środa, 20 maja 2015

Opowiadania

Teraz z innej beczki. Moje wcześniejsze opowiadania. :)


                 Dar Życia
 
       Za oknem liście drzew spadały na ziemię, a ptaki kończyły śpiewać. Jak zwykle wstałam z opóźnieniem. Powlokłam się do zniszczonej kuchni. Farba ze ścian już wieki temu poodchodziła. Podeszłam do rozpadającego się stołu i usiadłam na krześle. Nie chciałam iść do pracy. Miałam już dość brudu i głodu panującego w szpitalu.  Zapach śmierci rozciągał się po całym mieście. Odkąd zaczęła się wojna, nieustannie nas bombardowali.
       Kiedy wyszłam z domu, jesienne powietrze owiało moją twarz. Ruszyłam w stronę szpitala z wielką niechęcią. W połowie drogi rosyjscy żołnierze zatrzymali obywateli i kazali pokazać dokumenty. Wyjęłam z torebki starannie schowane papiery. Kiedy jeden z oficerów podszedł do mnie,  dumnie pokazałam swoje dane. Wyrwał mi je z ręki, spojrzał na mnie i podarł, wołając:
- Od dziś nie przepuszczamy pielęgniarek i lekarzy ! Jeśli spotkamy kogokolwiek z wymienionych przeze mnie osób,  rozstrzelamy ich, a zaczniemy od teraz.
Zamknęłam oczy, kiedy oficer wyjął pistolet i skierował w moją stronę. Nacisnął spust. Nie czułam bólu, w zasadzie nic nie czułam.  Otworzyłam oczy i zauważyłam pod moimi stopami mężczyznę. Teraz wszystko było jasne,  nie byłam ranna. Zirytowani żołnierze odeszli,  a ja nie mogłam się ruszyć. Dopiero, gdy jeden z przechodniów dotknął mojego ramienia,  doszłam do siebie. Nieznajomy pomógł mi podnieść rannego i zanieść go do mojego domu.
      Położyłam mężczyznę w swoim łóżku i rozcięłam mu koszulę, by wyjąć kulę. Na szczęście w domu zawsze trzymałam narzędzia chirurgiczne. Nie raz ich potrzebowałam. Obywatele ranni podczas patrolu przychodzili do mnie i prosili o pomoc.  Z myślami pełnymi obaw o funkcjonowanie szpitala wyjęłam kulę i odłożyłam ją na szafkę.  Zabandażowałam mu ramię i wyniosłam bandaże nasiąknięte krwią do łazienki.
     Przez kolejne trzy dni opiekowałam się nieznajomym. Zmieniałam mu opatrunki i pilnowałam, by gorączka nie była zbyt wysoka. Pewnego wieczoru,  już po patrolu,  mężczyzna obudził się.



                     Zew Krwi
    Kulę śwuszczały nad moją głową. Moi koledzy skuleni pod oknem rozglądali się pustym wzrokiem po pomieszczeniu. Pragnąłem być znowu w domu z rodziną. Tęskniłem za bratem i wiecznie zmęczoną matką. Potężny huk wyrwał mnie z wizji domu. Spostrzegłem, że moi koledzy wycofują się. Podażyłem za nimi na tyły budynku. Na ulicy znaleźliśmy właz do kanalizacji i wskoczyliśmy do niej.
      Przez cały dzień błądziliśmy, prowadzeni przez nikłe światło latarki. Wieczorem wyszliśmy obok cmentarza. Niestety rosyjscy żołnierze przechodzili nieopodal i zauważyli nas. Zaczęli strzelać. Wszyscy moi koledzy kończyli żywot w strasznych męczarniach. Rosyjscy żołnierze, znudzeni marnym przedstawieniem, odeszli, ziewając. Wstałem i obiegłem wzrokiem rannych. Nikt nie przeżył. Postanowiłem więc wrócić do Koszyna.
     Głodny, spragniony,  brudny i obdarty wszedłem do rodzinnego miasta. Wszyscy odsuwali się ode mnie. Nie dziwiłem się. Jednak pewien mężczyzna zatrzymał się , złapał mnie za rękę i poprowadził w stronę rynku. Po godzinnej wędrówce weszliśmy do ciemnej kamienicy. Na ślepo podążałem za nieznajomym. Na końcu korytarza mężczyzna zapukał do pięknie rzeźbionych drzwi. Otworzyła nam młoda kobieta.  Skinieniem głowy zaprosiła nas do środka. Zmęczony i głodny usiadłem na krześle. Później zemdlałem.
      Kiedy się obudziłem,  zobaczyłem pochyloną nade mną kobietę. Po paru sekundach ból wczorajszej nocy wrócił ze zdwojoną mocą. Pielęgniarka była brunetką o zielonych oczach. Wydawała się życzliwa i opiekuńcza. Próbowałem wstać,  jednak moja rana była zbyt duża. Znowu oślepłem na chwilę, a z oddali usłyszałem zmęczony głos kobiety:
- Nie ruszaj się.  Max, przynieś mi zimną wodę w misce.
Pielęgniarka przyłożyła mi zimny kompres do czoła i odeszła. Przez pięć minut widziałem tylko ciemność. Później zacząłem widzieć kolory i kształty. Wreszcie odzyskałem wzrok. Pierwsze, co zobaczyłem, to zegar. Był duży,  najprawdopodobniej z dębu. Rozejrzałem się po pokoju i uświadomiłem sobie,  że wojna odcisnęła swoje piętno na życiu obywateli Koszyna. Powoli wstałem z łóżka i zacząłem szukać kuchni.


                   Niespodzianka
     Szkarłatna krew spływała wzdłuż moich pleców. Pod prysznicem stałam jakieś dwie godziny i nadal porządnie nie umyłam włosów.  Dzisiejsze zlecenie miało być jedynie wesołym spacerkiem z bronią. Jednak to na pozór łatwe zadanie przerodziło się w rzeź. Jutro na nowo będę musiała odnaleźć Sebastiana Smitha.
     Po wyjściu z łazienki od razu wsunęłam się pod kołdrę. Położyłam dłoń na pistolecie i zamknęłam oczy. Mój spokój trwał zaledwie kilka sekund, gdyż usłyszałam otwieranie okna. Wstałam i z bronią przekradłam się do kuchni.Na środku, obok stołu,  spostrzegłam sylwetkę mężczyzny.  Powoli uniosłam rewolwer,  całując w intruza. Nagle ktoś wytrącił mi pistolet z ręki i złapał za szyję. Drugi nieznajomy zapalił światło i podszedł bliżej. Mężczyzna miał ciemnobrązową rozwianą czuprynę, hiphipnotyzujące brązowe oczy i zgrabny nos. Otworzyłam szeroko oczy, bo uświadomiłam sobie,  że to jest Sebastian. Nie mogłam pojąć, jak mnie znalazł. Byłam bardzo ostrożna,  jeśli chodzi o zostawienie śladów.  Palce drugiego mężczyzny zacisnęły mi się na szyji, przypominając o miom fatalnym położeniu. Sebastian położył mu rękę na ramieniu i powiedział:
- Chcę ją żywą,  Max.
Chłopak rozluźnił uchwyt. Wykorzystałam to i uwolniłam się. Sięgnęłam po broń i wycelowałam. Max zaklął, a Sebastian wpatrywał się we mnie zaskoczony. Powoli przesunęłam się w stronę drzwi. Zostały mi dwa kroki do korytarza. Cofnęłam się i pobiegłam do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz i ruszyłam w stronę szafy. Serce tłukło mi jak oszalałe. Wiedziałam,  że moja ,, blokada" długo nie wytrzyma. Wsunęłam czarne spodnie i włożyłam ciemnobrązowy sweter. Zarzuciłam czarną bluzę na moje rude włosy i otworzyłam okno. Zabrałam ze sobą plecak z ubraniami i bronią. Wyskoczyłam z tarasu i wylądowałam na miękkiej trawie. Otrzepałam kolana i weszłam w ciemny, zimny i cichy las.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz