środa, 13 maja 2015

Heart Rebelion rozdział 1

    Obudziłam się bardzo wcześnie. Przetarłam oczy, wstałam i podeszłam do okna. Otworzyłam je i z westchnieniem , oglądając wschód słońca,  oparłam się o parapet. Cieszyłam się tą chwilą tak długo jak się dało. Pomyślałam, że dzisiaj jest najpiękniejszy wschód słońca jaki do tej pory widziałam. Z moich rozmyślań wyrwał mnie czyjś głos do biegających z dołu.  Wychyliłam się i spojrzałam na ulicę pełną ludzi. Wśród tłumu stała dziewczyna o jasnych włosach. Ubrana była w granatową spódnicę i kremową koszule.  Uśmiechnęłam się do niej i pomachałam jej. 
- Cześć Celeste. Zaraz zejde na dół. Poczekaj na mnie. 
Odwróciłam się i podeszłam do szafy. Wyjęłam z niej pomarańczową bluzkę i niebieską spódniczkę  złotym paskiem. Założyłam czarne buty i wyszłam z domu , wcześniej żegnając sie z tatą. Przeskakiwałam po dwa stopnie schodząc po schodach na ulicę. Kiedy otworzyłam drzwi  przywitał mnie znajomy zapach miasta. Rozejrzałam się dookoła i spostrzegłam Celeste obok wejścia do sklepu z odzieżą. Pomachałam i ruszyłam w jej kierunku.  
        Kiedy szłyśmy ulicą zauważyłam coś dziwnego. Zwykle ludzie idący do pracy nie spinali się i prowadzili luźną rozmowę jednak dziś wszyscy wydawali się spięci. Postanowiłam zignorować ten fakt i skupić się na rozmowie z Celeste. Właśnie omawiała swoje pomysły na moje przyjęcie urodzinowe. Po drugiej stronie ulicy zauważyłam mężczyznę który trzymał miecz. Nie wyglądał na żołnierza, więc zaniepokoiłam się.Niestety myśląc o czyhającym niebezpieczeństwie wpadłam na kogoś. Kiedy podniosła wzrok ujrzałam chłopaka w czarnym płaszczu. Nieznajomy podał mi rękę bym mogła wstać . Kiedy otrzepałam się z kurzu jego już nie było.  Spojrzałam na Celeste. Przyglądała mi się z powagą i irytacją. Posłałam jej przepraszający uśmiech i ruszyłyśmy dalej. Mimo upływu czasu nie przestawałam myśleć o chłopaku , na którego wpadłam. Kiedy dotarłyśmy na plac główny usłyszałyśmy krzyk. Po drugiej stronie placu zaczęła się bójka,  a raczej mała bitwa. Zszokowane stałyśmy na skraju ulicy. Nagle ktoś pociągnął nas do tyłu szepcząc, że tu nie jest bezpiecznie. Szłyśmy za chłopakiem dobre pół godziny kiedy stanęliśmy. Nieznajomy odwrócił się w naszą stronę i powiedział :
- Nazywam się Andre. Wiem ,że to dla was trudna sytuacja, ale proszę zaufajcie mi i podąźajcie za mną. 
Nie czekając na naszą reakcje chłopak wyjął spod płaszcza średniej wielkości czarne pudełko z wyrytymi runami. Od razu wiedziałam co to jest. Był to teleporter. Przeważnie są one chronione i zwykli ludzie nie mają dostępu do niego. Nie wiedziałam czemu Andrew posiada to urządzenie , ale skoro je ma oznacza ,że nie jest zwykłym człowiekiem. Wymieniłam spojrzenia z Celeste. Obie postanowiłyśmy sprawdzić całą tą sprawę i zawiadomić wojsko.  Kiedy tunel się otworzył wstrzymałam oddech. Ande zaprosił nas ruchem ręki do środka. Wzięłam głęboki wdech i powoli weszłam do środka.   
 Kiedy otworzyłam oczy ujrzałam wielką salę. Na środku namalowany był wielki czerwono-pomarańczowy smok. Pomieszczenie było oświetlone pochodniami, więc nie wszędzie było jasno. Miałam wrażenie ,że ktoś mnie obserwuje. Nie myliłam się. Z drugiej strony Smoczej Sali, tak nazwałam to pomieszczenie, wyszedł mężczyzna. Był ubrany w białą koszule, czarne spodnie i czarny płaszcz. Spojrzałam na Celeste i spostrzegłam jej niepokój, mimo to zachowywała zimną krew. Mężczyzna skinął na Andrew, a ten podszedł do niego. Nieznajomy uniósł rękę i spoliczkował chłopaka. Później spojrzał na mnie i na Celeste. 
- Andrew, wiesz doskonale ,że przeprowadzanie osób z zewnątrz jest karalne. Zaprowadź je do cel i przyjdź do mnie .
Spanikowałam. Celeste złapała mnie za nadgarstek i przywołała do porządku. Zawsze podziwiałam jej opanowanie w trudnych chwilach i beztroski uśmiech wtedy kiedy go najbardziej potrzebowałam. Andrew ze spuszczoną głową skierował się w stronę wielkich drewnianych drzwi.  Podążałam za nim potulnie jak baranek. Kiedy zeszliśmy do lochów chłopak odwrócił się gwałtownie.  Podszedł do nas i zaczął przepraszać. Byłam zaskoczona jego postawą jednak wiedziałam ,że w najbliższym czasie nic nie będzie takie jak kiedyś. 
   W celi było zimno i wilgotno jednak Celeste uśmiechała się od ucha do ucha. 
- O czym myślisz?  
- Myślę jak się stąd wydostać. Izzy nie jest ci zimno? Ubrałaś się za lekko jak na mój gust.  Westchnęłam.
Nagle usłyszałam szczęk otwieranych krat. Wstałam i podeszłam do Celeste. Do celi weszli dwaj mężczyźni z mieczami u boku. 
- Macie iść za nami. Nasz przywódca was osądzi. 
Przerażona złapałam Celeste za rękę i spojrzałam na nią. Była opanowana jak zwykle, ścisneła mi nadgarstek na znak bym się uspokoiła. Znała mnie bardzo dobrze, więc wiedziała ,że jestem zdenerwowana.  Niechętnie ruszyłyśmy za strażnikami. Po pięciu minutach marszu w ciemnym , wilgotnym i zimnym korytarzy doszliśmy do drzwi Smoczej Sali. Jeden ze strażników podszedł do nich i je otworzył. Wyczułam gorąco jakie towarzyszyło tłumowi zebranemu w środku. Z duszą na ramieniu ruszyłam za mężczyzną. Obok szła Celeste jak zwykle w takich sytuacjach poważna. Zaprowadzili nas na ławy przed stołem, za którym siedział Andrew i mężczyzna, który go uderzył.  Wstrzymałam oddech , ponieważ przeczuwałam najgorszego. Mężczyzna siedzący obok chłopaka podniósł się i ucieszył zebranych. 
- Zebraliśmy się tu , by ukarać te dwie dziewczyny. Zostały przyprowadzone przez mego brata,  który otrzymał już odpowiednią karę.  
Byłam zaskoczona faktem ,że Andrew to brat przywódcy, a jeszcze dziwniejsze było to, że chłopak cały czas nosił płaszcz. Mimo że siedziałam w sali z tłumem za plecami , czułam się spokojnie. Zaczęłam myśleć o wszystkim co mnie spotkało od momentu wyjścia z domu. Spotkanie tajemniczego chłopaka, walka między wojskiem króla a rebeliantami,  siedzenie w celi , a na koniec osąd. To wszystko wydawało się być snem.
Niespodziewanie Andrew wstał i krzyknął:
- Nie możemy ich ukarać!  Jedna z nich jest wybraną!  
Tłum nagle ucichł do tego stopnia ,że mogłam usłyszeć bicie swojego serca. Byłam zaskoczona tym obrotem spraw. Ludzie zaczęli krzyczeć ,że wybrana nie istnieje i nie ma dowodów ,że to akurat ja. Natomiast Andrew spokojnie spojrzał na brata, przynajmniej tak mi się wydawało,  ponieważ przed oczami przelatywały mi rozmaite obrazy. Nie wiedziałam o co chodzi , ale pojęłam  jedno to na pewno nie są obrazy z przeszłości. Jedynym logicznym wytłumaczeniem  było to , że mam omamy jednak po tym co dzisiaj przeżyłam byłam skłonna uwierzyć we wszystko. Ocknełam się dopiero wtedy kiedy poczułam gwałtownie szarpnięcie. Otworzyłam oczy i zobaczyłam jak Celeste ciagnie mnie w stronę drzwi. Przed nią szedł Andew bardzo pewnym krokiem.  Wyszłyśmy z sali pełnej rozgorączkowanego tłumu.  Szłyśmy za chłopakiem jakieś  dziesięć minut. Nagle Andrew zatrzymał się i wszedł do pokoju po prawej stronie. Ruszyłyśmy za nim. W pomieszczeniu było ciepło, cicho i przytulnie.  Pokuj był pomalowany na jasny zielony dzięki czemu poczułam się bezpiecznie. Usiadłam na krześle i czekałam. Celeste stała za mną z rękami skrzyżowanymi na piersi. Chłopak odwrócił się i ściągnął kaptur.  Pierwszy raz widziałam jego twarz . Był przystojny, miał jasno brązowe włosy,  ciepłe brązowe oczy, i bliznę na prawym oku.  Pomyślałam ,że to musiała być przyczyna noszenia płaszcza.  Nie zwracałam najmniejszejuwagi na tego rodzaju rzeczy.Nagle stanełyśmy przed ogromnymi drzwiami. Wyglądały na solidne i bardzo ciężkie. Razem uchyliłyśmy jedno skrzydło i wsunełyśmy się do środka. Andre złapał nas za koszulki i pociągnął w głąb korytarza , z którego przyszłyśmy. Mrok otaczał nas jak ciepły koc. Moje myśli błądziły wśród wszystkich wydarzeń ,które do tej pory się wydarzyły. Nie mogłam niestety dotrzeć do celu całego tego przedstawienia. W pewnej chwili pomyślałam ,że to tylko kiepski żart.  W pewnym momencie potknełam sie o coś co najwyraźniej było krzesłem.  Andre złapał mnie w chwili kiedy miałam już upaść.  Zawstydzona spuściłam wzrok. Ruszyliśmy dalej.  Nagle wyszliśmy na balkon. Widok był cudowny.  Księżyc oświetlał rozciągający sie przede mną las i polane , na której rosły kwiaty.  Podeszłam do barierki i westchnęłam. Andre podszedł do mnie i obok oparł się o barierkę. Odsunęłam sie od niego i stanęłam obok Celeste. Chłopak poprawił swój kaptur i powiedział :
- Isabel chciałbym abyś jednak przemyślała naszą propozycję...
Andre nie dokończył zdania, ponieważ w tym samym momencie strzała przebiła mu prawe ramię. Podbiegłam do niego i starałam sie mu pomóc.  Chłopak wyjął czarne pudełko i mi je podał.  Celeste również starała się zatamować krwawienie. Wzięłam do ręki teleporter i ustawiłam go na najbliższą wyspę.  Andre zemdlał na moich ramionach. Jakoś go podniosłam i wraz z Celeste przeszłyśmy przez bramę.  

2 komentarze:

  1. To ta Isabel jest tą wybraną, o której mówił Andre? ^.^ Ciekawe opowiadani. Czekam na kolejną część i mam nadzieję, że to nie była pierwsza i ostatnia. Pozdro ^.^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Isabel jest wybraną i na pewno będą dalsze rozdziały

      Usuń