  Zasłoniła mnie. Moje serce zabiło mocniej. Tą dziewczyną była Lisanna. Z tego co wiedziałem tutejsza wersja Lis nie żyje, więc oznacza to ,że moja przyjaciółka żyje.  Byłem szczęśliwy. Przypomniałem sobie o Pogromczyni i ruszyłem do wyjścia. Biegłem wraz z Lis i sobą przez las. Drzewa groźnie na nas spoglądały. Wyczuwałem bardzo napiętą, mroczną i straszną aurę. Byłem przestraszony.  Myśli obijały się w mojej głowie.  Nie wiedziałem co mam myśleć,  zrobić. Skoro Lisanna żyje, to czy moje uczucie do Luce było fałszywe?  Co jeśli to prawda?  Co jeśli tu zginę bez poznania prawdy?  Co jeśli Igneel patrzy na mnie? Czy moje wybory były słuszne?  Czy śmierć uwolni mnie od piętna bycia demonem?  Czy chciałbym zginąć z rąk Luce? Czy zasługuje na śmierć?  Dlaczego obdarzono mnie uczuciami,  które teraz mogą mnie zabić?  Dlaczego w ogóle jeszcze żyje?  Czy mam być wsparciem dla innych?  Te wszystkie pytania męczyły mnie. Nie znałem na nie odpowiedzi, dlatego strasznie mnie irytowały. Nie chciałem ich słuchać,  jednak one nie przestawały mnie dręczyć. Nie nawidziłem samego siebie. Przez moją nieuwagę potknąłem się o korzeń.  Ręce i kolana miałem zdarte. Krew sączyła się z ran, brudząc moje ubrania. Rozejrzałem się. Nigdzie nie było widać Lisanny i mnie. Zza drzew wyszła blondynka. Miała obłęd w oczach.  Przestraszyłem się jej. Wyjęła nóż i usiadła na mojej piersi. Przesunęła krawędzią noża po mojej szyi. Następnie zaczęła nacinać inne widoczne miejsca. Krew lała się strumieniami. Czułem ,że słabne od utratu krwi. Niespodziewanie blondynka szepnęła mi do ucha:
- Zawsze cię kochałam,  jednak ty wybrałeś tą białowłosą. Właśnie za to teraz cie nienawidzę.  Zginiesz z tą świadomością.
Oblizała nóż z mojej krwi. W tej chwili ostrze lśniło w zachodzącym słońcu.  Uniosła je do góry i wbiła mi je w serce. Czułem jak moja świadomość powoli znika. Zamknąłem oczy i starałem się zapomnieć. Czerń powoli pochłaniała mnie. Mrok wołał mnie. Pod oczmi migały mi obrazy z dzieciństwa. Dużo rzeczy już pozapominałem. Zobaczyłem Igneela. Łzy kapały mi po policzku. Odkąd pamiętam, zawsze chowałem emocje. Nigdy nie pokazywałem ich w nadmiernych ilościach. Nagle znalazłem się w otchłani. Wszędzie było ciemno. Słowa Lucy odbijały się echem ,, Zabiję cię ". Co ja jej takiego zrobiłem?  Teraz było już za późno na wyjaśnienia. Umarłem. Moja dusza trafiła do piekła. Moje ciało zostało w Edolas,  gdzie zgnije na oczach Lucy, która będzie tańczyć z radości. Jej oczy zdradzały jej stan. Była obłąkana.
   
       Ktoś mnie szarpał. Otworzyłem oczy i zobaczyłem lodówę. Szybko usiadłem i zacząłem się rozglądać. Chciałem wstać jednak nie mogłem. Miałem złamaną nogę. Zdziwiłem się. Byłem tam gdzie zasnąłem.  Niedaleko wodospadu Kali. Pamiętałem, że ze mną była jeszcze Luce. Niestety nigdzie jej nie wiedziałem. Spojrzałem się na Gray'a i zapytałem:
- Co się stało?
- Naprawdę nic nie pamiętasz? Rany jaki z ciebie kretyn. Porwali Lucy, a ty dałeś złamać sobie nogę.
Porwali ją?  Przecież ona spała obok mnie. Westchnąłem. Cieszyłem sie z tego ,że to co przeżyłem to tylko sen. Natomiast byłem zły na siebie,  za to ,że pozwoliłem porwać Luce.
- Może byś się tak ubrał gołodupcu?
- Co? Gdzie? Jak? Kiedy?
Demon zaczął szukać ubrań. Dawno tego nie robił. Odkąd dołączyła do nas Lucy, zapomniał o swoim nawyku. Jednak ostatnio jego uzależnienie powróciło. Na samą myśl o tym ,że będę miał pretekst do bójki z nim, uśmiechnąłem się. Po chwili Gray podszedł do mnie i pomógł mi wstać. Pokuśtykałem do dużego kamienia i usiadłem na nim. Przeczesałem ręką włosy i powiedziałem:
- Jak porwali Luce?
Lodowy demon westchnął. Szkoda ,że dłużej nie myśli,  mógłbym wtedy dojść do domu. Jak ja lubię się drażnić z ludźmi. W końcu lodówa odpowiedział:
- To było jakieś trzy godziny temu. Przyszedłem nad wodospad poszukać Lucy, znaczy się was. Znalazłem ją,  znaczy się was, na kocu przy dębie. Chciałem ją obudzić,  to znaczy was, i wrócić do domu, ale ktoś mnie uderzył. Odwróciłem się i zobaczyłem trzech ludzi. Niespodziewanie zaatakowali mnie. Próbowałem bronić siebie i Lucy, to znaczy mnie i was. Starałem się, jednak oni zabrali ją, a tobie złamali nogę.
Myślałem nad tym całym zdarzeniem. Kto mógł ją porwać?  Przecież to miejsce znają tylko członkowie Fairy Tail. Może ktoś z wewnątrz to zrobił?  Może mamy szpiega? Wątpiłem w to, jadnak to najrozsądniejsze wyjaśnienie. Szpieg mógł dowiedzieć się o człowieku w gildii. Było to zabronione. Musiałem ją w to mieszać?  Gdyby tylko nie miała znaku Fairy Tail na ręce, może wypuściliby ją. Niestety teraz na pewno może zginąć. Człowiek z znakiem gildii jest w wielkim niebezpieczeństwie. Spojrzałem na Gray'a i dostrzegłem smutek w      Kiedy dotarliśmy do gildii, zobaczyłem wszystkich.  Byłem tak zaskoczony, że omało się nie przewróciłem. Niektóre elementy z mojego snu zaczęły się iścić. Nie wróżyłem kolorowej przyszłości. Jeśli mój sen chociaż w połowie się spełni to Fairy Tail przestanie istnieć. Niespodziewanie podeszła do mnie Mirajane i z uśmiechem na twarzy przywitała mnie. Bylem zaskoczony, przez te dwa lata zmieniła się.  Jej włosy urosły, w oczach nie było już smutku,  a jej zachowanie zmieniło się. Zaczęła się uśmiechać. Stanąłem na złamanej nodze i skrzywiłem się z bólu. Wszyscy chcieli wiedzieć jak złamałem nogę,  jednak ja nie chciałem mówić. Wolałem poczekać, aż moja noga się zrośnie i pójść uratować Lucy. Wiedziałem, że noga będzie zrastać się całą dobę, więc pokuśtykałem do swojego pokoju. Nadal był czysty, pachniał miodem i różą. Zapach Luce.

, Lucy '

     Otworzyłam oczy i zobaczyłam nad sobą chłopaka o niesamowicie jaskrawych fioletowych włosach. Jego złowrogi uśmiech nie wrużył nic dobrego. Pomieszczenie , w którym znajdowałam się było kompletnie puste. Nie było w nim żadnych mebli. Kolor ścian przyprawiał mnie o mdłości. W dodatku ten smród,  który unosił się w celi. Poślizgnęłam się. Jak to wogole możliwe?  Przecież jestem przywiązana. Moje nogi ledwie dotykają podłogi.  Spojrzałam na chłopaka z nienawiścią. Chciałabym znów znaleźć się u boku przyjaciół. Westchnęłam. Fioletowowłosy podniósł bat do góry i zadał mi pięć bolesnych ran. Piekły mnie. Wiedziałam już , że żywa z tąd nie wyjdę. Chłopak pozostawił mnie na chwilę samą. Próbowałam zapanować nad bólem.  Bez skutku.  Nagle przede mną pojawił się rak.Yyyy raczej w połowie. Miał ciało człowieka, a z pleców wystawały mu odnóża raka. Ukłonił mi się i uwolnił mnie. Przetarłam obolałe nadgarstki. Od razu zapytałam:
- Czym jesteś?
- Jestem Cancer, rak. Jestem gwiezdnym duchem. Przyszedłem tu aby cię uwolnić i coś przekazać. Twój naszyjnik posiada klucze do czterech gwiezdnych duchów. Możesz ich używać. Jednak one są uśpione,  ponieważ są zminimalizowane. Musisz je zdjąć.
W tej samej chwili fioletowowłosy przeciął raka na pół.
- Cancer !
Chłopak nie dał mi czasu na płacz po moim wybawcy, ponieważ od razu wziął moje włosy i obciął je. Później znowu przywiązał mnie. Wziął nóż i rysował znaki na moim ciele.  Nie wiedziałam jakie to były znaki,  poniewaz zbyt mocno byłam skoncentrowana na bólu.  Krew spływała po moich nadgarstkach, brzuchu , ramionach, szyi. Potwornie bolało. Wiedziałam ,że długo tak nie dam rady.  W końcu on mnie złamie. Jego szalony błysk w oku mówił mi ,że zabija mnie dla swojej przyjemności. Nagle chłopak przestał. Przysunął swoją twarz bliżej mojej. Musnął swoimi wargami moje usta. Wzdrygnęłam się.Następnie chłopak naciął moją szyję i zaczął delikatnie zlizywać krew. Zbierało mi się na mdłości.  Nie chciałam dłużej tu być. Nagle fioletowowłosy szepnął mi do ucha:
- Chętnie bym się z tobą zabawił, ale mój pan chce mieć cie żywą. Szkoda prawda? Byłabyś taka piękna z martwymi, szklanymi oczami. Pustym wyrazem twarzy. Powiedz mi teraz gdzie znajduje się mistrz Fairy Tail?
Byłam zaskoczona. Mistrz? Niegdy o nim nie słyszałam, ale skoro chcą go znaleźć to nie mogę im pomóc.
- Nawet gdybym wiedziała gdzie on jest, nie powiedziałabym wam.
- Zła odpowiedź.
Chłopak podniósł nóż do mojego serca i zaczął rysować kształt gwiazdy. Bolało.  Zacisnęłam zęby. Musiałam wytrzymać. Wierzyłam, że przyjaciele przyjdą po mnie. W ciągu dwóch godzin fioletowowłosy spytał mnie cztery razy o miejsce pobytu mistrza. Milczałam. Znosiłam ból w ciszy. Chciałam się wyrwać. Chciałam znów zobaczyć słońce, niebo, przyjaciół. Zamknęłam oczy. Byłam wykończona. Straciłam bardzo dużo krwi. Przeważnie ten wariat ją ze mnie zlizywał. Czułam ,że niedługo zwymiotuje. Smród zgnilizny nadal wisiał w powietrzu. Zaczęłam myśleć, że nikogo już nie obchodzę. No bo po co demony miałyby ratować człowieka?  Napewno Natsu zajmuje się czymś innym, nawet o mnie nie myśląc. Chciałam krzyczeć,  jednak co by to dało?  Nic. Nikt mnie nie usłyszy. Jestem beznadziejna. Wolałabym teraz umrzeć, jednak te myśli są jak piękny sen. Na pewno ten psychol nie pozwoli mi umrzeć w spokoju. Chcą wiedzieć gdzie znajduje się mistrz.  Może podam im fałszywe miejsce?  Tak, to dobry pomysł. Chłopak kolejny raz zapytał się mnie o mistrza.
- Mistrz jest w Magnolii.
Fioletowowłosy uśmiechnął się i powiedział:
- Grzeczna dziewczynka.
Narysował mi ostatni znak i wyszczerzył się. Poczułam przeszywający ból. Moje ciało zaczęło się zmieniać. Ręka zaczęła robić się czarna. Na plecach zaczęły rosnąć mi skrzydła, a na głowie rogi. Zamieniałam się w demona.
     Kiedy się obudziłam czułam żądze krwi. Chciałam mordować.  Czyli to tak czuję się Natsu? Podziwiam go za to ,że powstrzymuje pragnienie mordu. Wiedziałam,  że tak naprawdę nie byłam sobą.  Ba pewno nie. Chciałam zabijać,  torturować i ranić.  Mój umysł nie mógł powstrzymać tych instynktów. Był zamglony. Niespodziewanie do celi wszedł fioletowowłosy. Uśmiechał się.  Podszedł do mnie i pocałował.  Następnie szepnął mi do ucha:
- Teraz wyglądasz jeszcze piękniej. Moja własna lalka. Blondynko od teraz należysz do mnie.
Nie potrafiłem się mu sprzeciwić.  Moja dzika strona, strona demona, nie chciała go zranić.  Wręcz przeciwnie chciała go słuchać. Chłopak pociągnął mnie za sobą.  Wyszliśmy na dwór. Wtedy ich zobaczyłam. Całe Fairy Tail przyszło mnie uratować. Natsu walczył najbardziej zawzięcie.  Fioletowowłosy skinął na mnie i powiedział:
- Masz ich zabić.
Nie chciałam tego robić,  jednak przytaknęłam. Weszłam na okno i zaskoczyłam na plac. Wszyscy byli zaskoczeni. Wykorzystałam ich szok i unieruchomiłam ich. Został tylko Natsu. Zaatakowałam go. Unikał moich ciosów. Nagle upadłam , a różowowłosy przytrzymał moje nadgarstki. Później pocałował mnie. Ostatnie co pamiętam to wykrzywiona w złości twarz fioletowowłosego.

, Natsu'

      Lucy zemdlała. Wziąłem ją w ramiona i wyszedłem z zamku. Odbywał się tam istny cyrk. Wszyscy moi bliscy byli nieprzytomni. Lucy ich znokautowała. Nigdy w życiu nie widziałem by ktoś tak szybko pokonał Erze. Nigdy nie widziałem by ktokolwiek ją pokonał. Westchnąłem. Teraz na pewno będę musiał sam ich zanieść do domu. Co za pech.
     W domu połowa moich przyjaciół już się obudziła. Lucy nadal była nieprzytomna. Na jej głowie były różowo czarne rogi, a na plecach miała czarno żółte skrzydła. Była jeszcze bardziej piękna, jeśli w ogóle to możliwe.




Jej w końcu skończyłam. Ta część ma ponad 2200 słów. Znajcie moją litość :). Dedykuję tę część Sandrze Patrycji i Paulinie


środa, 27 maja 2015

Deminiczne Fairy Tail część 7

    Nadal nie mogłem uwierzyć w to, że Gajeel i Juvia od teraz są moimi nakama. Spojrzałem na Luce. Promieniała z radości. Ziewnąłem i powiedziałem:
- Dobra, ja idę odpocząć.
Ruszyłem w stronę swojego pokoju. W środku zaniemówiłem. Wszystko było posprzątane. Poczułem jak ktoś za mną stoi. Odwróciłem się i zobaczyłem Lucy. Była cała czerwona.
- Nie gniewasz się za posprzątanie ci pokoju?
Przytuliłem ją i uśmiechnąłem się.
-Absolutnie nie. Teraz wygląda o wiele ładniej.
Cmoknąłem ją w policzek i wszedłem do łazienki. Odkręciłem wodę i wszedłem pod prysznic. Woda spływała po moim ciele. Umyłem włosy,  ubrałem bokserki i wyszedłem z łazienki. Lucy siedziała na moim łóżku i przekomarzała się z Happy'm. Mimowolnie uśmiechnąłem się. Usiadłem obok Luce i przytuliłem ją. Dziewczyna zaczerwieniła się widząc mój strój. Nagle weszła Erza. Dlaczego ona nie puka? Westchnąłem, ubrałem spodnie i wyszedłem. Bolała mnie myśl,  że zostawiam Lucy samą. Chciałem spędzić z nią trochę czasu. Demonica zatrzymała się przed swoim gabinetem. Wyjęła klucz i otworzyła drzwi.
      W środku jak zwykle było pełno kurzu. Kichnąłem. Usiadłem przed Erzą i zaplotłem ręce na piersi.
- Jak poszła ci misja,  Natsu?
- Przykro mi Erzo, ale nie zdołałem odnaleźć mistrza.
Demonica spuściła głowę. Wiedziałem, że myśli. Nie mogliśmy wiecznie ukrywać faktu, że nasz mistrz zaginął. Musieliśmy coś zrobić i to jak najprędzej. W dodatku inni członkowie Fairy Tail rozproszyli się po Fiore. Spojrzałem na książki znajdujące się na półkach. Szukałem czegoś co może się nam przydać. Wstałem i zacząłem chodzić po pokoju. Nadal szukałem książki.  Nagle ktoś uderzył mnie w tył głowy.  Ostatnie co widziałem to zakapturzona postać niosąca nieprzytomną Erze.
     Kiedy otworzyłem oczy miałem nadzieję,  że zobaczę cokolwiek,  jednak wokół było niewyobrażalnie ciemno. Skupilem swoją uwagę na zmyśle słuchu. Usłyszałem przerywany oddech. Rytmiczne bicie serca. W taki sam sposób biło serce, Lucy! Chciałem się odezwać, ale miałem zbyt suchy język.
- Natsu, obudziłeś się?
Głos Luce uspokoił mnie,  chociaż na chwilę. Poczułem zapach krwi. Mogłem się domyślić, że torturowali blondynkę. Starałem się jak najpogodniej odpowiedzieć na zadane pytanie. Nie chciałem martwić Lucy.
- Tak, obudziłem się.
Po chwili przyzwyczaiłem się do półmroku, który panował w celi. Dopiero teraz zauważyłem dziewczynę. Miała obdarte ręce, ranę w brzuchu a jej twarz pokrywała zaschnięta krew. Wściekłem się.  Jak ktoś mógł tak potraktować moją Luce? Blondynka ledwo oddychała. Widać było , że cierpi. Mije serce krwawiło ilekroć spoglądałem na dziewczynę. Spróbowałem się .  Bez skutku. Również miałem poranione nadgarstki.
- Lucy. Słyszysz mnie?
- Tak.
- To świetnie.- uśmiechnąłem się- Jak wrócimy do domu, poszłabyś ze mną na piknik?
Widziałem jak Luce czerwieni się. Mimo złej sytuacji w jakiej się znajdujemy, ja nadal będę uśmiechnięty. Dla niej.
- Chętnie, Natsu.
Nagle do celi wszedł niebieskowłosy chłopak. Trzymał Erze za szyję i  prowadził ją w naszą stronę. Demonica przywołała jeden ze swoich mieczy i przeszyła chłopakowi tors. Niebieskowłosy uskoczył. Erza potknęła się i spadła na chłopaka. Ich usta spotkały się. Chłopak pocałował demonice. Oboje zapomnieli o otoczeniu.  Chrząknąłem. Oboje odwrócili się w moją stronę.  Uśmiechnąłem się i powiedziałem:
- Wiem, że chcielibyście zostać sami,  ale my tu nadal jesteśmy.
Erza wstała i uwilniła mnie i Lucy. Teraz dopiero zauważyłem w jakim stanie jest dziewczyna.  Nie mogła nawet ustać. Wziąłem ją na ręce i wyczekująco spojrzałem na demonice. Ta tylko powiedziała:
- Jellal, wiem, że pracowałeś dla Zerefa, ale proszę wypuść nas.
Chłopak skinął głową i ruszył do wyjścia. Trzymałem w swoich rękach Lucy. Już od pięciu minut była nieprzytomna. Tylko jej oddech świadczył o tym, że ona żyje. Słyszałem bicie jej serca. Chciałem jej jakoś pomóc,  ale po za zatamowaniem krwawienia nie potrafiłem nic zrobić. Spojrzałem na Erzę i Jellala. Szli blisko siebie. Demonica miała na sobie niebieską spódnicę i górną część zbroi. Jej czarnozłote skrzydła odbijały nikłe promienie słoneczne. Byliśmy blisko wyjścia. Na zewnątrz zobaczyłem Gray'a, Juvie i Gajeel'a, który trzymał Levy. Za drzewem stała mała, niebieskowłosa dziewczynka. Gray widząc stan Lucy, zawołał małą. Podeszła do nas. Następnie użyła swojej magii, by zagoić rany blondynki.
       Drogę do domu pamiętam jak przez mgłę. Niosłem Lucy, a przede mną szła Erza, Juvia i Wendy ( tak przynajmniej mi się przedstawiła ).  Obok mnie szedł Gray, Gajeel i Jellal. Kiedy doszliśmy do domu, każdy poszedł do swoich pokoi. Położyłem Luce u mnie na łóżku,  a sam ułożyłem się w hamaku; wiszącym w kącie pomieszczenia. Happy wtulił się w moje ramię. Jego delikatny oddech usypiał mnie. Zamknąłem oczy , sądząc , że zasnne, jednka sen nie nadchodził. Patrzyłem się w sufit, myśląc o Igneel'u. Mój ojciec zawsze mi wybaczał, jednak nie byłem pewny czy Luce również tak postąpi. Mogłem ją obronić zostawając z nią. Moje myśli dobijały mnie. Nagle uświadomiłem sobie,  że jeśli Lucy mi nie wybaczy, nie mam po co żyć.  Najpierw utrata ojca później najlepszej przyjaciółki ,a teraz i ukochanej.  Gildia rozpada się na moich oczach! Przetarłem ręką oczy. Byłem zbyt zmęczony, by myśleć racjonalnie. Jutro postaram się, aby Luce mi wybaczyła. Kochałem tą blondynkę o wspaniałych czekoladowych oczach. Jej zapach mnie uspokajał. Sam nie wiem dlaczego. Znów zamknąłem oczy i próbowałem zasnąć. Po pięciu minutach wstałem zły. Podszedłem do dziewczyny i położyłem się obok. Delikatnie objąłem ją i wpadłem w objęcia Morfeusza.
    Rano obudziłem się czując zapach Luce. Otworzyłem oczy i zobaczyłem śpiącą blondynkę.  Pocałowałem ją w policzek i wstałem. Udałem się do łazienki. Wszedłem pod prysznic. Woda przypominała mi o wczorajszych zdarzeniach. Zacząłem myśleć nad przeproszeniem Lucy. Oczywiście najpierw muszę przygotować piknik, który obiecałem dziewczynie. Szybko wyszedłem,  ubrałem się i po cichu zszedłem do kuchni. Otworzyłem lodówkę i wyjąłem z niej owoce, bitą śmietanę,  składniki do kanapek i lemoniadę. Przeszukałem szafki w poszukiwaniu chleba. Kiedy go znalazłem, zacząłem przygotowywać kanapki. Spakowałem jedzenie do koszyka i postawiłem go przy wyjściu. Skradłem się do pokoju i zacząłem budzić Luce. Dziewczyna przetarła oczy i wstała. Uśmiechnąłem się.  Przy niej nie da się inaczej. Pociągnąłem dziewczynę w stronę drzwi,  jednak zaprotestowała. Spojrzałem na nią i zobaczyłem ,że nadal jest w piżamie. Przeprosiłem ją i czekałem jak Lucy się ubierze. Dziewczyna założyła prześliczną niebieską bluzkę, czarną spódnicę i buty do kolan. Pociągnąłem ją za sobą. Razem ruszyliśmy w stronę wodospadu Kali.




     Tą część dedykuję ( jak zwykle ) Patrycji,  Sandrze i Paulinie. Dzięki za czytanie

niedziela, 24 maja 2015

Demoniczne Fairy Tail część 6

-Następne co zobaczyłam to twoja twarz, Lucy.- Byłam wściekła, a zarazem smutna. To wszystko przerastało mnie.Zakrylam dłonią twarz. Wiedziałam , że jestem zbyt słaba. To co spotkało moich znajomych jest niewybaczalne. Spojrzałam na Levy. Czułam jej ból.  Droy i Jet zawsze za nią chodzili.  Pomagali jej. Traktowała ich jak braci. Wzięłam jej rękę i powiedziałam:
- Levy jeśli chcesz płakać,  nie krępuje się.
Niebieskowłosa zaczęła płakać. Odwróciłam się do Erzy i zapytałam:
- Erzo, czy Levy mogłaby wrócić z nami?
Demonica zastanawiała się przez chwilę. Poczym przytaknęła. Byłam szczęśliwa. Mogłam zabrać swoją przyjaciółkę. Chciałabym jej przedstawić Natsu. Właśnie, Natsu ! Wstałam i ruszyłam w stronę miasta. Erza nie zdążyła zareagować,  kiedy Gray zablokował mi drogę. Chłopak był smutny. Wiedziałam co to może oznaczać. Natsu nie żyje. Otworzyłam usta, by coś powiedzieć,  jednak nie zdążyłam. Gray delikatnie musnął moje usta swoimi. Byłam zaskoczona.  Zamknęłam oczy. Nagle coś uderzyło Gray'a. Spojrzałam w tamtą stronę i usłyszałam:
- Lodówko, teraz przegiołeś. Miałeś ją bronić,  a nie całować.
Przetarłam oczy. Nie wierzyłam. Natsu. Pobiegłam do niego i przytuliłam. Chłopak odwzajemnił gest, tuląc się do mnie. Czułam jego ciepło. Nie sądziłam ,że w tak krótkim czasie zdążę pokochać tego demona.
**********************************
         Tuliłem ją. Była taka delikatna. Wtuliłem się w jej włosy. Kochałem ją. Chciałem zatrzymać ją na zawsze. Ukradkiem spojrzałem na Graya był smutny. Wiedziałem, że on również kocha Lucy, jednak to ja zdobyłem jej serce. Przynajmniej miałem taką hopeNie wiedziałem co dla niej oznaczał pocałunek z lodówą. Chciałem , by nie było to nic poważnego. Wtuliłem się w gęste blond włosy mojej ukochanej. Łudziłem się, że ta chwila nigdy się nie skończy. Lucy odsunęła się i powiedziała:
- Nigdy mnie tak nie strasz. Zrozumiałeś?
Otarłem jej łzy i przytaknąłem. Dziewczyna odwróciła się i podeszła do niebieskowłosej. Patrzyłem jak Lucy pomaga jej wstać. Obok mnie pojawił się Happy. Z niego wyrósł ninja! Przewróciłem oczami.
      W domu było tak cicho. Erza mówiła coś o moich ranach, jednak ja jej nie słuchałem. Mruknąłem coś o tym ,że przez noc się zagoją i poszedłem do swojego pokoju. Rozebrałem się i wszedłem pod prysznic. Woda ciekła po moim ciele. Kiedy dostawała sie w rany, odczuwałem potworny ból. Szybko wyszedłem i owinąłem się ręcznikiem w pasie. Podszedłem do szafy i wyjąłem bokserki. Ubrałem je i wsunąłem się do łóżka. Happy już dawno chrapał na hamaku obok. Wsłuchałem się w jego oddech. Nie mogłem spać. Cały czas myślałem o Lucy. Jak na zawołanie, po dziesięciu minutach,  dziewczyna pojawiła się w drzwiach.
- Nastu,  śpisz?
- Nie. Czy coś się stało?
Blondynka weszła do pokoju. Była w piżamie. Włosy uczesała w niedbały kok. Jej policzki były różowe. Najwyraźniej zawstydziła się.
- Czy ja mogę spać z tobą? Będę czuła się bezpieczniej.
Nie mogłem jej odmówić.  Po tym co przeszła myślałem, że zamknie się w pokoju i nie wyjdzie z niego. Posunąłem się i zaprosiłem do siebie Luce. Dziewczyna wsunęła się do łóżka i wtuliła.Byłem taki szczęśliwy. Przytuliłem ją. Nagle Lucy spojrzała na mnie. Nie wiedziałem o co jej chodzi. Kiedy pocałowała mnie, zrozumiałem. Ina też mnie kocha. Delektowałem się jej ciepłymi ustami. Wsunąłem ręce w jej włosy. Chciałem, by ta chwila trwała wiecznie. Luce przejechała ręką po moim torsie. Niespodziewanie przylgnęła di mnie jeszcze bardziej. Naprawdę ją kochałem. Przestałem ją całować, by móc w końcu powiedzieć co czuję.
- Kocham cię Luce.
Była zaskoczona. Uśmiechnąłem się i czekałem na jej reakcję. Dziewczyna spuściła głowę i mruknęła coś pod nosem. Usłyszałam wszystko , jednak powiedziałem:
- Nie słyszę.  Mogłabyś powtórzyć?
- Kocham cię
Jak dla mnie wciąż było za cicho. Wprost uwielbiam drażnić się z ludźmi.
- Głośniej,  Luce.
- Kocham cię.
Omal tego nie wykrzyczała. Uśmiechnąłem się jeszcze szerzej. Widziałem ,że blondynka jest śpiąca,  więc przytuliłem ją i powiedziałem,  by zasnęła. Patrzyłem jak moja ukochana zasypia. Jej ciepło rozeszło się po moim ciele.  Zmrużyłem oczy i wtuliłem się w jej włosy.Kiedy otworzyłem oczy,  zobaczyłem nad swoją głową Happy'ego. Latał w kółko z ogonem w kształcie serca. Przewróciłem oczami. Spojrzałem na Lucy. Spała wtulona we mnie. Nie mogłem znieść Happy'ego, który powtarzał na okrągło, że się lubimy. Kazałem mu wyjść. Nagle usłyszałem jak Luce wstaje. Uśmiechnąłem się. Spojrzałem w jej prześliczne czekoladowe oczy. Można było stwierdzić ,że odzwierciedlają jej duszę. Była taka słodka. Niestety tą chwilę zepsuła Erza, wchodząc do mojego pokoju. Miałem zamiar na krzyczeć na demonice, jednak później miałbym problem. Dziewczyna podeszła do mojego łóżka i spojrzała na mnie i na Lucy jak na zwierzęta w klatce. Westchnąłem i powiedziałem:
- Czego chciałaś Erzo?
Demonica spojrzała na mnie z szokiem, jednak po chwili odchrząknęła i zmieszana odpowiedziała:
- Mam dla ciebie misję,  Natsu. Szczegóły przekażę ci w moim gabinecie.
Wstałem. Podeszłem do szafy, wyjąłem ubrania i wszedłem do łazienki. Odkręciłem ciepłą wodę. Szybko umyłem się i ubrałem. Kiedy wyszedłem z łazienki zobaczyłem Lucy. Nogi podsunęła pod brodę i oplotła je rękami. Na samą myśl o niej uśmiechnąłem się. Podszedłem do Luce i przytuliłem ją. Spojrzała na mnie i powiedziała:
- Na czym polegają misję?
- Wiesz, to są zadania,  za które otrzymujemy pieniądze. Przeważnie zajmuje to nam trzy dni minimum.
Pocałowałem ją i ruszyłem do gabinetu Erzy.
       W środku było duszno.  Kurz unosił się wszędzie. Erza nie umiała tutaj posprzątać? Wątpię.  Może miała coś innego na głowie. Podszedłem do jej biurka i usiadłem na przeciwko demonicy. Dziewczyna wręczyła mi list z poleceniem i instrukcją. Szybko go przeczytałem. Nie mogłem w to uwierzyć, misja miała zająć mi tydzień! Całe siedem dni bez Lucy? Nie mogłem sobie tego wyobrazić. Może poproszę ją, aby mi towarzyszyła?  Nie, to zbyt niebezpieczne. Poza tym musiała zająć się swoją przyjaciółką. Westchnąłem.
- I jak Natsu? Przyjmujesz zlecenie?
- Nie mam innego wyboru.  Muszę przyjąć tą misję. Erzo obiecasz mi coś?
- Co takiego?
- Powstrzymasz Gray'a przed dobieraniem się do Luce?
- Oczywiście, że tak.
Byłem zadowolony chociaż jeden kłopot z głowy. Wiedziałem, że Lucy nie zdradziłaby mnie z lodówą, ale czułem się pewniej, jeśli Erza pilnowałaby jejPożegnałem się z moją Luce i ruszyłem w stronę stolicy. Na wszelki wypadek zostawiłem Happy'ego pod opieką blondynki. Chciałem jak najszybciej wykonać misję i wrócić do Lucy.
**********************************
       Patrzyłam jak Natsu oddala się od domu. Weszłam do środka, dopiero wtedy ,kiedy zniknął mi z oczu. Gray stał obok mnie. Wziął ujął moją dłoń i poprowadził do ogrodu. Nie chciałam z nim przebywać sam na sam, jednak nie mogłam nic zrobić. Nagle Erza uderzyła demona. Byłam zaskoczona. Wzięłam głęboki wdech i poszłam do Levy. Miałam nadzieję, że już się obudziła. Weszłam do środka i zobaczyłam jak Levy próbuje wstać.  Od razu podbiegłam do niej i jej pomogłam. Powoli wyszłyśmy na dwór. Usiadłyśmy pod drzewem.
-Jak tam u ciebie Lucy?
- Można powiedzieć ,że całkiem dobrze.
Zaczerwieniłam się na samą myśl o wczorajszej nocy. Pragnęłam, by Natsu został, jednak mieszkałam tu na tyle długo, by wiedzieć ,że z Erzą się nie dyskutuje.
-Lu-chan, co myślisz o wydarzeniach w mieście.
- Żałuję ,że nie przyszłam wam z pomocą wcześniej.  Jestem jednak zbyt słaba.
- Nie obwiniaj siebie za to co stało się w Magnolii.
Nagle poczułam ,że jest mi zimno. Kiedy się odwróciłam, zobaczyłam Gray'a.Uśmiechał się. Usiadł między nami i spytał:
- O czym rozmawiacie?
Byłam na niego zła,  wręcz wściekła. Naprawdę chciałabym, aby Natsu był tutaj.Nie wiem jak wytrzymam cały tydzień.
- O niczym, Gray.
- W porządku.  To ja idę jakbyście coś chciały, wołajcie.
Westchnęłam. Naprawdę nie wiedziałam jak wytrwam ten tydzień.
      Wieczorem ktoś zapukał do drzwi domu. Jako, że byłam w bibliotece,  wstałam i otworzyłam drzwi. Kiedy zobaczyłam, kto za przede mną stoi, cofnęłam się. W progu stał Gajeel wraz z Juvią. Moje zaskoczenie odebrało mi mowę, jednak po chwili powiedziałam:
- No proszę, kogo moje oczy widzą. Po co przyszliście?
Chłopak spuścił głowę i skruszonym głosem odpowiedział:
- Chcielibyśmy dołączyć do Fairy Tail.
- Musicie tu zaczekać.
Poszłam do pokoju Erzy i zawołałam ją.  Kiedy zobaczyła Gajeel'a i Juvie, zaniemówiła.
Demonica nie zapomniała i dobrym wychowaniu i wypuściła ich do środka. Pół nocy zajęło mi i Erzie podjęcie decyzji w sprawie moich byłych oprawców. Postanowiłyśmy, że damy im szanse na poprawienie się.

******************************************

 Szedłem z uśmiechem na twarzy.  W końcu minął tydzień odkąd byłem w domu. Cieszyłem się na myśl, że znów przytule Lucy. Zanurze twarz w jej włosy, a jej aura wypełni mój pokój. Sama jej obecność przyprawia mnie o szybsze bicie serca. Naprawdę się zakochałem. Gdyby Igneel mnie  teraz zobaczył na pewno uśmiałby się. Właśnie, Igneel, mój ojciec. Już prawie o nim zapomniałem. Pamiętam jedynie jego uśmiech,  silne ramiona i rady, które mi dawał. Zawsze powtarzał mi bym szedł za głosem serca. Westchnąłem. Nie zauważyłem nawet, kiedy znalazłem się na podwórku. Z jeszcze większym uśmiechem wszedłem do domu. W środku zauważyłem Gajeel'a i Juvie. Myślałem ,że to jakiś zły sen, jednak to była prawda.  Już miałem rzucić się na intruzów,  kiedy ktoś przytulił mnie. Spojrzałem sie w dół i zobaczyłem Luce. Od razu porzuciłem zamiar bicia się z żelazem i wodną kobietą. Odwzajemniłem uścisk. Po chwili spytałem się:
- Luce, co oni tu robią?
- Natsu,  oni są w Fairy Tail, tak samo jak ja.
Blondynka uśmiechała się od ucha do ucha. Nie wiedziałem skąd zna Fairy Tail, ale nie obchodziło mnie to. Szczęśliwa pokazywała swoją prawą dłoń, na której widniał różowy symbol.




 W sumie to ta część ma 1534 słowa. Heh ma prawie trzy razy więcej niż poprzednia część. Hmm tą część dedykuje Patrycji, Sandrze, Paulinie, która w piątek o mało mnie nie zabiła za niedodanie 6 części.  Myślę ,że w tym tępie w jakim pisze nastepna część będzie najpóźniej w środę

piątek, 22 maja 2015

Demoniczne Fairy Taiczęść 5

       Nie wytrzymałam. Mój płacz rozniósł się pomiędzy ruinami. Erza niemiłosiernie prowadziła mnie na skraj lasu. Łzy, mój płacz i otaczające mnie zgniłe ciała mieszkańców,  zaczęły mnie przytłaczać. Szłam za Erzą myśląc wyłącznie o Natsu. Kiedy odchodziłam, chłopak miał miecz w brzuchu. Nagle potknęłam się o coś. Spojrzałam w dół i zobaczyłam swoją najlepszą przyjaciółkę.
- Levy !
Dziewczyna powoli otworzyła oczy. Moje łzy rozpaczy przemieniły się w łzy ulgi. Levy wstała i przytuliła mnie. Chciałam wiedzieć wszystko o wydarzeniach,  które zzdążyły się w miescie, jednak widząc stan w jakim była dziewczyna,  porzuciłam ten zamiar. Pomogłam jej wstać. Erza zaprowadziła nas na polanę,  na której wcześniej spędziłam czas z Gray'em. Oparłam Levy o drzewo i własną koszulą zatamowałam krwawienie.

  **************************************
       
        Poczułem ból. Spojrzałem w dół i zobzobaczyłem,  że Gajeel wbił mi miecz w brzuch.  Odwróciłem wzrok w stronę Lucy. Jej blond włosy właśnie zniknęły zza rogiem. Chciałem jej wszystko powiedzieć,  jednak nie miałem na to czasu. Miałem już dość.  Wyjąłem miecz i zaatakowałem. Zaskoczony Gajeel nie mógł zrobić uniku. Uderzyłem go w klatkę piersiową i kopnąłem w żebra. Usłyszałem dźwięk łamanych kości. Byłem cały napalony. Pragnąłem pomóc Lucy. Bezmyślnie zadawałem swoje ogniste ciosy. Mój gniew przysłonił mi zdrowy rozsądek. Uspokoiłem się dopiero wtedy, kiedy Gajeel zablokował moją ognistą pięść.  Nie mogłem przegrać.  Mój ogień rozszedł się po moim ciele. Czułem przypływ mocy. Znowu zaatakowałem, jednak tym razem każdy mój ruch był przemyślany.
      Po wyczerpującej walce z żelaznym demonem, upadłem. Obok mnie leżał nieprzytomny Gajeel. Byłem tak wykończony, że nie mogłem się ruszyć. Jedyne o czym myślałem to, czy Lucy jest bezpieczna? Miałem nadzieję, że tak. W końcu była z Erzą.

************************************

     Dziewczyna przede mną wydawała mi się dziwna. Wokół niej padał deszcz. Mamrotała coś pod nosem sama do siebie. Nie chciałem jej krzywdzić, ponieważ było mi jej żal. Nagle powiedziała:
- Jeśli oddacie nam Lucy Heartfilię nie zrobimy wam krzywdy.
Widziałem,  że dziewczyna była niezdecydowana. Juvia zarumieniła się i odwróciła do mnie tyłem. Byłem zaskoczony reakcją demonicy. Przeczesałem ręką włosy. Skoro nie chce walczyć,  to sprawdzę jak tam u Lucy. Odwróciłem się i ruszyłem na polanę,  gdzie byłem wcześniej z blondynką.
      Między drzewami dostrzegłem Erze, Lucy i jeszcze jedną dziewczynę. Postanowiłem podsłuchać ich rozmowę.

******************************************

 - Czujesz się lepiej,  Levy?
Niebieskowłosa przytaknęła i uśmiechnęła się. Dziewczyna była blada jak ściana. Miała liczne siniaki na rękach.  Najwyraźniej z trudem przeżyła. Byłam zła na siebie za to, że nie przyszłam im pomóc wcześniej.
-Levy wiem, że to dla ciebie zbyt wielki szok, ale mogłabyś powiedzieć nam co zdarzyło się w mieście?
Dziewczyna wzięła głęboki wdech. Widziałam jak myśli o odpowiedzi. W końcu się zdecydowała.

                  Opowieść Levy
   Dwa dni po tym jak wyruszyłaś w poszukiwaniu pomocy, demony zmieniły warunki. Zamiast pieniędzy, chciały ofiar z ludzi. Mieszkańcy buntowali się jakiś czas, jednak kiedy Gajeel na naszych oczach zabił burmistrza, przestali. Ciało dziadziusia rozerwało się na pół. Narządy wewnętrzne rozwaliły się po całym placu. Szkarłatna krew poplamiła nasze ubrania, ściany budynków i okoliczne stragany. Każdy w promieniu 200 m zatkał nos. Smród zmasakrowanego ciała roznosił się po placu. Demon oderwał ręce i głowę. Później porzucił ciało burmistrza,  po czym krzyknął:
- Co tydzień jeden z was zginie. Dzieci będą ginąć codziennie. 
Wszyscy byli oburzeni. Niewinne dzieci miały ginąć,  bo demony tak chciały. Nie minęło pięć minut, kiedy wszyscy dorośli wzięli broń i ruszyli do walki. Wściekłe demony urządziły ,, polowanie". Zabijały każdego.  Rozwalały budynki, niszczyły wszystko. Po rzezi jaką zrobiły nie chciałam przebywać w mieście. Przeżyły tylko trzy osoby. Ja, Jet i Droy.
      Wychodząc z ukrycia natknęliśmy się na Gajeel'a. Bardzo szybko zabił chłopaków. Podszedł do mnie i przystawił mi miecz do szyi. Panikowałam. Nie mogłam złapać tchu. Demon wbił mi nóż w brzuch i pozostawił mnie na pastwę losu.

środa, 20 maja 2015

Opowiadania

Teraz z innej beczki. Moje wcześniejsze opowiadania. :)


                 Dar Życia
 
       Za oknem liście drzew spadały na ziemię, a ptaki kończyły śpiewać. Jak zwykle wstałam z opóźnieniem. Powlokłam się do zniszczonej kuchni. Farba ze ścian już wieki temu poodchodziła. Podeszłam do rozpadającego się stołu i usiadłam na krześle. Nie chciałam iść do pracy. Miałam już dość brudu i głodu panującego w szpitalu.  Zapach śmierci rozciągał się po całym mieście. Odkąd zaczęła się wojna, nieustannie nas bombardowali.
       Kiedy wyszłam z domu, jesienne powietrze owiało moją twarz. Ruszyłam w stronę szpitala z wielką niechęcią. W połowie drogi rosyjscy żołnierze zatrzymali obywateli i kazali pokazać dokumenty. Wyjęłam z torebki starannie schowane papiery. Kiedy jeden z oficerów podszedł do mnie,  dumnie pokazałam swoje dane. Wyrwał mi je z ręki, spojrzał na mnie i podarł, wołając:
- Od dziś nie przepuszczamy pielęgniarek i lekarzy ! Jeśli spotkamy kogokolwiek z wymienionych przeze mnie osób,  rozstrzelamy ich, a zaczniemy od teraz.
Zamknęłam oczy, kiedy oficer wyjął pistolet i skierował w moją stronę. Nacisnął spust. Nie czułam bólu, w zasadzie nic nie czułam.  Otworzyłam oczy i zauważyłam pod moimi stopami mężczyznę. Teraz wszystko było jasne,  nie byłam ranna. Zirytowani żołnierze odeszli,  a ja nie mogłam się ruszyć. Dopiero, gdy jeden z przechodniów dotknął mojego ramienia,  doszłam do siebie. Nieznajomy pomógł mi podnieść rannego i zanieść go do mojego domu.
      Położyłam mężczyznę w swoim łóżku i rozcięłam mu koszulę, by wyjąć kulę. Na szczęście w domu zawsze trzymałam narzędzia chirurgiczne. Nie raz ich potrzebowałam. Obywatele ranni podczas patrolu przychodzili do mnie i prosili o pomoc.  Z myślami pełnymi obaw o funkcjonowanie szpitala wyjęłam kulę i odłożyłam ją na szafkę.  Zabandażowałam mu ramię i wyniosłam bandaże nasiąknięte krwią do łazienki.
     Przez kolejne trzy dni opiekowałam się nieznajomym. Zmieniałam mu opatrunki i pilnowałam, by gorączka nie była zbyt wysoka. Pewnego wieczoru,  już po patrolu,  mężczyzna obudził się.



                     Zew Krwi
    Kulę śwuszczały nad moją głową. Moi koledzy skuleni pod oknem rozglądali się pustym wzrokiem po pomieszczeniu. Pragnąłem być znowu w domu z rodziną. Tęskniłem za bratem i wiecznie zmęczoną matką. Potężny huk wyrwał mnie z wizji domu. Spostrzegłem, że moi koledzy wycofują się. Podażyłem za nimi na tyły budynku. Na ulicy znaleźliśmy właz do kanalizacji i wskoczyliśmy do niej.
      Przez cały dzień błądziliśmy, prowadzeni przez nikłe światło latarki. Wieczorem wyszliśmy obok cmentarza. Niestety rosyjscy żołnierze przechodzili nieopodal i zauważyli nas. Zaczęli strzelać. Wszyscy moi koledzy kończyli żywot w strasznych męczarniach. Rosyjscy żołnierze, znudzeni marnym przedstawieniem, odeszli, ziewając. Wstałem i obiegłem wzrokiem rannych. Nikt nie przeżył. Postanowiłem więc wrócić do Koszyna.
     Głodny, spragniony,  brudny i obdarty wszedłem do rodzinnego miasta. Wszyscy odsuwali się ode mnie. Nie dziwiłem się. Jednak pewien mężczyzna zatrzymał się , złapał mnie za rękę i poprowadził w stronę rynku. Po godzinnej wędrówce weszliśmy do ciemnej kamienicy. Na ślepo podążałem za nieznajomym. Na końcu korytarza mężczyzna zapukał do pięknie rzeźbionych drzwi. Otworzyła nam młoda kobieta.  Skinieniem głowy zaprosiła nas do środka. Zmęczony i głodny usiadłem na krześle. Później zemdlałem.
      Kiedy się obudziłem,  zobaczyłem pochyloną nade mną kobietę. Po paru sekundach ból wczorajszej nocy wrócił ze zdwojoną mocą. Pielęgniarka była brunetką o zielonych oczach. Wydawała się życzliwa i opiekuńcza. Próbowałem wstać,  jednak moja rana była zbyt duża. Znowu oślepłem na chwilę, a z oddali usłyszałem zmęczony głos kobiety:
- Nie ruszaj się.  Max, przynieś mi zimną wodę w misce.
Pielęgniarka przyłożyła mi zimny kompres do czoła i odeszła. Przez pięć minut widziałem tylko ciemność. Później zacząłem widzieć kolory i kształty. Wreszcie odzyskałem wzrok. Pierwsze, co zobaczyłem, to zegar. Był duży,  najprawdopodobniej z dębu. Rozejrzałem się po pokoju i uświadomiłem sobie,  że wojna odcisnęła swoje piętno na życiu obywateli Koszyna. Powoli wstałem z łóżka i zacząłem szukać kuchni.


                   Niespodzianka
     Szkarłatna krew spływała wzdłuż moich pleców. Pod prysznicem stałam jakieś dwie godziny i nadal porządnie nie umyłam włosów.  Dzisiejsze zlecenie miało być jedynie wesołym spacerkiem z bronią. Jednak to na pozór łatwe zadanie przerodziło się w rzeź. Jutro na nowo będę musiała odnaleźć Sebastiana Smitha.
     Po wyjściu z łazienki od razu wsunęłam się pod kołdrę. Położyłam dłoń na pistolecie i zamknęłam oczy. Mój spokój trwał zaledwie kilka sekund, gdyż usłyszałam otwieranie okna. Wstałam i z bronią przekradłam się do kuchni.Na środku, obok stołu,  spostrzegłam sylwetkę mężczyzny.  Powoli uniosłam rewolwer,  całując w intruza. Nagle ktoś wytrącił mi pistolet z ręki i złapał za szyję. Drugi nieznajomy zapalił światło i podszedł bliżej. Mężczyzna miał ciemnobrązową rozwianą czuprynę, hiphipnotyzujące brązowe oczy i zgrabny nos. Otworzyłam szeroko oczy, bo uświadomiłam sobie,  że to jest Sebastian. Nie mogłam pojąć, jak mnie znalazł. Byłam bardzo ostrożna,  jeśli chodzi o zostawienie śladów.  Palce drugiego mężczyzny zacisnęły mi się na szyji, przypominając o miom fatalnym położeniu. Sebastian położył mu rękę na ramieniu i powiedział:
- Chcę ją żywą,  Max.
Chłopak rozluźnił uchwyt. Wykorzystałam to i uwolniłam się. Sięgnęłam po broń i wycelowałam. Max zaklął, a Sebastian wpatrywał się we mnie zaskoczony. Powoli przesunęłam się w stronę drzwi. Zostały mi dwa kroki do korytarza. Cofnęłam się i pobiegłam do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz i ruszyłam w stronę szafy. Serce tłukło mi jak oszalałe. Wiedziałam,  że moja ,, blokada" długo nie wytrzyma. Wsunęłam czarne spodnie i włożyłam ciemnobrązowy sweter. Zarzuciłam czarną bluzę na moje rude włosy i otworzyłam okno. Zabrałam ze sobą plecak z ubraniami i bronią. Wyskoczyłam z tarasu i wylądowałam na miękkiej trawie. Otrzepałam kolana i weszłam w ciemny, zimny i cichy las.

wtorek, 19 maja 2015

Demoniczne Fairy Taczęść 4

    Tą część dedykuję Patrycji i Sandrze ^.^ mam nadzieję, że ta część spodoba się każdemu. Proszę zostawiajcie komentarze


  Obudziłam się na polanie niedaleko miasta.  Obok mnie siedział Gray.  Powoli wstałam. To był błąd. Głowa pulsowała mi niemiłosiernie. Chłopak widząc ,że wstałam uśmiechnął się.Próbowałam wstać. Chciałam jak najszybciej poszukać ocalałych mieszkańców Magnolii. Gray podszedł do mnie i uratował przed upadkiem. W tej chwili nie myślałam o sobie.  Obojętna mi była śmierć. Jedyne czego pragnęłam to uratowanie bliskich. Kiedy chciałam iść, Gray powstrzymał mnie. Z żalem w głosie zapytałam
-Dlaczego nie chcesz bym poszła?
- Obiecałem Natsu, że nie zbliżysz się do miasta. Pamiętaj,  nigdy nie łamie danego słowa.
Chciałam się wyrwać, jednak chłopak naprawdę mocno mnie trzymał. Zrezygnowana usiadłam i tępo patrzyłam w las.
   Po pięciu  minutach bezczynnego siedzenia ukradkiem zaczęłam przyglądać się Gray'owi. Miał niebieskobiałe skrzydła sięgające mu do kolan. Jako jedyny nie posiadał rogów. Chłopak wyczuwając mój wzrok na sobie, odwrócił się. Podszedł do mnie i przytulił. Po chwili ciszy powiedział:
- Wiem co musisz teraz czuć , ale walkę zostaw Natsu i Erzie.
Byłam zła i taka bezsilna.

, W tym samym czasie'

- Natsu, chodź,  znalazłam kogoś żywego.
Podszedłem do Erzy i zobaczyłem dziewczynę o niebieskich włosach. Była bardzo drobna. Wziąłem ją na ręce i powiedziałem:
- Odniosę ją na skraj lasu.
Demonica przytaknęła i ruszyła dalej. Po paru minutach usłyszeliśmy zgrzyt metalu. Przeszliśmy obok gnijących zwłok i skręciliśmy w prawo. Przed nami stał demon o metalicznym kolorze skrzydeł. Miał czarne, długie włosy. Jego oczy przeszywały nas na wylot. Przygotowywałem się na najgorsze. Spojrzałem na dziewczynę stojącą obok. Widać było, że jest zła.
 -Kim  jesteście? - pierwszy odezwał się czarnowłosy. Chciałem coś powiedzieć , jednak ręka Erzy na moim ramieniu powstrzymała mnie.
- Jesteśmy demonami z Fairy Tail. Chcielibyśmy znaleźć osoby odpowiedzialne za tą rzeź w mieście.
Czarnowłosy wyszczerzył zęby i wskazał na siebie. Spojrzałem na niego z nienawiścią. To on dręczył moją ukochaną Lucy. Bylem wściekły. Jak można dla zabawy zniszczyć miasto?Demon z uśmiechem na twarzy rzucił się na Erzę. Dziewczyna podmieniła swoją zbroję i uniknęła żelaznego miecza mężczyzny. Dwa demony biły się w najlepsze , kiedy ktoś zawołał:
- Gajeel,  proszę przestań!
Wszyscy odwrócili głowę w stronę osoby, która krzyczała. Zobaczyłem dziewczynę o ciemno niebieskich włosach.  Wokół  niej zaczął padać deszcz.  Gajeel podszedł do niej i warknął na nią. Dziewczyna zrozumiała ,że nie jest mile widziana. Z za rogu wyłoniła się Lucy.  Za nią biegł zdyszany Gray. Blondynka biegła prosto na mnie.  Złapałem ją i wtuliłem się w jej gęste włosy.  Dziewczyna miała łzy w oczach. Otarłem je i spojrzałem w jej piękne brązowe oczy.  Tą chwilę zepsuł Gajeel,  który wyrwał ją z moich ramion. Lucy próbowała się wyrwać,  jednak nie przynosiło to rezultatu. Wściekły odwróciłem wzrok w kierunku Gray'a i powiedziałem:
- Dlaczego jej nie zatrzymałeś? Miałeś ją chronić!
Chłopak odwrócił wzrok i spoglądał wszędzie oprócz Lucy. Byłem jeszcze bardziej wściekły. Zaatakowałem demona uważając na dziewczynę. Odepchnął ją i krzyknął:
- Juvia, pilnuj jej !

        Widziałam jak Natsu obrywa od Gajeela. Chciałam mu pomóc, jednak Juvia trzymała mnie bardzo mocno. W chwili kiedy myślałam o wyrwaniu się,  Natsu stracił część swojej krwi. Szkarłatna ciecz spływała z ust chłopaka. Jego ubranie było podarte. Liczne rany odsłaniały jego kości. Łzy leciały mi strumieniami. Bałam się stracić wszystkich.  Bałam się samotności. Nagle poczułam szarpnięcie. Odwróciłam wzrok i dostrzegłam Erzę. Demonica uwolniła mnie i zabrała ze sobą. Spojrzałam na Natsu i krzyknęłam:
- Natsu ! Proszę,  uratuj moich bliskich.
Chłopak odwrócił się i uśmiechnął się do mnie. W tym samym czasie żelazny demon wbił miecz w jego brzuch.



czwartek, 14 maja 2015

Demoniczne Fairy Tail część 3

Tą część dedykuję mojej koleżance Patrycji ( zgredkowi, zielonce, jak wolisz) za swoją niecierpliwość :)





Stałam przed drzwiami do pokoju Erzy. Bałam się wejść.Wiedziałam ,że informacje, które zdobyłam od chłopaków nie są wystarczające. Zapukałam. Po cichu weszłam do środka. Pokój Erzy był wypełniony zbrojami. Każda zbroja była inna, unikatowa. Na ścianie wisiało mnóstwo mieczy, łuków, kusz i innych rodzajów broni. Ruszyłam w głąb pomieszczenia licząc na to ,że nie było Erzy w pokoju. Niestety dziewczyna stała obok jednej ze swoich zbroi. Dostrzegła mnie i zawołała:
- Czego dowiedziałaś się od chłopaków na temat ich bójki?
Przełknęłam ślinę i odpowiedziałam:
- Od Graya niczego się nie dowiedziałam. Natomiast Natsu twierdzi ,że bili się i mnie.
Demonica spojrzała na mnie i zaczęła się zastanawiać.  Po pięciu, niewiarygodnie długich,  minutach Erza wzięła złapała moją rękę i ruszyła w stronę balkonu.
        Na zewnątrz było zimno, więc opatuliłam się płaszczem. Demonica podeszła do barierki i oparła się.  Spojrzała na mnie i zapytała mnie:
- Jeśli chodzi o rozmowę z Natsu, co zauważyłaś?
Zastanawiałam się przez chwilę.  Przypomniałam sobie ,że opierał się o ścianę patrząc na zdjęcie, które trzymał w ręku. No tak zdjęcie!  To onie chodziło Erzie.
- Natsu trzymał zdjęcie dziewczyny z białymi włosami.
Dziewczyna przytaknęła mi. Spoglądała w dal rozmyślając. Byłam ciekawa o czym myśli. Podeszłam bliżej i zapytałam:
- Kim ona jest?
Erza odwróciła się w moją stronę. Dostrzegłam u niej cień smutku. Nagle zrobiło mi się jej żal, jednak przypomniałam sobie, że to demonica i powinnam zachować czujność.  Dziewczyna powoli odpowiedziała.- Ta dziewczyna ze zdjęcia to Lisanna. Była przyjaciółką Natsu. Po jej śmierci trzy lata temu wszyscy byli załamani. Jej siostra wraz z bratem odeszli, Natsu coraz częściej zaczynał bójki z Grayem. Lisanna była kimś ważnym w naszym życiu, jednak odkąd Natsu cie uratował widzę ,że zapomniał, przynajmniej na jakiś czas,  o dziewczynie.
 Byłam zaskoczona. Chłopak wydawał mi się pełną życia i energiczną osobą, jednak pozory mylą. Tak naprawdę on jeszcze przeżywał utratę przyjaciółki. Osądziłam ich zbyt surowo. Patrzyłam tylko na wygląd ,a nie na charakter. Postanowiłam wspierać Natsu. Miałam nadzieję, że chłopak będzie taki jak dawniej. Chociaż z drugiej strony czas, który dali mi najstarsi kończył się nieubłaganie. Pozostały mi jeszcze tylko dwa dni. Postanowiłam porozmawiać o tym z Erzą jak najszybciej.
- Mogłabym się o coś spytać?
- Pewnie, mów.
- Chciałabym wiedzieć, kiedy mi pomożecie. Obiecałyśmy sobie coś, a ja nie mam czasu. Zostały mi tylko dwa dni.
Wstrzymałam oddech. Wiedziałam ,że mogłam zdenerwować Erze. Dziewczyna jednak nic nie powiedziała i spoglądała na las przed nami.  Kiedy postanowiłam wyjść,  spod balkonu usłyszałyśmy kłótnie. Obie spojrzałyśmy na dół i zobaczyłyśmy Natsu z Happym. Żadna z nas nie słyszała o czym rozmawiali. Nagle Happy spojrzal się w naszą stronę. Zaskoczone cofnełyśmy się. Zza barierki wyłoniła się uśmiechnięta buzia Natsu.  Chłopak podszedł do nas i powiedział:
- O czym rozmawiałyście?
- O niczym. Natsu, zawołaj Gray'a do salonu!
       Salon był pomalowany na jasno brązowy kolor. Na środku stał wielki stół przyozdobiony tysiącami kwiatów. Słodki zapach unosił wszędzie. Na jednej ze ścian wisiał wielki obraz przedstawiający Erze, Gray'a , Natsu, Happy'ego, Lisanne i jej rodzeństwo. Wszyscy się uśmiechali. Pomyślałam, że demony naprawdę mogą mieć uczucia., jednak te , z którymi miałam wcześniej do czynienia bezwzględnie mordowali wszystkich. Zamyśliłam się i przewróciłam. Kiedy otworzyłam oczy zobaczyłam twarz Gray'a. Chłopak uśmiechał się. Zażenowana próbowałam wstać,  jednak coś mnie powstrzymało. Okazała się to ręka Gray'a. Chłopak przysunął moją twarz do swojej i próbował mnie pocałować. Nagle poderwałam się do góry. Okazało się, że Natsu uwolnił mnie od uścisku ludowego demona. Chłopak postawił mnie na podłodze i powiedział:
- Jeszcze raz jej dotkniesz lodówo , a nogi z tyłka ci powyrywam.
Chłopcy spoglądali na siebie z gniewem w oczach. Erza podeszła do nich i jednym ruchem ręki powaliła ich. Demonica powiedziała:
-  Musimy pomóc Lucy.
Oboje skoczyli na równe nogi i przypatrywali mi się z ciekawością. Czułam się zażenowana.  Demonica kolejny raz zmusiła chłopaków do skupienia uwagi na niej.
- Posłuchajcie uważnie.  Lucy przyszła do mnie i powiedziała mi o swoim problemie. Konkretnie chodzi o jej wioskę , z której pochodzi. Została ona zaatakowana przez inne demony. Lucy jest naszą przyjaciółką, więc pomożemy jej ocalić osadę.  Jakieś sprzeciwy?
Gray spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Widząc to Natsu zacisnął pięść grożąc demonowi. Erza nie zareagowała na nienawistne spojrzenia chłopaków. Wyjęła mapę kraju i poprosiła mnie o zlokalizowanie mojej wioski.  Podeszłam do stołu, wzięłam ołówek i zaczęłam szukać Magnolii. Kiedy odnalazłam moje miasto zaznaczyłam je. Demonica zadowolona zwinęła mapę i wsadziła za pasek od spódniczki.
       Po pół godzinnym locie,  w którym Happy cały czas narzekał, że jestem zbyt ciężka. Myślałam ,że zabije go na miejscu. wylądowaliśmy dziesięć minut drogi od miasta. Resztę trasy przeszliśmy pieszo. Kiedy weszliśmy do Magnolii, przeżyłam szok. Każdy budynek był rozwalony w drobny mak. Ciała moich znajomych walały się wszędzie.  Były w różnym stadium rozpadu.  Niektóre ciała w połowie były zjedzone przez psy, myszy lub inne robactwa. Zamknęłam oczy. Nie chciałam widzieć co się dzieje. Nagle ktoś położył mi rękę na ramię. Odwróciłam się i zobaczyłam Erzę. W jej oczach można było zobaczyć smutek. Znowu zamknęłam oczy. Po moim policzku spływały łzy bólu po stracie bliskich. Nie nawiedziłam tej bezsilności. Chciałam tylko im pomóc. W pewnym momencie do mojego nosa wdarł się straszny smród zgnilizny. Zatkałam nos i przeszłam kawałek uliczki.  Niestety kolana mi zmiękły i upadłam. Ostatnie co pamiętam to twarz mojego sąsiada. Była cała we krwi.

oneshot Nalu ♥

    Siedziałam obok Miry i tępo patrzyłam się w połowie pustą szklankę soku pomarańczowego. Mój nastrój udzielał się również Erzie, która siedziała koło mnie. Na poprzedniej misji Natsu zranił nie tylko mnie, ale i twardą Erze. Słowa, które wypowiedział strasznie bolały. Gray również się naśmiewał, a najgorszy był Happy. Westchnęłam. Nagle poczułam ciepły oddech na swojej szyi. Gwałtownie się odwróciłam i zobaczyłam skruszonego chłopaka. Natsu miał zamiar coś powiedzieć, jednak zmienił zdanie. Przeczesał ręką włosy i powiedział:
- Chciałbym cię przeprosić za moje zachowanie, Luce.
Moje spojrzenie z przybitej owieczki zmieniło się w niczym nie wzruszoną pani profesor. Przeszywałam go wzrokiem. Chłopak był coraz bardziej przygnębiony. Tytania, która siedziała obok, wstała i wyszła z gildii.  Podążałam za nią wzrokiem.  Wiedziałam ,że widok chłopaka przyprawia ją o ból głowy.  Po tym co powiedział,  nie dziwię się jej. Również wstałam,  dopiłam sok i ruszyłam , mijając klęczącego chłopaka,  w stronę wyjścia.  Natsu nawet nie próbował mnie zatrzymać. Cieszyłam się jego decyzją, chciałam być sama. Kiedy doszłam do domu, zaczęłam płakać. Weszłam do pokoju i położyłam się. Nie miałam na nic ochoty. Słowa Natsu rozbijały mi się po głowie.

   ,,- Jaki idiota chciałby tutaj mieszkać? Przecież to kompletne odludzie. Ta osoba musiałaby być kompletnym kretynem.
- Moja mama chciała tu mieszkać- ze łzami w oczach odwróciłam się i pobiegłam jak najdalej od Natsu..
- Lucy?! Zaczekaj! "

 Mimo że Natsu nie wiedział. Jego słowa bolały mnie. Czułam jak ktoś wyrywa moje serce z piersi i na moich oczach rozgniata je. Nie mogłam dłużej patrzeć na chłopaka. Strasznie bolało. Nagle poczułam zimny powiew powietrza. Odwróciłam się i zobaczyłam Natsu, który jak zwykle kucał na parapecie. Wytarłam łzy cieknące po moim policzku. Usiadłam wyprostowana i zapytałam:
- Czego chcesz? Po za tym możesz wchodzić drzwiami?
Chłopak zszedł z parapetu i usiadł obok mnie.  Spuścił głowę na znak skruchy.
- Przepraszam cię Lucy.
Odwróciłam wzrok.  Patrzenie na niego w tej chwili sprawiało mi ból.  Bardzo go lubiłam, jednak dzisiaj nienawidziłam. Natsu złapał mnie za rękę i próbował przytulić. Odepchnęłam go i wskazałam drzwi. Chłopak wstał i wyszedł. Znowu położyłam się , a łzy same płynęły mi po policzkach.
    Następnego dnia obudziłam się przytulona do torsu chłopaka.  Mój zamglony umysł nie wyłapał, że to był Natsu. Kiedy minęła chwila , a ja obudziłam się na dobre,  wykopałam chłopaka mojego łóżka. Natsu przeczesał ręką włosy. Ziewnąl i powiedział:
- Tak mocno to nie musiałaś mnie bić.
Byłam wściekła na niego. Najpierw rani mnie, a teraz  jakby nigdy nic uśmiecha się do  mnie. Chłapak wyczuwając o czym myślę podszedł do mnie i przytulił. Łzy kolejny raz zaczęły spływać po moim policzku. Natsu otarł mi je i delikatnie musnął ręką moje usta.  Nie było to zamierzone,  jednak przeszedł mnie dreszcz. Chłopak wyczuwając to wziął koc i zarzucił go na  mnie. Uśmiechnął się i powiedział:
- Teraz nie zmarzniesz.
Patrzyłam się na jego usta. Były idealne. Nagle nie wytrzymałam i wzięłam jego twarz w swoje ręce i pocałowałam. Zaskoczony chłopak odwzajemnił pocałunek. Wsunął ręce w moje włosy. W pewnej chwili pomyślałam, że nadal jestem na niego zła. Odepchnęłam go. Był naprawdę zaskoczony.  Odwróciłam się i kazałam mu wyjść. Gdyby został jeszcze dłużej na pewno znowu bym go pocałowała. Weszłam do łazienki i podeszłam do lustra.  Na policzkach widniały rumieńce. Moje przyspieszone bicie serca było słychać w całym pomieszczeniu. Nagle do środka wszedł Natsu. Osłupiała patrzyłam jak chłopak podchodzi do mnie. Ledwo usłyszałam jego słowa.
- Luce, naprawdę cię przepraszam.
Podszedł jeszcze bliżej i pocałował mnie. W tej chwili wybaczyłabym mu wszystko.

środa, 13 maja 2015

Heart Rebelion rozdział 1

    Obudziłam się bardzo wcześnie. Przetarłam oczy, wstałam i podeszłam do okna. Otworzyłam je i z westchnieniem , oglądając wschód słońca,  oparłam się o parapet. Cieszyłam się tą chwilą tak długo jak się dało. Pomyślałam, że dzisiaj jest najpiękniejszy wschód słońca jaki do tej pory widziałam. Z moich rozmyślań wyrwał mnie czyjś głos do biegających z dołu.  Wychyliłam się i spojrzałam na ulicę pełną ludzi. Wśród tłumu stała dziewczyna o jasnych włosach. Ubrana była w granatową spódnicę i kremową koszule.  Uśmiechnęłam się do niej i pomachałam jej. 
- Cześć Celeste. Zaraz zejde na dół. Poczekaj na mnie. 
Odwróciłam się i podeszłam do szafy. Wyjęłam z niej pomarańczową bluzkę i niebieską spódniczkę  złotym paskiem. Założyłam czarne buty i wyszłam z domu , wcześniej żegnając sie z tatą. Przeskakiwałam po dwa stopnie schodząc po schodach na ulicę. Kiedy otworzyłam drzwi  przywitał mnie znajomy zapach miasta. Rozejrzałam się dookoła i spostrzegłam Celeste obok wejścia do sklepu z odzieżą. Pomachałam i ruszyłam w jej kierunku.  
        Kiedy szłyśmy ulicą zauważyłam coś dziwnego. Zwykle ludzie idący do pracy nie spinali się i prowadzili luźną rozmowę jednak dziś wszyscy wydawali się spięci. Postanowiłam zignorować ten fakt i skupić się na rozmowie z Celeste. Właśnie omawiała swoje pomysły na moje przyjęcie urodzinowe. Po drugiej stronie ulicy zauważyłam mężczyznę który trzymał miecz. Nie wyglądał na żołnierza, więc zaniepokoiłam się.Niestety myśląc o czyhającym niebezpieczeństwie wpadłam na kogoś. Kiedy podniosła wzrok ujrzałam chłopaka w czarnym płaszczu. Nieznajomy podał mi rękę bym mogła wstać . Kiedy otrzepałam się z kurzu jego już nie było.  Spojrzałam na Celeste. Przyglądała mi się z powagą i irytacją. Posłałam jej przepraszający uśmiech i ruszyłyśmy dalej. Mimo upływu czasu nie przestawałam myśleć o chłopaku , na którego wpadłam. Kiedy dotarłyśmy na plac główny usłyszałyśmy krzyk. Po drugiej stronie placu zaczęła się bójka,  a raczej mała bitwa. Zszokowane stałyśmy na skraju ulicy. Nagle ktoś pociągnął nas do tyłu szepcząc, że tu nie jest bezpiecznie. Szłyśmy za chłopakiem dobre pół godziny kiedy stanęliśmy. Nieznajomy odwrócił się w naszą stronę i powiedział :
- Nazywam się Andre. Wiem ,że to dla was trudna sytuacja, ale proszę zaufajcie mi i podąźajcie za mną. 
Nie czekając na naszą reakcje chłopak wyjął spod płaszcza średniej wielkości czarne pudełko z wyrytymi runami. Od razu wiedziałam co to jest. Był to teleporter. Przeważnie są one chronione i zwykli ludzie nie mają dostępu do niego. Nie wiedziałam czemu Andrew posiada to urządzenie , ale skoro je ma oznacza ,że nie jest zwykłym człowiekiem. Wymieniłam spojrzenia z Celeste. Obie postanowiłyśmy sprawdzić całą tą sprawę i zawiadomić wojsko.  Kiedy tunel się otworzył wstrzymałam oddech. Ande zaprosił nas ruchem ręki do środka. Wzięłam głęboki wdech i powoli weszłam do środka.   
 Kiedy otworzyłam oczy ujrzałam wielką salę. Na środku namalowany był wielki czerwono-pomarańczowy smok. Pomieszczenie było oświetlone pochodniami, więc nie wszędzie było jasno. Miałam wrażenie ,że ktoś mnie obserwuje. Nie myliłam się. Z drugiej strony Smoczej Sali, tak nazwałam to pomieszczenie, wyszedł mężczyzna. Był ubrany w białą koszule, czarne spodnie i czarny płaszcz. Spojrzałam na Celeste i spostrzegłam jej niepokój, mimo to zachowywała zimną krew. Mężczyzna skinął na Andrew, a ten podszedł do niego. Nieznajomy uniósł rękę i spoliczkował chłopaka. Później spojrzał na mnie i na Celeste. 
- Andrew, wiesz doskonale ,że przeprowadzanie osób z zewnątrz jest karalne. Zaprowadź je do cel i przyjdź do mnie .
Spanikowałam. Celeste złapała mnie za nadgarstek i przywołała do porządku. Zawsze podziwiałam jej opanowanie w trudnych chwilach i beztroski uśmiech wtedy kiedy go najbardziej potrzebowałam. Andrew ze spuszczoną głową skierował się w stronę wielkich drewnianych drzwi.  Podążałam za nim potulnie jak baranek. Kiedy zeszliśmy do lochów chłopak odwrócił się gwałtownie.  Podszedł do nas i zaczął przepraszać. Byłam zaskoczona jego postawą jednak wiedziałam ,że w najbliższym czasie nic nie będzie takie jak kiedyś. 
   W celi było zimno i wilgotno jednak Celeste uśmiechała się od ucha do ucha. 
- O czym myślisz?  
- Myślę jak się stąd wydostać. Izzy nie jest ci zimno? Ubrałaś się za lekko jak na mój gust.  Westchnęłam.
Nagle usłyszałam szczęk otwieranych krat. Wstałam i podeszłam do Celeste. Do celi weszli dwaj mężczyźni z mieczami u boku. 
- Macie iść za nami. Nasz przywódca was osądzi. 
Przerażona złapałam Celeste za rękę i spojrzałam na nią. Była opanowana jak zwykle, ścisneła mi nadgarstek na znak bym się uspokoiła. Znała mnie bardzo dobrze, więc wiedziała ,że jestem zdenerwowana.  Niechętnie ruszyłyśmy za strażnikami. Po pięciu minutach marszu w ciemnym , wilgotnym i zimnym korytarzy doszliśmy do drzwi Smoczej Sali. Jeden ze strażników podszedł do nich i je otworzył. Wyczułam gorąco jakie towarzyszyło tłumowi zebranemu w środku. Z duszą na ramieniu ruszyłam za mężczyzną. Obok szła Celeste jak zwykle w takich sytuacjach poważna. Zaprowadzili nas na ławy przed stołem, za którym siedział Andrew i mężczyzna, który go uderzył.  Wstrzymałam oddech , ponieważ przeczuwałam najgorszego. Mężczyzna siedzący obok chłopaka podniósł się i ucieszył zebranych. 
- Zebraliśmy się tu , by ukarać te dwie dziewczyny. Zostały przyprowadzone przez mego brata,  który otrzymał już odpowiednią karę.  
Byłam zaskoczona faktem ,że Andrew to brat przywódcy, a jeszcze dziwniejsze było to, że chłopak cały czas nosił płaszcz. Mimo że siedziałam w sali z tłumem za plecami , czułam się spokojnie. Zaczęłam myśleć o wszystkim co mnie spotkało od momentu wyjścia z domu. Spotkanie tajemniczego chłopaka, walka między wojskiem króla a rebeliantami,  siedzenie w celi , a na koniec osąd. To wszystko wydawało się być snem.
Niespodziewanie Andrew wstał i krzyknął:
- Nie możemy ich ukarać!  Jedna z nich jest wybraną!  
Tłum nagle ucichł do tego stopnia ,że mogłam usłyszeć bicie swojego serca. Byłam zaskoczona tym obrotem spraw. Ludzie zaczęli krzyczeć ,że wybrana nie istnieje i nie ma dowodów ,że to akurat ja. Natomiast Andrew spokojnie spojrzał na brata, przynajmniej tak mi się wydawało,  ponieważ przed oczami przelatywały mi rozmaite obrazy. Nie wiedziałam o co chodzi , ale pojęłam  jedno to na pewno nie są obrazy z przeszłości. Jedynym logicznym wytłumaczeniem  było to , że mam omamy jednak po tym co dzisiaj przeżyłam byłam skłonna uwierzyć we wszystko. Ocknełam się dopiero wtedy kiedy poczułam gwałtownie szarpnięcie. Otworzyłam oczy i zobaczyłam jak Celeste ciagnie mnie w stronę drzwi. Przed nią szedł Andew bardzo pewnym krokiem.  Wyszłyśmy z sali pełnej rozgorączkowanego tłumu.  Szłyśmy za chłopakiem jakieś  dziesięć minut. Nagle Andrew zatrzymał się i wszedł do pokoju po prawej stronie. Ruszyłyśmy za nim. W pomieszczeniu było ciepło, cicho i przytulnie.  Pokuj był pomalowany na jasny zielony dzięki czemu poczułam się bezpiecznie. Usiadłam na krześle i czekałam. Celeste stała za mną z rękami skrzyżowanymi na piersi. Chłopak odwrócił się i ściągnął kaptur.  Pierwszy raz widziałam jego twarz . Był przystojny, miał jasno brązowe włosy,  ciepłe brązowe oczy, i bliznę na prawym oku.  Pomyślałam ,że to musiała być przyczyna noszenia płaszcza.  Nie zwracałam najmniejszejuwagi na tego rodzaju rzeczy.Nagle stanełyśmy przed ogromnymi drzwiami. Wyglądały na solidne i bardzo ciężkie. Razem uchyliłyśmy jedno skrzydło i wsunełyśmy się do środka. Andre złapał nas za koszulki i pociągnął w głąb korytarza , z którego przyszłyśmy. Mrok otaczał nas jak ciepły koc. Moje myśli błądziły wśród wszystkich wydarzeń ,które do tej pory się wydarzyły. Nie mogłam niestety dotrzeć do celu całego tego przedstawienia. W pewnej chwili pomyślałam ,że to tylko kiepski żart.  W pewnym momencie potknełam sie o coś co najwyraźniej było krzesłem.  Andre złapał mnie w chwili kiedy miałam już upaść.  Zawstydzona spuściłam wzrok. Ruszyliśmy dalej.  Nagle wyszliśmy na balkon. Widok był cudowny.  Księżyc oświetlał rozciągający sie przede mną las i polane , na której rosły kwiaty.  Podeszłam do barierki i westchnęłam. Andre podszedł do mnie i obok oparł się o barierkę. Odsunęłam sie od niego i stanęłam obok Celeste. Chłopak poprawił swój kaptur i powiedział :
- Isabel chciałbym abyś jednak przemyślała naszą propozycję...
Andre nie dokończył zdania, ponieważ w tym samym momencie strzała przebiła mu prawe ramię. Podbiegłam do niego i starałam sie mu pomóc.  Chłopak wyjął czarne pudełko i mi je podał.  Celeste również starała się zatamować krwawienie. Wzięłam do ręki teleporter i ustawiłam go na najbliższą wyspę.  Andre zemdlał na moich ramionach. Jakoś go podniosłam i wraz z Celeste przeszłyśmy przez bramę.  

Demoniczne Fairy Tail część 2

      Wyszłam na korytarz i zeszłam ze schodów. Nie zauważona przemknęłam przez główny hol. Otworzyłam drzwi i wpadłam na kogoś. Kiedy spojrzałam  przed siebie,  zauważyłam chłopaka o czarnych jak smoła włosach. Był w połowie nagi , co mnie strasznie frustrowało. Nieznajomy złapał mnie za koszulę i wprowadził z powrotem do domu. Stanął na środku i krzyknął:
-Natsu, chodź do mnie w tej chwili!
Chlopak wyszedł z kuchni i podszedł do nas. Jego oczy zmieniły się z czerwonych na czarne. Nie wiedziałam co to oznaczało,  niedługo miałam się dowiedzieć. Natsu chwycił mnie za koszulę i odsunął na bok. Podszedł bliżej do wpół nagiego chłopaka i powiedział:
- Gray, pozwolił ci ktoś dotykać moich rzeczy?!
Ach tak, więc jestem jego własnością?  Nie wiedziałam o tym. Patrząc na nich domyśliłam się ,że na pewno nie są przyjaciółmi. Natsu uderzył Gray'a. Usiadłam na podłogę i czekałam. Po pewnym czasie zorientowałam się ,że w ogóle nie zwracają na mnie uwagi. Wstałam i po cichu znów próbowałam wydostać się z tego domu ,jednak Gray znów mnie zatrzymał. Chlopak przysunął się do mnie i szepnął mi do ucha:
- Jak chcesz to możesz, być moja. 
Natsu znowu mnie odepchnął. Przewróciłam się i skaleczyłam w kolano. Oni nadal kłócili się o to do kogo należę. Nagle chłopcy przestali na siebie krzyczeć. Do holu weszła demonica o szkarłatnych włosach i spojrzeniu zabójczyni. Przestraszyłam się i skuliłam ze strachu. Dziewczyna podeszła do mnie i przyglądała mi się w skupieniu. Natsu podszedł do nas i zasłonił mnie. Demonica powiedziała:
- Natsu,  odsuń się.  Chcem wiedzieć kogo tym razem przyprowadziliście. 
Chlopak nadal zasłaniał mnie przed spojrzeniem demonicy. Ona walnęła chłopaka i wzięła podniosła mnie jak kociaka. 
- Jesteś całkiem ładna, ale jeśli chcesz przeżyć musisz opuścić ten dom. 
Odetchnęłam z ulgą.  Chociaż jedna z nich myślała logicznie.Postawiła mnie na ziemi. Uradowana faktem, że darowano mi życie ruszyłam w stronę drzwi. To już moje trzecie podejście do opuszczenia tego domu. Otworzyłam drzwi i już miałam wyjść kiedy coś uderzyło mnie w głowę. Jak się okazało był to latający kot.
-Przepraszam cie. Nie wiedziałem ,że ktoś może wychodzić. Po za tym zbliża się noc, więc dzisiaj nigdzie nie pójdziesz. 
Załamałam się. Już trzy razy próbowałam uciec, ale za każdym razem kończyło się to fiaskiem. Zła na kota próbowałam go ominąć i wyjść, jednak Natsu kolejny raz zatorował mi drogę. Łzy spływały mi po policzkach. Wiedziałam ,że każde oznaki słabości mogą przyczynić się do mojej śmierci. Byłam w tej chwili bezradna. Wystarczająco dużo czasu zmarnowałam przebywając tutaj. Chciałam w końcu znów zacząć szukać ,,bohatera" mojej wioski. Pragnęłam, by jeszcze raz uratował mój dom przed demonami. Chłopak przytulił mnie i otarł moje łzy. Następnie zaprowadził do pokoju ,w którym spędziłam trochę czasu. 
          Następnego ranka obudziłam się bardzo późno. Wstałam w mgnieniu oka, zeszłam na dół i kolejny raz próbowałam z tąd wyjść. Czyjaś ręka zatrzymała mnie. Odwróciłam wzrok i zobaczyłam Natsu. Chłopak uśmiechał się od ucha do ucha. Zrobiło mi się lżej na sercu, widząc ten uśmiech, jednak przypomniałam sobie o swojej misji.
-Lucy chciałabyś zostać tutaj?  Ze mną? 
Nie dosłyszałam ostatniego pytania, ponieważ Gray wszedł między nami. Natsu od razu walnął chłopaka. Wiedziałam ,że ich bójka potrwa bardzo długo. Odwróciłam się i wyszłam, w końcu, z domu. 
       Szłam przez las dopiero pięć minut, a już byłam zmęczona. Nagle na mojej drodze stanęła demonica z wczoraj. Uśmiechała się do mnie. Niezadowolona z obecności dziewczyny cofnełam się. Demonica słodkim jak miód głosem powiedziała:
-  Nie idź jeszcze. Zostań z nami jeszcze trochę. Dzięki tobie Natsu znów się uśmiecha. 
Byłam zaskoczona zwierzeniami demonicy. Nie wiedziałam co powiedzieć. Postanowiłam wyjaśnić jej powód, dla którego musze iść 
- Posłuchaj, musze iść uratować bliskich. Ktoś taki jak ty nie zrozumie co czuje. 
- Mylisz się. Ja, Natsu i Gray doskonale wiemy co oznacza bezpieczeństwo bliskich. Jeśli obiecasz, że będziesz z nami żyła przez rok , uratujemy twoich towarzyszy. 
Rozszerzyłam oczy ze zdumienia. Oni naprawdę mogli mi pomóc. Napewno te demony potrafią walczyć. Jednak wizja życia z nimi nie podobała mi się. Chociaż z drugiej strony Natsu nie jest aż taki zły. Podjęłam decyzję niemal natychmiast. 
- Zgoda. Jeśli uratujecie moją wioskę, zostanę z wami. 
Demonica uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Złapała mnie za rękę i zaprowadziła do rezydencji, z której wcześniej próbowałam uciec.
       Przed domem dziewczyny zamurowało mnie. Był to wielki białoczarny budynek. Miał ze trzy piętra. Balkon rozciągał się przez całą długość domu. Jego barierki pokryte były pięknymi niebieskimi różami. Wcześniej nie zauważyłam jak wspaniale wygląda ta rezydencja. Drzwi były ręcznie rzeźbione. Weszłam do środka. Za mną szła demonica. Z głębi holu usłyszałam hałasy. Od razu domyśliłam się, że Natsu i Gray znów się biją. Nagle coś uderzyło mnie w tył głowy. Kiedy odwróciłam się,  zobaczyłam kota. Zła na niego podniosłam go i powiedziałam:
- To znowu ty?! Jeśli jeszcze raz wlecisz na mnie to cie zabije. 
- Aye sir. Tak po za tym mam na imię Happy. 
Kot uśmiechnął się do mnie. Nie mogłam nic mu zrobić, był zbyt słodki 
- Jestem Lucy ty durny kocie. 
Demonica za mną podeszła jeszcze bliżej. Położyła swoją rękę na moim ramieniu i powiedziała:
- Wcześniej się nie przedstawiam, prawda?  Nazywam się Erza. 
Zaskoczona uśmiechnęłam się niepewnie. Upuściłam Happyego na podłogę. Z głębi domu usłyszałam potężny huk. Wraz z Erzą i Happym pobiegłam sprawdzić co się stało.             Wyszliśmy na dwór i zobaczyliśmy ogromną dziurę. W środku znajdował się Natsu. Demonica zawołała go ruchem ręki.  Chłopak podszedł do niej. Erza powiedziała:
- Co to ma znaczyć? Gdzie jest Gray? 
Natsu widząc mnie uśmiechnął się.  Zamiast odpowiedzieć demonicy podszedł do mnie i przytulił. Następnie szepnął:
- Ciesze się ,że wróciłaś.
Kątem oka dostrzegłam , że Erza jest naprawdę zła. Nagle zza rogu wyszedł Gray i powiedział:
- Zabieraj łapy skośnooki od mojej lodowej królowej. 
Natsu bardzo szybko podszedł do niego i przywalił mu . Demonica podeszła do nich i ich rozdzieliła. Wysłała obu chłopaków do swoich pokoi. Następnie poleciła mi bym z nimi porozmawiała. 
       Pokój Natsu był cały czerwony. Różnił się od tego, w którym przebywałam. Chłopak siedział w kącie oparty o ścianę. W ręku trzymał czyjeś zdjęcie. Podeszłam do niego i kucnęłam obok.
- Hej, co tam u ciebie?  
Natsu spojrzał na mnie. W pierwszej chwili w ogóle nie rozpoznawał mnie, jednak później uśmiechnął się do mnie. Wstał , odłożył zdjęcie do szuflady i otworzył drzwi. Do pokoju wszedł Happy. 
- Yo Happy, poznałeś już Lucy? 
Zaskoczona wstałam i powiedziałam:
- Tak Natsu, znamy się. Po za tym o co biłeś się z Grayem? 
- O to z kim będziesz spędzała czas. 
Westchnęłam. Oni naprawdę traktują mnie jak rzecz. Dlaczego nie potrafili przyjść do mnie i się o to spytać. Miałam iść jeszcze do Graya, więc ruszyłam w stronę drzwi. 
- Dobra Natsu,  ja już muszę iść.  Spotkamy się później. 
          Pokój Graya był pomalowany na jasno niebieski. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i nie dostrzegłam chłopak. Pewnie zlekceważył rozkazy Erzy i gdzieś poszedł. Kiedy się odwróciłam, Gray opierał się o zamknięte drzwi. Przewróciłam oczami. Domyślałam się ,że ta rozmowa nie będzie łatwa. Chłopak uśmiechnął się i powiedział:
- Erza cie przysłała prawda?  
Byłam zaskoczona. Gray podszedł do mnie ,wziął moją rękę i poprowadził do szafki. Otworzył ją i odsłonił bym lepiej widziała to co było w środku. W szafie nic się nie znajdowało. Przewróciłam oczami. Gray zaczął się śmiać. 
- Powiedz Erzie,  że niczego się nie dowiedziałaś. 
Chłopak natychmiast wyrzucił mnie za drzwi. 






   Hmm. Na tym zakończę 2 część.  Mam nadzieję,  że to opowiadanie podoba się wam ;) życzę miłego popołudnia 

Demoniczne Fairy Tail cześć 1

     Wiatr szalał między opustoszałymi ruinami miasta. Stałam na środku głównego placu i przerażona wsluchiwałam się w płacz osady. Na niebie kłębiły się czarne chmury. Burza była nieunikniona.
        Mocniej otuliłam się podartym płaszczem. Pierwsze krople deszczu zaczęły spadać na ziemię. Nakryłam głowę kapturem i zaczęłam iść. Wiatr przybierał na sile. Stare, popękane drzewa uginały się. Nie zarażona pogodą szłam dalej. Wiedziałam jedno, muszę znaleźć kogoś kto mi pomoże.  
     Nagle przede mną ktoś stanął. Nie mogłam dostrzec twarzy. Postać ubrana była na  czarno.  Nie zdziwiłabym się, gdyby jego oczy również okazały się czarne. Przestraszona próbowałam się cofać,  kiedy postać ruszyła w moją stronę. Odwróciłam się i zaczęłam biec. Nagle ktoś mnie przewrócił. Kiedy obkręciłam się, zauważyłam człowieka z twarzą wilka. Z pyska ciekła mu ślina. Wzdrygnęłam się. Ciało miał pokryte łuskami. Oczy były koloru czerwonego, a pazury ostre niczym brzytwa. Potwór zamachnął się ręką i w tym samym momencie zakrztusił się krwią. Upadł na mnie tak, że nie mogłam wstać. Słyszałam tylko wiatr, który szumiał w ruinach i kroki. Byłam coraz bardziej przerażona. Nie wiedziałam co tym razem mnie spotka. Potwór ,który na mnie leżał uniósł się do góry. Wypełzłam spod niego,  póki miałam okazję. Ruszyłam biegiem przed siebie, nie chciałam wiedzieć co tym razem tam stoi. Kiedy ktoś złapał mnie za rękę o mało co nie zeszłam z tego świata. Ostatnie co pamiętam to różowe włosy chłopaka. 
     Powoli otworzyłam oczy. Światło wpadło do środka przez ogromne okno. Leżałam na łóżku z czerwoną pościelą. 
 - O , nareszcie się obudziłaś.
Podskoczyłam. Zaczęłam rozglądać się za osobą,  do której należał głos. Po chwili ciszy powiedział:
-Jeśli chcesz się przebrać, to na krześle masz ubrania a łazienka jest obok.  Teraz nie miałam wyboru. Wstałam , wzięłam ubrania i weszłam do środka. 
      Białe kafelki zdobiły ścianę. Podłoga była marmurowa, a żyrandol cały w złocie i kryształach. Nie sądziłam, że w tych czasach może być coś tak ładnego, zawierającego dech w piersiach. Podeszłam do wanny i nalałam gorącej wody do środka. Weszłam do niej i siedziałam tak długo,  jak tylko mogłam. Kiedy wyszłam z wanny, założyłam brązową koszulę,  spódnicę w kratkę i czarne buty. Spostrzegłam lustro i od razu pobiegłam do niego. Ten przedmiot jest rzadkością. Mało kto posiada jego cześć,  nie mówiąc już o całości. Spojrzałam w nie i zobaczyłam w nim dziewczynę o pięknych,  długich blond włosach.  Jej brązowe oczy lśniły niczym diamenty. Wyglądała ślicznie. Pomyślałam,  że to na pewno nie jestem ja. Z wielkim żalem odeszłam od lustra. 
       Powoli otworzyłam drzwi od łazienki i zajrzałam do pokoju.  Na środku stał chłopak o różowych włosach. Pomyślałam, że gdzieś go już widziałam. Wyszłam z łazienki i bezszelestnie podeszłam do chłopaka.
-Kim jesteś?  
Nieznajomy podskoczył i upuścił tacę z jedzeniem. Schyliłam się, by pozbierać potłuczoną porcelanę. Przynajmniej miałam nadzieję,  że to porcelana.  Chłopak nadal stał do mnie tyłem. Nagle kucnął i zaczął pomagać mi zbierać pobite naczynia.
- Co do twojego wcześniejszego pytania, jestem demonem.
Zaskoczona podniosłam wzrok i przyjżałam się dokładniej chłopakowi. Ramiona miał pokryte czerwonymi łuskami, a we włosach znajdowały się małe, czarne rogi. Pod płaszczem schowane miał skrzydła. Uśmiechnęłam się do niego i powiedziałam:
-To ty mnie wczoraj uratowałeś,prawda? 
 Chłopak spuścił głowę. Zauważyłam jego zakłopotanie. Lekko kiwnął, odpowiadając w ten sposób na moje pytanie. 
- Dziękuję.  Jak masz na imię? 
- Natsu. A ty?
Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej.  Wyciągnęłam rękę i powiedziałam:
-Ja mam na imię Lucy. 
Chłopak nieśmiało uścisnął moją rękę. Po chwili wstał i położył na tacy pobite naczynia z resztkami jedzenia. Chłopak wyszedł z pokoju. Rozejrzałam się za czymś,  co można wykorzystać podczas walki. Nic nie mogłam znaleźć. Pomyślałam,  że umrę  tutaj ze świadomością potwornego bólu moich bliskich.