**********************************
To naprawdę poważna sprawa. Myślałem, że ona będzie taka jak ja, jednak nic z tego. Jeśli przeżyje do rana będę szczęśliwy. Rozejrzałem się i zobaczyłem Lisanne. Ubrana była w koszulkę w podłużne paski i krótkie spodenki. Cały czas się na mnie patrzyła. Dopiero teraz spostrzegłem, że nie przywitałem się z przyjaciółką. Non stop zajmowałem się Lucy. Nie miałem dla Liss czasu. Uśmiechnąłem się do niej i podszedłem bliżej. Byłem zaskoczony kiedy dziewczyna rzuciła mi się na szyję. Widziałem łzy w jej oczach. Starłem je. Nagle przypomniałem sobie jak niedawno zrobiłem tak samo Lucy. Lisanna przysunęła się jeszcze bliżej.
- Masz coś w oku.
Wzruszyłem ramionami i dałem jej to coś wyjąć. Kątem oka dostrzegłem Luce. Wyrwałem się z objęć Liss i podszedłem do blondynki. Była na mnie zła, widziałem to w jej oczach. Chciałem przeprosić ją i przytulić, jednak Gray w leciał między mną a nią. Za nim podążała Juvia z tacą pełną ciastek z imieniem gołodupca.
- Gray-sama, proszę spojrzeć. Upiekłam dla pana ciastka. Proszę spróbować.
Byłem w tej chwili na maksa wkurzony. Ja tu próbuje uratować swój związek, a ten kretyn nie umie spławić Juvi. Rany, ale on mnie wkurza. Najchętniej przywaliłbym mu, ale nie mam czasu. Ominołem ten cyrk i zacząłem szukać Lucy. Nigdzie jej nie mogłem znaleźć. Może jest w swoim pokoju? Pójdę sprawdzić. Ale z drugiej strony ona jest na mnie zła. Prędzej zabiłaby mnie niż wysłuchała. Tym bardziej ,że jest teraz demonem i jest ode mnie silniejsza. Postanowiłem w końcu iść do niej. Nie obchodzi mnie czy mnie zabije czy nie.
Przed drzwiami do jej pokoju zatrzymałem się. Wahałem się. Wziąłem głęboki oddech i zapukałem. Odpowiedziała mi cisza. Delikatnie otworzyłem drzwi i zobaczyłem Lucy, która leżała nieprzytomna na podłodze. Podbiegłem do niej i podniosłem ją. Położyłem ją na łóżko. Próbowałem ją obudzić, jednak nie otwierała oczu. Spanikowałem , jednak zaraz powrócił mi zdrowy rozsądek. Wstałem i spojrzałem z góry na Luce. Musiałem zorientować się jaka była przyczyna jej omdlenia. Jej ciało świeciło? Nie to nie ciało, tylko znaki wyryte na nim. Czyli ten rytuał nie zakończył się. Musiałem wezwać Freed'a i Erze. Oni muszą o tym wiedzieć. Kiedy mialem już wychodzić, spostrzegłem cień. Nie należał on do przedmiotów, ale do człowieka. Odwróciłem się i przed sobą ujrzałem. Vincente'a. Uśmiechał się szyderczo. Nie chciałem wiedzieć co kombinuje. Chłopak podszedł do Luce i wziął ją na ręce. Zerwałem się w jej kierunku. Kiedy miałem złapać Vincente za koszule, ten jednak powalił mnie na ziemię. Spojrzał się na mnie jak na robaka, którego może w każdej chwili zgnieść i powiedział:
- Ona jest moją własnością. To ja ją stworzyłem. I tylko ja mam do niej prawo.
Byłem wściekły. Chciałem mu przywalić, jednak nie mogłem się ruszyć. W tej chwili nie mogłem obronić mojej ukochanej. Niespodziewanie do pokoju weszła Lisanna.
- Lis, pomóż Lucy.
Nie mogłem wyjść z szoku kiedy dziewczyna odwróciła się do mnie i powiedziała:
- Ona nie jest warta ratowania, tym bardziej nie zasługuje na twoją uwagę.
Otworzyłem szerzej usta. Nic z tego nie rozumiałem. Lisanna usiadła na mojej klatce piersiowej i pocałowała. Jej usta smakowały jak czekolada. Były tak odmienne od ust Luce. Mimo tego ich zapachy były takie same. Mimowolnie zamknąłem oczy i poddałem się dotykowi Lisanny. Dziewczyna zanurzyła ręce w moje włosy i całowała mnie coraz bardziej łapczywie. Jakby bała się, że zaraz się obudzi i mnie nie będzie. To mogło być możliwe. Może to tylko sen? Może śpię teraz tuląc Luce w ramionach? Chciałbym, aby była to prawda. Chciałem się obudzić we własnym łóżku, a u boku mieć Lucy. Kątem oka dostrzegłem niebieskie latające coś. Jak sobie przypomniałem był to Happy. Dawno go nie widziałem. Ciekawe co robił. Mój latający przyjaciel oderwał ode mnie Lisanne i postawił mnie na nogi. Byłem mu wdzięczny. Uśmiechnąłem się do niego, jednak kot nie podzielał mojego entuzjazmu. Zaplutł łapki na piersi i spojrzał się na mnie i Lisanne groźnym wzrokiem. Przestraszyłem się. Pierwszy raz w życiu bałem się Happiego.
- Jak śmiałeś zdradzić Lucy, Natsu? Nie wybaczę ci tego. I uwierz mi powiem jej to.
Kot odwrócił się i poleciał poszukać blondynki. Nie wiedział jeszcze tego, że jej nie było. Pobiegłem za nim. Weszłam do biblioteki. No tak Happy wiedział lepiej gdzie jej szukać bo właśnie z nią rozmawiał. Nie wierzyłem ona tu była, ale przecież wiem co widziałem w jej pokoju. Może to ? Niemożliwe. To była iluzja. Lisanna stworzyła iluzje by mnie obciążyć i zdobyć dowody na zdradę Luce. Tak to było w jej stylu. Cztery lata temu jak bawiłem się z Levy, ona robiła wszystko by przegrywała i płakała. No i jej się udało. Ona była cały czas o mnie zazdrosna. Nie wiem dlaczego za nią tęskniłem, ale musiałem mieć naprawdę dobry powód. Teraz nie miałem nic. Utraciłem zaufanie Lucy i Happyego. Podniosłem wzrok na blondynkę i z przerażeniem stwierdziłem, że idzie w moją stronę. Serce tłukło mi w piersi jak oszalałe. Mimo, że nie powinienem się bać, nie mogłem wyzbyć się tego zdenerwowania i strachu. Lucy stanęła naprzeciwko mnie i założyła ręce na piersi. Niepokoił mnie sam widok.
- Happy mi powiedział, że całowałeś się z Lisanną. Pomyślałeś chociaż raz o tym jak ty byś się czuł gdybym to ja całowała się z Gray'em?
Zaskoczyła mnie tym pytaniem. Oczywiście na samą myśl o tym gołodupcu chce mi się go pobić, ale co zrobiłbym gdyby on całował sie z Lucy? Na pewno bym go zabił, ale co później? Co z Lucy? Nie myślałem o tym.
- Wiesz nie myślałem w ten sposób.Po za tym chcem ci wszystko wyjaśnić. Jeśli mi pozwolisz.
Nagle usłyszałem dobrze znany mi śmiech. Gray.
- Ty myślałeś? A to dobre. Wiesz chętnie wysłucham twoich wyjaśnień. Chcem wiedzieć dlaczego w taki sposób postępowałeś.
Zacisnąłem pięści. Jeszcze trochę ,a mu przywale. Pożałuje wtedy swoich słów. Kątem oka dostrzegłem, że Lucy kiwa głową i zaprasza nas do środka biblioteki.
Jak zwykle kurz, kurz i jeszcze raz kurz. Czy nikt nie ma zamiaru sprzątać biblioteki? No cóż; mówi się trudno. We trójkę usiadliśmy przy stole. Gray i Luce wyczekujaco patrzyli się na mnie. Wiedziałem ,że muszę powiedzieć im prawdę. O tym co zrobiła Lisanna by mnie pocałować.
- No więc tak: dzisiaj rano szedłem do pokoju, kiedy zauważyłem Lisanne.
- No i na pewno się na nią rzuciłeś.
- Nie przeszkadzaj mi lodówo. No, jak mówiłem szedłem do pokoju i zauważyłem Lisanne. Podszedłem do niej by się przywitać.
- I na dzień dobry ją pocałowałeś. Zgadłem?
- Nie przerywaj mi ! Przywitałem się , a ona powiedziała ,że mam coś w oku. No to dałem to coś wyciągnąć. Nagle zobaczyłem Lucy i podbiegłem do niej, jednak wpadłeś na mnie lodówo a za tobą Juvia. Następnie Lucy mi zniknęła z oczu, więc...
- Poszedłeś do Lisanny i zacząłeś ją całować.
- Jeszcze raz mi przerwiesz, a wylecisz stąd w trybie natychmiastowym. Wracając do mojego opowiadania. Zacząłem cie szukać, Luce. Poszedłem do twojego pokoju i zastałem cie nieprzytomną. Próbowałem coś zrobić, ale nie otwierałaś oczu. Nagle za mną pojawił się Vincente. I zabrał cie, a ja nie mogłem się ruszyć. W tym samym czasie przyszła Lisanna. Poprosiłem ją by cię uratowała, ale tego nie zrobiła. Zamiast tego, pocałowała mnie. I to by było na tyle.
Czekałem na reakcję dziewczyny. Usłyszałem śmiech. Odwróciłem głowę i zobaczyłem gołodupca śmiejącego się na całą bibliotekę.
- Lepszej wymówki nie mogłeś wymyślić? Hahaha co to za wytłumaczenie. Nie masz za grosz wstydu? Najpierw całujesz Lisanne, a później wymyślasz coś zupełnie beznadziejnego. Okłamujesz Lucy. Powiedz jej prawdę.
Nie wiedziałem co powiedzieć. Ja myślałem ,że mi uwierzą. Spojrzałem się na Luce.
- A ty co myślisz?
- Ja nie sądzę żeby to co powiedziałeś było kłamstwem. Wiele rzeczy się zdarzyło, a ty cały czas byłeś przy mnie. Nie wierzę ,że pocałowałeś Lisanne.
Poczułem ulgę. Odzyskałem choć cząstkę tego co myślałem, że utraciłem. Niespodziewanie ktoś objął mnie w pasie. Odwróciłem głowę i spostrzegłem Lisanne. To ona była wszystkiemu winna. Uśmiechała się.
- Nie masz racji blondi. On tak naprawdę kocha tylko mnie. Z tobą się bawił bo byłaś człowiekiem. Teraz kiedy przypominasz imitacje demona, Natsu cie już nie potrzebuje.
Poczułem ucisk w żołądku. Te słowa bolały mnie, nie mówiąc o tym jak musi się czuć Luce. Dziewczynie spływały łzy, widać było , że te słowa ją zraniły. Gray przytulił Luce i starał się ją pocieszyć. Czułem się kompletnie niepotrzebny. Nagle chłopak podszedł do mnie i warknął:
- Idź sobie z tąd. Zabieraj Lisanne i wynoś się. Jeszcze raz zobaczę cie obok Lucy, a zamroże cie na sopel.
Moje serce pękło na tysiąc kawałków. Nie mam już niczego. Mam w prawdzie jeszcze gildie, ale kiedy dowiedzą się od Gray'a to co zrobiłem, nie będę miał życia. Spojrzałem na Lisanne. Nie żebym jej nienawidził, ale w tej chwili wolałbym jej nie znać. Ryszyłem w stronę swojego pokoju. Samotny, bez perspektyw na przyszłe życie. Znów zamknąłem się w sobie, czuje ,że przyszłe dni będą szare i nijakie.
Levy
Właśnie kończyłam czytać książkę, kiedy do mojego pokoju ktoś zapukał. Niepewnie otworzyłam drzwi. Przede mną stał Gajeel. Zaczerwieniłam się. Przeważnie chłopak starał się przeprosić mnie za swoje głupie zachowanie. Dzisiaj również przyszedł z różą. Dał mi ją i wszedł do środka. Usiadł na łóżku i czekał. Nie wiedziałam na co czekał, ale postanowiłam w końcu się odezwać.
- Dziękuję za róże.
Chłopak skinął głową, jakby danie mi kwiatu było najzwyklejszą rzeczą. Zaczerwieniłam się jeszcze bardziej.
- Po co przyszedłeś?
- Chciałem cie przeprosić.
Westchnęłam. Przychodził codziennie po dwa/trzy razy. Miałam tego dość.
- Już ci wybaczyłam. Nie musisz tak często przepraszać.
Nagle Gajeel złapał mnie za rękę i przyciągnął mnie do siebie. Mój oddech stał się dwa razy szybszy. Jego usta wydawały się coś mówić, ale ja nie słyszałam. Czułam napinajace się mięśnie, pod moimi palcami. Siedziałam na jego kolanach. Całkowicie o niego oparta. Chłopak wysunął swoją rękę w moje włosy. Dłużej nie wytrzymam, on musi mnie pocałować. I rzeczywiście musnął moje usta swoimi wargami. Objełam go i zaczęłam mocniej całować. Bardziej przycisnął mnie do siebie. Delikatnie położył drugą rękę na moje plecy. Tą jakże miłą chwile przerwało pukanie do drzwi. Wstałam i poprawiłam opaskę. Następnie otworzyłam drzwi. Naprzeciwko mnie stała Erza. Jej oczy były wręcz czerwone ze złości. Wkurzona demonica zapytała ostro:
- Wiesz gdzie jest Natsu i Lucy?
Byłam zaskoczona. Nie widziałam ich od rana, więc gdzie byli? Za mną stanął Gajeel. Objął mnie i położył mi głowę na włosach. Erza wydawała sie bardzo zaskoczona.
- Nie widziałam ich, Erzo.
Demonica kiwnęła głową i wyszła. Zamknęłam za nią drzwi i odwróciłam się do chłopaka. Gajeel nadal mnie obejmował. Miałam złe przeczucia co do zniknięcia Lucy i Natsu. Chciałam aby ktoś ich odnalazł, jednak szybko o tym zapomniałam. Przed sobą miałam mężczyznę, którego kochałam.
Trochę mi to zajęło, ale jest 10 część.
Mhm... ciekawe... zobaczymy jak ci pójdzie następna część.
OdpowiedzUsuńZrób jakieś rysunki lub obrazki. Prooooszę ^^
OdpowiedzUsuń