niedziela, 31 maja 2015

Demoniczne Fairy Tail część 8


      Polana obok wodospadu była pełna kwiatów. Słyszałem jak Lucy westchnęła. Widok był nieziemski. Rozłożyłem koc pod wielkim dębęm przy wodospadzie. Wyjąłem zawartość koszyka i usiadłem obok Luce. Przytuliłem ją. Jedliśmy,  śmialiśmy się,  pływaliśmy. Ogólnie dobrze się bawiliśmy. Nawet się nie obejrzałem, kiedy słońce zachodziło. Oglądałem zachód, a Luce wtulona we mnie spała.  Odgarnąłem jej włosy z oczy. Patrząc na słońce przypominałem sobie najszczęśliwsze chwile w moim życiu. Zabawy z Igneelem, poznanie Fairy Tail, narodziny Happyego, przyjaźń z Lisanną, uratowanie Lucy. Może i miałem bardzo mało wspaniałych wspomnień, jednak dla mnie było ich dużo. Demony z góry skazane są na potępienie. Mając Luce przy sobie i  Fairy Tail jestem szczęśliwy. Powoli zasypiałem. Czułem to. Moje oczy robiły się coraz bardziej ciężkie.

, Szedłem przez gęsty, ciemny las. Co chwila potykałem się o korzenie. Jedynie gwiazdy na niebie wskazywały mi drogę. Nie wiedziałem gdzie idę. Równie dobrze mogłem zostać w miejscu,  jednak przeczuwałem, że nie byłby to najlepszy pomysł. W końcu wyszedłem z lasu i znalazłem się na polanie. Na środku stał mężczyzna z różowymi włosami.  Mimowolnie dotknąłem swoich. Zacząłem nasłuchiwać. Nie słyszałem nic, co było bardzo dziwne.  Nagle zza drzew wyłoniła się blondynka. Rozpoznałbym ją wszędzie. Była to Lucy. Chciałem do niej podbiec , jednak ona nie zwracała na mnie uwagi. Czułem się ignorowany. Dziewczyna wyjęła strzałe i posłała ją w stronę chłopaka.  Mój instynkt kazał mi uratować różowowłosego. Zdążyłem go popchnąć na czas. Dzięki temu uniknął śmierci. Coraz bardziej irytowała mnie zmiana w zachowaniu Luce. Chłopak widząc mnie zaniemówił. Pociągnął mnie w głąb lasu. Po pięciu minutowym biegu, zatrzymał się.  Odwrócił w moją stronę i uśmiechnął się. Wyglądał dokładnie tak jak ja. Nie miał tylko rogów i skrzydeł. Chciałem wiedzieć co tu się dzieje.
- Posłuchaj mnie. Co tu do cholery się wyprawia?  Dlaczego Lucy chciała cie zabić?
Chłopak westchnął, osunął się na trawę i smutnym wzrokiem przyglądał mi się.  Po chwili ciszy powiedział:
- Może zacznę od twojego drugiego pytania. Lucy jest Pogromcą Wróżek. Zabija każdego kto ma ten znak na dłoni- chłopak pokazał symbol Fairy Tail- Zabiła już naszego mistrza, Lisanne, Cane i Wendy. Poluje na nas już od dłuższego czasu. Zawsze udaje się nam jakoś uciec,  jednak ona nonstop nas znajduje. Co do pierwszego pytania, jesteś w Edolas.
Myślałem ,że się przesłyszałem. Jestem w krainie , w której moja Luce chce mnie zabić. Nie ogarniam tego. Wierzę, że to nie prawda.  Przestraszyłem się.  Moje demoniczne moce nie działały.  Byłem przestraszony. Zszokowany usiadłem na trawie. Tępo patrzyłem się na swoje buty. Nie mogłem uwierzyć.  Mimo, że powtarzałem sobie ,że to sen to wszystko było takie realne. Mój sobowtór, a raczej ja sam, znów pociągnął mnie za sobą.  Po godzinnej wędrówce doszliśmy do wielkiego budynku z symbolem Fairy Tail.
    Kiedy wszedłem do środka, zamurowało mnie. Wszyscy moi przyjaciele byli znów razem.  Nie wierzę ( wiem mówię to już kolejny raz, ale to jest takie nieprawdopodobne ). Oprócz osób ,które zginęły z rąk Lucy, wszyscy tu byli. Niespodziewanie do środka weszła Luce. Uniosła łuk i zaczęła strzelać jak do zwierzyny łownej. Rozejrzałem się po sali. Każdy był martwy, oprócz mnie i mnie. Różowowłosy schował się za ladą. Stałem jak kretyn na środku sali czekając na śmierć. Dziewczyna wycelowała, i wypuściła strzałę. Myślałem ,że zginę. Nie potrafiłem zrobić uniku. Nie mogłem nic zrobić.  Nagle przede mną stanęła białowłosa dziewczyna o niebieskich oczach.  Zasłoniła mnie. Moje serce zabiło mocniej. Tą dziewczyną była Lisanna. Z tego co wiedziałem tutejsza wersja Lis nie żyje, więc oznacza to ,że moja przyjaciółka żyje.  Byłem szczęśliwy. Przypomniałem sobie o Pogromczyni i ruszyłem do wyjścia. Biegłem wraz z Lis i sobą przez las. Drzewa groźnie na nas spoglądały. Wyczuwałem bardzo napiętą, mroczną i straszną aurę. Byłem przestraszony.  Myśli obijały się w mojej głowie.  Nie wiedziałem co mam myśleć,  zrobić. Skoro Lisanna żyje, to czy moje uczucie do Luce było fałszywe?  Co jeśli to prawda?  Co jeśli tu zginę bez poznania prawdy?  Co jeśli Igneel patrzy na mnie? Czy moje wybory były słuszne?  Czy śmierć uwolni mnie od piętna bycia demonem?  Czy chciałbym zginąć z rąk Luce? Czy zasługuje na śmierć?  Dlaczego obdarzono mnie uczuciami,  które teraz mogą mnie zabić?  Dlaczego w ogóle jeszcze żyje?  Czy mam być wsparciem dla innych?  Te wszystkie pytania męczyły mnie. Nie znałem na nie odpowiedzi, dlatego strasznie mnie irytowały. Nie chciałem ich słuchać,  jednak one nie przestawały mnie dręczyć. Nie nawidziłem samego siebie. Przez moją nieuwagę potknąłem się o korzeń.  Ręce i kolana miałem zdarte. Krew sączyła się z ran, brudząc moje ubrania. Rozejrzałem się. Nigdzie nie było widać Lisanny i mnie. Zza drzew wyszła blondynka. Miała obłęd w oczach.  Przestraszyłem się jej. Wyjęła nóż i usiadła na mojej piersi. Przesunęła krawędzią noża po mojej szyi. Następnie zaczęła nacinać inne widoczne miejsca. Krew lała się strumieniami. Czułem ,że słabne od utratu krwi. Niespodziewanie blondynka szepnęła mi do ucha:
- Zawsze cię kochałam,  jednak ty wybrałeś tą białowłosą. Właśnie za to teraz cie nienawidzę.  Zginiesz z tą świadomością.
Oblizała nóż z mojej krwi. W tej chwili ostrze lśniło w zachodzącym słońcu.  Uniosła je do góry i wbiła mi je w serce. Czułem jak moja świadomość powoli znika. Zamknąłem oczy i starałem się zapomnieć. Czerń powoli pochłaniała mnie. Mrok wołał mnie. Pod oczmi migały mi obrazy z dzieciństwa. Dużo rzeczy już pozapominałem. Zobaczyłem Igneela. Łzy kapały mi po policzku. Odkąd pamiętam, zawsze chowałem emocje. Nigdy nie pokazywałem ich w nadmiernych ilościach. Nagle znalazłem się w otchłani. Wszędzie było ciemno. Słowa Lucy odbijały się echem ,, Zabiję cię ". Co ja jej takiego zrobiłem?  Teraz było już za późno na wyjaśnienia. Umarłem. Moja dusza trafiła do piekła. Moje ciało zostało w Edolas,  gdzie zgnije na oczach Lucy, która będzie tańczyć z radości. Jej oczy zdradzały jej stan. Była obłąkana.
   
       Ktoś mnie szarpał. Otworzyłem oczy i zobaczyłem lodówę. Szybko usiadłem i zacząłem się rozglądać. Chciałem wstać jednak nie mogłem. Miałem złamaną nogę. Zdziwiłem się. Byłem tam gdzie zasnąłem.  Niedaleko wodospadu Kali. Pamiętałem, że ze mną była jeszcze Luce. Niestety nigdzie jej nie wiedziałem. Spojrzałem się na Gray'a i zapytałem:
- Co się stało?
- Naprawdę nic nie pamiętasz? Rany jaki z ciebie kretyn. Porwali Lucy, a ty dałeś złamać sobie nogę.
Porwali ją?  Przecież ona spała obok mnie. Westchnąłem. Cieszyłem sie z tego ,że to co przeżyłem to tylko sen. Natomiast byłem zły na siebie,  za to ,że pozwoliłem porwać Luce.
- Może byś się tak ubrał gołodupcu?
- Co? Gdzie? Jak? Kiedy?
Demon zaczął szukać ubrań. Dawno tego nie robił. Odkąd dołączyła do nas Lucy, zapomniał o swoim nawyku. Jednak ostatnio jego uzależnienie powróciło. Na samą myśl o tym ,że będę miał pretekst do bójki z nim, uśmiechnąłem się. Po chwili Gray podszedł do mnie i pomógł mi wstać. Pokuśtykałem do dużego kamienia i usiadłem na nim. Przeczesałem ręką włosy i powiedziałem:
- Jak porwali Luce?
Lodowy demon westchnął. Szkoda ,że dłużej nie myśli,  mógłbym wtedy dojść do domu. Jak ja lubię się drażnić z ludźmi. W końcu lodówa odpowiedział:
- To było jakieś trzy godziny temu. Przyszedłem nad wodospad poszukać Lucy, znaczy się was. Znalazłem ją,  znaczy się was, na kocu przy dębie. Chciałem ją obudzić,  to znaczy was, i wrócić do domu, ale ktoś mnie uderzył. Odwróciłem się i zobaczyłem trzech ludzi. Niespodziewanie zaatakowali mnie. Próbowałem bronić siebie i Lucy, to znaczy mnie i was. Starałem się, jednak oni zabrali ją, a tobie złamali nogę.
Myślałem nad tym całym zdarzeniem. Kto mógł ją porwać?  Przecież to miejsce znają tylko członkowie Fairy Tail. Może ktoś z wewnątrz to zrobił?  Może mamy szpiega? Wątpiłem w to, jadnak to najrozsądniejsze wyjaśnienie. Szpieg mógł dowiedzieć się o człowieku w gildii. Było to zabronione. Musiałem ją w to mieszać?  Gdyby tylko nie miała znaku Fairy Tail na ręce, może wypuściliby ją. Niestety teraz na pewno może zginąć. Człowiek z znakiem gildii jest w wielkim niebezpieczeństwie. Spojrzałem na Gray'a i dostrzegłem smutek w      Kiedy dotarliśmy do gildii, zobaczyłem wszystkich.  Byłem tak zaskoczony, że omało się nie przewróciłem. Niektóre elementy z mojego snu zaczęły się iścić. Nie wróżyłem kolorowej przyszłości. Jeśli mój sen chociaż w połowie się spełni to Fairy Tail przestanie istnieć. Niespodziewanie podeszła do mnie Mirajane i z uśmiechem na twarzy przywitała mnie. Bylem zaskoczony, przez te dwa lata zmieniła się.  Jej włosy urosły, w oczach nie było już smutku,  a jej zachowanie zmieniło się. Zaczęła się uśmiechać. Stanąłem na złamanej nodze i skrzywiłem się z bólu. Wszyscy chcieli wiedzieć jak złamałem nogę,  jednak ja nie chciałem mówić. Wolałem poczekać, aż moja noga się zrośnie i pójść uratować Lucy. Wiedziałem, że noga będzie zrastać się całą dobę, więc pokuśtykałem do swojego pokoju. Nadal był czysty, pachniał miodem i różą. Zapach Luce.

, Lucy '

     Otworzyłam oczy i zobaczyłam nad sobą chłopaka o niesamowicie jaskrawych fioletowych włosach. Jego złowrogi uśmiech nie wrużył nic dobrego. Pomieszczenie , w którym znajdowałam się było kompletnie puste. Nie było w nim żadnych mebli. Kolor ścian przyprawiał mnie o mdłości. W dodatku ten smród,  który unosił się w celi. Poślizgnęłam się. Jak to wogole możliwe?  Przecież jestem przywiązana. Moje nogi ledwie dotykają podłogi.  Spojrzałam na chłopaka z nienawiścią. Chciałabym znów znaleźć się u boku przyjaciół. Westchnęłam. Fioletowowłosy podniósł bat do góry i zadał mi pięć bolesnych ran. Piekły mnie. Wiedziałam już , że żywa z tąd nie wyjdę. Chłopak pozostawił mnie na chwilę samą. Próbowałam zapanować nad bólem.  Bez skutku.  Nagle przede mną pojawił się rak.Yyyy raczej w połowie. Miał ciało człowieka, a z pleców wystawały mu odnóża raka. Ukłonił mi się i uwolnił mnie. Przetarłam obolałe nadgarstki. Od razu zapytałam:
- Czym jesteś?
- Jestem Cancer, rak. Jestem gwiezdnym duchem. Przyszedłem tu aby cię uwolnić i coś przekazać. Twój naszyjnik posiada klucze do czterech gwiezdnych duchów. Możesz ich używać. Jednak one są uśpione,  ponieważ są zminimalizowane. Musisz je zdjąć.
W tej samej chwili fioletowowłosy przeciął raka na pół.
- Cancer !
Chłopak nie dał mi czasu na płacz po moim wybawcy, ponieważ od razu wziął moje włosy i obciął je. Później znowu przywiązał mnie. Wziął nóż i rysował znaki na moim ciele.  Nie wiedziałam jakie to były znaki,  poniewaz zbyt mocno byłam skoncentrowana na bólu.  Krew spływała po moich nadgarstkach, brzuchu , ramionach, szyi. Potwornie bolało. Wiedziałam ,że długo tak nie dam rady.  W końcu on mnie złamie. Jego szalony błysk w oku mówił mi ,że zabija mnie dla swojej przyjemności. Nagle chłopak przestał. Przysunął swoją twarz bliżej mojej. Musnął swoimi wargami moje usta. Wzdrygnęłam się.Następnie chłopak naciął moją szyję i zaczął delikatnie zlizywać krew. Zbierało mi się na mdłości.  Nie chciałam dłużej tu być. Nagle fioletowowłosy szepnął mi do ucha:
- Chętnie bym się z tobą zabawił, ale mój pan chce mieć cie żywą. Szkoda prawda? Byłabyś taka piękna z martwymi, szklanymi oczami. Pustym wyrazem twarzy. Powiedz mi teraz gdzie znajduje się mistrz Fairy Tail?
Byłam zaskoczona. Mistrz? Niegdy o nim nie słyszałam, ale skoro chcą go znaleźć to nie mogę im pomóc.
- Nawet gdybym wiedziała gdzie on jest, nie powiedziałabym wam.
- Zła odpowiedź.
Chłopak podniósł nóż do mojego serca i zaczął rysować kształt gwiazdy. Bolało.  Zacisnęłam zęby. Musiałam wytrzymać. Wierzyłam, że przyjaciele przyjdą po mnie. W ciągu dwóch godzin fioletowowłosy spytał mnie cztery razy o miejsce pobytu mistrza. Milczałam. Znosiłam ból w ciszy. Chciałam się wyrwać. Chciałam znów zobaczyć słońce, niebo, przyjaciół. Zamknęłam oczy. Byłam wykończona. Straciłam bardzo dużo krwi. Przeważnie ten wariat ją ze mnie zlizywał. Czułam ,że niedługo zwymiotuje. Smród zgnilizny nadal wisiał w powietrzu. Zaczęłam myśleć, że nikogo już nie obchodzę. No bo po co demony miałyby ratować człowieka?  Napewno Natsu zajmuje się czymś innym, nawet o mnie nie myśląc. Chciałam krzyczeć,  jednak co by to dało?  Nic. Nikt mnie nie usłyszy. Jestem beznadziejna. Wolałabym teraz umrzeć, jednak te myśli są jak piękny sen. Na pewno ten psychol nie pozwoli mi umrzeć w spokoju. Chcą wiedzieć gdzie znajduje się mistrz.  Może podam im fałszywe miejsce?  Tak, to dobry pomysł. Chłopak kolejny raz zapytał się mnie o mistrza.
- Mistrz jest w Magnolii.
Fioletowowłosy uśmiechnął się i powiedział:
- Grzeczna dziewczynka.
Narysował mi ostatni znak i wyszczerzył się. Poczułam przeszywający ból. Moje ciało zaczęło się zmieniać. Ręka zaczęła robić się czarna. Na plecach zaczęły rosnąć mi skrzydła, a na głowie rogi. Zamieniałam się w demona.
     Kiedy się obudziłam czułam żądze krwi. Chciałam mordować.  Czyli to tak czuję się Natsu? Podziwiam go za to ,że powstrzymuje pragnienie mordu. Wiedziałam,  że tak naprawdę nie byłam sobą.  Ba pewno nie. Chciałam zabijać,  torturować i ranić.  Mój umysł nie mógł powstrzymać tych instynktów. Był zamglony. Niespodziewanie do celi wszedł fioletowowłosy. Uśmiechał się.  Podszedł do mnie i pocałował.  Następnie szepnął mi do ucha:
- Teraz wyglądasz jeszcze piękniej. Moja własna lalka. Blondynko od teraz należysz do mnie.
Nie potrafiłem się mu sprzeciwić.  Moja dzika strona, strona demona, nie chciała go zranić.  Wręcz przeciwnie chciała go słuchać. Chłopak pociągnął mnie za sobą.  Wyszliśmy na dwór. Wtedy ich zobaczyłam. Całe Fairy Tail przyszło mnie uratować. Natsu walczył najbardziej zawzięcie.  Fioletowowłosy skinął na mnie i powiedział:
- Masz ich zabić.
Nie chciałam tego robić,  jednak przytaknęłam. Weszłam na okno i zaskoczyłam na plac. Wszyscy byli zaskoczeni. Wykorzystałam ich szok i unieruchomiłam ich. Został tylko Natsu. Zaatakowałam go. Unikał moich ciosów. Nagle upadłam , a różowowłosy przytrzymał moje nadgarstki. Później pocałował mnie. Ostatnie co pamiętam to wykrzywiona w złości twarz fioletowowłosego.

, Natsu'

      Lucy zemdlała. Wziąłem ją w ramiona i wyszedłem z zamku. Odbywał się tam istny cyrk. Wszyscy moi bliscy byli nieprzytomni. Lucy ich znokautowała. Nigdy w życiu nie widziałem by ktoś tak szybko pokonał Erze. Nigdy nie widziałem by ktokolwiek ją pokonał. Westchnąłem. Teraz na pewno będę musiał sam ich zanieść do domu. Co za pech.
     W domu połowa moich przyjaciół już się obudziła. Lucy nadal była nieprzytomna. Na jej głowie były różowo czarne rogi, a na plecach miała czarno żółte skrzydła. Była jeszcze bardziej piękna, jeśli w ogóle to możliwe.




Jej w końcu skończyłam. Ta część ma ponad 2200 słów. Znajcie moją litość :). Dedykuję tę część Sandrze Patrycji i Paulinie


2 komentarze:

  1. Rusz tą d***, a nie! CZEKAM DO PIĄTKU Z CZĘŚCIĄ 9 A JAK NIE TO OBERWIESZ!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. 24 years old Systems Administrator II Rycca Brosh, hailing from Clifford enjoys watching movies like Death at a Funeral and Vehicle restoration. Took a trip to Rock-Hewn Churches of Ivanovo and drives a M3. Dowiedz sie tutaj

    OdpowiedzUsuń